Zapal światło w kamieniczce

Chcielibyśmy zaprosić szkoły i przedszkola do udziału w wyjątkowej inicjatywie. Wspominając Prezydenta Pawła Adamowicza stworzymy dosłownie i w przenośni ul. Długą. Potrzebne do tego będą własnoręcznie wykonane lampiony – kamieniczki. Tworzy się je ze zwykłych słoików i niezwykłych szablonów, które udostępniamy tu, na blogu.

Aby zrobić taki lampion potrzebujemy:

  • słoik o prostych ściankach, może być litrowy, albo taki po dżemie,
  • klej na gorąco
  • wydrukowane na sztywnych kartkach szablony, w których okienka wycinamy nożykiem do tapet

Zapraszamy do udziału w tym projekcie. O wszystkim będziemy informować na stronie Kreatywnej Pedagogiki na Facebooku, tymczasem możemy w ramach świątecznych warsztatów tworzyć lampiony – kamieniczki.

Iza Banaszczyk i Magdalena Buda

Muminki w teatrzyku Kamishibai

W dobie smartfonów i nowoczesnych technologii ta stara forma przekazu zyskuje na wartości i skupia uwagę widzów w całkiem odmienny sposób, zapraszając ich w podróż do świata wyobraźni i wrażliwości.

Dzisiaj, z myślą o grudniowych lekcjach chcemy zaprezentować opowiadanie trochę świąteczne, trochę zimowe i z dużą ilością śniegu. 

Ciekawe, o czym myślała Tove Jansson pisząc CHOINKĘ, jedno z „Opowiadań z Doliny Muminków”?

Może zastanawiała się, na czym polega prawdziwe świętowanie? Może chciała nam powiedzieć, że świętować to znaczy być z najbliższymi i dzielić się tym, co każdy ma najcenniejszego, a przygotowania nie powinny zepsuć radości płynącej ze świąt? Może patrzyła na święta z perspektywy dziecięcych emocji, pytań, oczekiwań?

Historia odkrywania przez Muminki prawdziwej istoty Wigilii jest idealnym pretekstem do rozmowy o tym, co ważne. Możemy ten pomysł zrealizować na godzinie wychowawczej, na języku polskim, w nauczeniu wczesnoszkolnym, a nawet na lekcjach języka obcego. (Jeżeli chodzi o języki obce, to zapraszamy na blog Frau Buda, gdzie znajdziecie scenariusz takiej lekcji. https://fraubuda.wordpress.com/2019/11/25/muminki-na-lekcji-jezykow-obcych/

Podzieliłyśmy opowiadanie na 10 części, do których Magda wykonała 10 ilustracji. Do przedstawienia historii Muminków możecie użyć całego oryginalnego tekstu lub przygotowanego przez nas streszczenia– trochę skróconego i podzielonego na poszczególne ilustracje.

1. Jeden z Paszczaków stał na dachu i grzebał w śniegu, aż się dogrzebał do klapy. Nie pamiętał, czy otwiera się do środka, czy na zewnątrz, więc tupnął w nią ostrożnie. Ona otworzyła się natychmiast i Paszczak spadł w dół. Na dole leżała pogrążona w śnie zimowym rodzina Muminków. Spali już od kilku miesięcy i mieli zamiar spać aż do wiosny.

„Nudzicie mnie tym waszym spaniem, a wigilia się zbliża, może nadejść dosłownie w każdej chwili!” – krzyczał Paszczak.

„Czy to już wiosna?” – mruknął Muminek.

„Wiosna? Mówiłem o wigilii. A ja nic nie zdążyłem przygotować i nic nie mam … Wszyscy biegają jak zwariowani, a nic jeszcze nie gotowe!”. I Paszczak tupiąc głośno, wyszedł z powrotem na schody i wylazł przez klapę w dachu.

2. „Mamusiu! Zbudź się!” – zawołał Muminek przerażony. – „Stało się coś strasznego! To się nazywa wigilia!”

Obudzona rodzina Muminków wyszła na zewnątrz, a cała dolina pokryta była mokrą watą, góry i drzewa, i rzeki, i cały dom. I było zimno, jeszcze zimniej niż w kwietniu.

„To się nazywa wigilia?” – spytał Tatuś zdziwiony. 

„Ależ Tatusiu, to śnieg!” – powiedział Muminek. Minęła ich ciotka Paszczaka, ciągnąc świerk na sankach.

„A więc obudziliście się? No, wreszcie.” – powiedziała obojętnie. – „Postarajcie się o choinkę, zanim się ściemni.” – i ruszyła dalej.

„Ona powiedziała – zanim się ściemni.” – szepnęła Panna Migotka. – „A więc niebezpieczeństwo nadejdzie dziś wieczorem”

„Widocznie trzeba mieć choinkę, żeby jakoś sobie dać radę.” – zastanawiał się Tatuś. – „Nic z tego nie rozumiem.”

3. Tatuś mimo grożącej katastrofy postanowił nie ścinać żadnego ze swoich świerków. Przelazł przez sztachety do sąsiadki Gapsy i wybrał duże drzewo, świerk, który na pewno na nic szczególnego nie mógł się jej przydać.

„Myślisz, że chodzi o to, żebyśmy się w nim schowali?” – spytał Muminek.

„Nie wiem” – odrzekł Tatuś, nie przestając rąbać. – „Nic z tego wszystkiego nie rozumiem”

4. Zbliżali się już do domu, gdy nagle wpadła na nich Gapsa ze stosem torebek i paczek w objęciach. Na szczęście nie poznała własnego świerka.

„Tłok, rozgardiasz!” – krzyknęła.

„Choinka” – przerwał jaj Tatuś Muminka i chwycił ją rozpaczliwie za futrzany kołnierz. – „Co się robi z choinką?”

„Choinka?” – powtórzyła Gapsa nieprzytomnie. – „Choinka? Ach, to okropne! Nie to straszne … przecież trzeba ją ubrać … Jak ja to wszystko zdążę …” Mówiąc to upuściła paczki w śnieg, czapka zsunęła się jaj na pyszczek i gotowa była niemal się rozpłakać ze zdenerwowania.

5. W domu Mama zmiotła śnieg z werandy, przygotowała pasy ratunkowe i aspirynę, strzelbę Tatusia i gorące okłady. Bo przecież nigdy nic nie wiadomo … Na samym brzegu kanapy siedziało malutkie leśne stworzonko i piło herbatę. Siedziało przedtem w śniegu pod weranda i wyglądało tak mizernie, że Mama zaprosiła je do domu. 

„Proszę, oto choinka – powiedział Tatuś. – „Gdybyśmy tylko wiedzieli, do czego ona ma służyć. Gapsa twierdzi, że trzeba ją ubrać. A może ty wiesz, jak się ubiera choinkę?”

„Ładnymi rzeczami. Najładniej jak się tylko umie. Tak słyszałem …”  – powiedziało nieśmiało stworzonko.

6. Wynieśli więc zaraz choinkę przed dom i osadzili ją mocno w śniegu. Następnie zabrali się do przybierania jej … Udekorowali ją muszlami, które latem zdobiły grządki kwiatków i naszyjnikiem z pereł Panny Migotki. Zdjęli kryształowe wisiorki z żyrandola w salonie i zawiesili je na gałęziach, a na samym szczycie umieścili jedwabną różę, którą Mama Muminka dostała od Tatusia. Wszyscy znosili co mieli najładniejszego, by ubłagać niepojęte moce zimy.

Kiedy choinka była już gotowa, znowu minęła ich ciotka Paszczaka.

„Coś podobnego! – wykrzyknęła ciotka Paszczaka. – Wyście zawsze byli dziwni. No, ale spieszę się … Muszę zrobić jedzenie na wigilie …”

„Jedzenie?” – powtórzył Muminek zdziwiony. „To ona je?”

Ale ciotka już nie słuchała. „Myślisz, że dacie sobie radę bez jedzenia?” – powiedziała niecierpliwie i ruszyła dalej po zboczu.

7. Mama krzątała się w kuchni przez całe popołudnie. I tuż przed zmierzchem jedzenie dla Wigilii było gotowe i stało w małych filiżankach wokół choinki. Był tam sok owocowy i zsiadłe mleko i ciasto z czarnymi jagodami i grog i różne inne smaczne rzeczy, które rodzina Muminków lubiła.

„Czy myślisz, że Wigilia jest bardzo głodna?” – spytała Mama z niepokojem.

8. Nisko w dolinie we wszystkich oknach zaczęły zapalać się światła. Świeciło się pod drzewami i z każdego gniazda wśród gałęzi, migoczące płomyki świec biegały w pośpiechu przez zaspy śnieżne. 

Wówczas Muminek wszedł do domu i zebrał wszystkie świece, jakie mógł znaleźć. Następnie powtykał je w śnieg wokół świerka i zapalił ostrożnie, jedną po drugiej …

Wśród drzew krążył jeszcze Paszczak.

„Hej!” – zawołał Muminek cicho. – „Czy ona już niedługo nadejdzie?”

„Nie przeszkadzaj.” – parsknął Paszczak z nosem pochylonym nad długą listą, na której prawie wszystko było poprzekreślane.

„Co się stało?” – spytał Muminek.

„Prezenty!” – wybuchnął Paszczak. – „Coraz więcej prezentów z każdą wigilią!”

9. Cóż można było zrobić innego? Rodzina Muminków weszła do domu, żeby poszukać prezentów. Tatuś wybrał swoją najlepszą przynętę na szczupaki, która była umieszczona w bardzo ładnym pudełku, i na wierzchu napisał: „Dla Wigilii”… Panna Migotka ściągnęła pierścionek z palca u nogi, … A Mama otworzyła swoją najskrytszą szufladę i wyjęła z niej książkę z kolorowymi obrazkami, jedyną książkę z kolorowymi obrazkami w całej dolinie. To, co zapakował Muminek, było tak ładne i tak osobiste, że nikomu nie chciał tego pokazać. Po czym wszyscy usiedli na śniegu i czekali na katastrofę.

Czas mijał, ale nic się nie działo.

Małe leśne stworzonko przyprowadziło z sobą wszystkich swoich krewnych i przyjaciół swoich krewnych, a wszyscy byli jednakowo mali, szarzy i wynędzniali i zmarznięci. 

„Przyjemnej wigilii!” – szepnęło leśne zwierzątko nieśmiało.

„Jesteś pierwszy, który uważasz, że Wigilia może być przyjemna.” – odpowiedział Tatuś Muminka – „Czy wcale się nie boisz, co będzie, kiedy wreszcie nadejdzie?”

10. „Przecież już jest.” – szepnęło leśne stworzonko – „Czy można popatrzeć? Macie taką prześliczną choinkę. I tyle jedzenia. I prezentów. Przez całe moje życie marzyłem o tym, żeby przypatrzeć się temu z bliska.”

Zaległa zupełna cisza. Czuło się, jak podziwiają i tęsknią, odczuwało się to coraz silniej i silniej, aż w końcu Mama Mumnika przysunęła się bliżej do Tatusia i szepnęła:

 „Czy nie uważasz …”

„Tak …” – odpowiedział Tatuś, a Muminek powiedział do leśnych stworzonek:

„Proszę, to wszystko należy do was.”

„W każdym razie nie boję się już Wigilii.” – stwierdził Muminek. „Paszczak i Gapsa, i ciotka Paszczaka musieli to wszystko źle zrozumieć.”

Skrócone przez nas opowiadanie do druku:

Obrazki wystarczy wydrukować i zabrać teatrzyk Kamishibai ze sobą do szkoły.

Pozdrawiamy muminkowo Magdalena Buda i Iza Banaszczyk

Metoda JIGSAW

Bardzo lubię, gdy moja klasa pracuje w grupach. Uważam, że ta forma pracy świetnie się sprawdza. Jednak często mam wrażenie, że podczas takich lekcji znajdują się uczniowie, którzy nie angażują się w zadanie. Znalazłam na to sposób – to metoda JIGSAW (ang. układanka).

JIGSAW w pigułce

To metoda służąca uczeniu się we współpracy. Zagadnienie, które mamy omówić zostaje podzielone na kilka spójnych fragmentów*, zaś klasa na grupy liczące tyle osób**, co podzielonych fragmentów. Zadaniem każdego ucznia jest opracowanie i przyswojenie jednej partii materiału (pracuje w grupie eksperckiej), a następnie przekazanie jej grupie. Dzięki temu finalnie wszyscy opanowują całe zagadnienie.

*Liczba fragmentów, na które zostało podzielone zagadnienie, a co za tym idzie członków w grupach, powinna zostać każdorazowo dostosowana do omawianych treści i liczebności klasy.

* * Gdy nie da się tego zrobić, warto by dwóch uczniów z jednej gtupy pracowało nad jednym zagadnieniem.

Metoda JIGSAW krok po kroku

  • Dane zagadnienie dzielimy na kilka spójnych fragmentów.
  • Klasa zostaje podzielona na grupy liczące tyle samo osób (tyle na ile fragmentów podzielone zostało omawiane zagadnienie).
  • Każdy członek grupy otrzymuje jedno zagadnienie do opanowania.
  • Uczniowie z poszczególnych grup, którzy mają to samo zagadnienie do opracowania spotykają się w zespołach eksperckich (zmiana grup)– porządkują wiedzę, wyjaśniają, ustalają jak najefektywniej przekazać informacje członkom swoich macierzystych zespołów.
  • Uczniowie wracają do swoich pierwotnych grup i uczą się wzajemnie, każdy ekspert przedstawia swoje zagadnienie pozostałym członkom zespołu.
  • Następuje prezentacja całego materiału (jeśli uczniowie przedstawiają zagadnienia w formie ustnej, warto zadbać, by o poszczególnych zagadnieniach nie mówili eksperci, lecz inni członkowie zespołu).

Żeby lepiej sobie wyobrazić przebieg takiej lekcji warto prześledzić poniższy schemat, powstał on na podstawie materiałów zaczerpniętych z tej strony:

źródło: interklasa.pl/portal/index/strony?mainSP=subjectpages&mainSRV=nauczyciel&page=subpage&article_id=320026&page_id=17530

 Pracę grup dzielimy na 4 etapy:


    1 etap
W wyniku losowania lub celowego doboru powstają 4-osobowe zespoły ( liczba osób może się zmienić zależnie od tego, z ilu fragmentów składa się materiał). Każdemu członkowi grupy przydzielamy jego część materiału do opanowania. W sumie grupa dysponuje całością (a + b + c + d). Każda z klasowych grup pracuje według tego samego schematu.
 

 
     2 etap
W tym momencie powstają grupy ekspertów, co oznacza, że uczniowie z każdej z grup opracowujący ten sam fragment materiału spotykają się razem, aby usystematyzować treści, przedyskutować wątpliwe kwestie i podzielić się pomysłami na to, jak ową nowo zdobytą wiedzę przekazać dalej.


    3 etap
Uczniowie ponownie spotykają się w swoich macierzystych grupach. Teraz ich zadaniem jest wzajemna nauka, a wszystko po to, aby każdy członek grupy opanował całość materiału (a + b + c + d).

 
    4 etap
To czas podsumowania. Uczniowie prezentują wszystkie fragmenty zdobytej wiedzy (a+b+c+d) łącząc tym samym w całość umowne puzzle. Wiedzę tę możemy sprawdzić za pomocą pytań przygotowanych przez nauczyciela, albo przez poszczególne grupy.

oprac. Marta Jankowska, oprac. graficzne I. Banaszczyk

Czyja to piwnica?

Piwnice, strychy, spiżarnie, schowki to od zawsze obecne w literaturze miejsca, które kryją jakieś tajemnice, rozbudzają wyobraźnię, a ich opis staje się niejednokrotnie początkiem niezwykłej opowieści.

Tak było i tym razem, gdy na Festiwalu Literacki Sopot, na stoisku Wydawnictwa Dwie Siostry trafiłyśmy na tę ciekawie ilustrowaną książkę.

Od razu wiedziałyśmy, że „Piwnice. Zagadki spod podłogi” autorstwa Aleksandry Cieślak i Dominiki Czerniak zabierzemy ze sobą do szkoły.

Czytając zagadki i tworząc według tych opisów własne ilustracje już można przeprowadzić ciekawe zajęcia ćwicząc czytanie ze zrozumieniem, lub zapamiętywanie ze słuchu, koncentrację, spostrzegawczość, bogacąc słownictwo.

My jednak poszłyśmy o krok dalej i to własnie szata graficzna książki zainspirowała nas do stworzenia własnych wielkich, otwieranych piwnic, które będą skrywały tajemnice. A jakie? Tego dowiemy się już od uczniów.

Każda piwnica powstała ze złożonej na pół kartki z bloku flipchart. Na zewnętrznej stronie czarnym mazakiem narysowałyśmy zbite z desek drzwi i wycięłyśmy ich nieregularny kształt.

Z kolei wewnątrz każdej znalazł się jakiś „klasyczny” piwniczny element :), a to żarówka na kablu, a to regał, drabina, krzesło bez nogi, mały kudłaty mieszkaniec…. Wszystko po to, aby zachęcić dzieciaki do dalszego samodzielnego działania.

Przygotowałyśmy również stare kolorowe czasopisma wnętrzarskie, nożyczki, kleje, pastele i karty, z których można było powycinać słoiki i sympatyczne małe stworzonka.

Piwnice są specjalnie wykonane w tak dużym rozmiarze, bo jednym z celów tego zadania jest skuteczna praca w grupie.

Jaką instrukcję otrzymują uczestnicy?

„Wyobraźcie sobie lokatora bądź lokatorów, któregoś z mieszkań budynku. Pomyślcie o zainteresowaniach, wykonywanym zawodzie, codziennym życiu tej osoby (lub osób). Następnie wspólnie urządźcie tę piwnicę tak, aby jej wyposażenie pomogło w opowiedzeniu historii o nim ( lub o nich). ”

Gdy prace są już skończone ( dajmy czas ograniczony do 20 minut) to zanim je otworzymy i pokażemy całej grupie, prosimy najpierw o krótki wstęp. Pytamy, na którym piętrze mieszka właściciel, jakie ma mieszkanie, czy ma zwierzęta itd.

Dalszą część zadania możemy poprowadzić na dwa sposoby:

  1. Zachęcamy uczniów do snucia opowieści, w której charakteryzują osobę poprzez zgromadzone przez nią przedmioty
  2. Inne grupy bacznie przyglądają się szczegółom i poprzez zadawanie pytań próbują odgadnąć kim jest właściciel piwnicznych zbiorów.

Charakterystyki mogą też powstawać w formie spisanych opisów miejsca, postaci, czy innych form literackich. Wszystko zależy od wieku uczniów i tego jak chcemy wykorzystać ten pomysł.

Przedstawione na zdjęciach prace powstały podczas spotkania grupy ARTETERAPIA w ramach Kreatywnej Pedagogiki oraz zajęć ze studentami kierunku PEDAGOGIKA.

Inspiracje te zostały już zabrane do szkół i przedszkoli, a my jesteśmy bardzo ciekawe z jakimi wrażeniami wrócą nauczyciele i do czego przydały się nasze piwnice.

Ostatni kolaż to zagadka dla Was, drodzy czytelnicy, pewnie nie trudna do odgadnięcia.

Komu w domu się nie mieszczą : świąteczne dekoracje, laurki, segregatory, przebrania, skakanki, siatki pełne rolek od papieru, słoiki z zakrętkami i wiele innych rzeczy o nazwie „przydasie” ?

Jak możemy jeszcze przełożyć ten pomysł na realizację podstawy programowej w przedszkolu i edukacji wczesnoszkolnej?

Piwnica może tradycyjnie wypełnić się przetworami, a nasi uczniowie najpierw otrzymają papierowe słoiki, w których narysują : ogórki, dynie, śliwki, jabłka, itd. Potem układając je w piwnicach podzielą na kategorie – owoce i warzywa, oraz przykleją samodzielnie napisane etykiety ( zależnie od wieku dzieci )

To miejsce może być też zwyczajowy składzikiem dla prawdziwego ogrodnika. Przygotowujemy wtedy zdjęcia lub dzieci same rysują ogrodowe sprzęty, akcesoria, nasiona, cebule itd. Teraz do piwnicy chowamy wszystko na zimę. Z kolei wiosną wrócimy do tego tematu i symbolicznie wyjmiemy cały potrzebny nam sprzęt zanim wyruszymy do naszego przedszkolnego lub szkolnego ogródka.

Podczas lekcji angielskiego możemy ćwiczyć słownictwo w samodzielnie przygotowanym słowniku obrazkowym.

Jak możemy przełożyć ten pomysł na realizację podstawy programowej w klasach starszych?

Własna aktywność podczas projektowania sprawi, że uczniowie chętniej będą tworzyli opisy miejsca i osób, albo opowiadania.

Na godzinie wychowawczej możemy w ten sposób przeprowadzić trening twórczości rozwijając kreatywność, integrując klasę, ucząc pracy w grupach.

A ty, drogi czytelniku, jak wykorzystasz piwnice i ich tajemnice na swoich lekcjach? Koniecznie opowiedz nam o tym w komentarzu, lub na stronie Kreatywnej Pedagogiki na Facebooku.

oprac. Iza Banaszczyk i Magdalena Buda

Dzieci nadmiaru, dzieci niedostatku

Słowo diagnoza robi ostatnio zawrotną karierę. Diagnozujemy potrzeby i problemy uczniów, diagnozujemy nastroje społeczne, diagnoza obecna jest zarówno w gospodarce jak i w kulturze. Już dawno nie jest zarezerwowana wyłącznie dla nauk medycznych. Dziś i ja spróbuję postawić pewną diagnozę. Nie użyję w tym celu znanych mi narzędzi – testów psychologicznych, kwestionariuszy, nie przeprowadzę długofalowych badań, ani eksperymentu na dużej próbie. Potraktuję słowo diagnoza szeroko i może nawet dość potocznie. Moje rozważania będą teoretyczne, a oprę je na pewnych obserwacjach.

Żyjemy w czasach dobrobytu. Pewnie niektórzy się ze mną nie zgodzą i podadzą dobitne argumenty, aby obalić moją tezę. Dlatego wyjaśnię gdzie ten dobrobyt widzę. Mamy bardzo duży dostęp do różnego rodzaju dóbr zarówno tych materialnych, jak i związanych z kulturą, nauką, rozwojem. Oczywiście piszę te słowa z perspektywy Polki i Europejki, w danym momencie dziejowym. Nadmiar to stan, w którym stwierdzamy, że czegoś jest za dużo. Gdy nie wykorzystujemy dostępnych nam rzeczy, możliwości, informacji, atrakcji, bo odczuwamy przesyt, bo dopada nas niemoc.

Nadmiarem może być też apetyt na kolejne konsumenckie zachcianki podsycane marketingowymi sztuczkami, na które łatwo się nabieramy i podświadomie łapiemy haczyk. To my dorośli i świat, który kreujemy wokół nas, dla siebie, swojej rodziny, swoich dzieci. No właśnie dzieci, bo o nich tu głównie mowa. Na jaki nadmiar są one narażone?

Najszybciej odpowiemy na to pytanie wyobrażając sobie dziecięcy pokój i wszystkie obecne tam przedmioty. Zobaczymy wtedy łóżko pełne pluszaków, mniejsze i większe kolorowe, plastikowe, tak zwane zabawki edukacyjne, różne rodzaje klocków, pudła z grami planszowymi i puzzlami, czasem książki, no i oczywiście wszelkiej maści kolekcje – a to „Gwiezdne Wojny”, a to superbohaterowie, a to kucyki, lalki, itd… Czy dziecko bawi się tym wszystkim? Czy jest w stanie zadbać o porządek w tym pokoju, na miarę swojego wieku? Czy zabawki te faktycznie zajmują jego czas i skłaniają do samodzielnej, twórczej aktywności? Czy przedmiotów jest tak dużo, że szybko stają się obojętne i na dziecko działa tylko efekt nowości (Mamo! Tato ! Kup proszę!)

Gdy w najbliższym, codziennym otoczeniu spostrzegamy nadmiar przedmiotów to jest to równoznaczne z nadmiarem bodźców. Potocznie używa się już słowa „przebodźcowany”. Układ nerwowy dziecka musi sobie radzić z odbiorem i przetwarzaniem sygnałów dochodzących za pomocą różnych zmysłów. Obrazy, kształty, kolory, światło, migotanie, refleksy, odblaski, dźwięki, szumy, zgrzyty, odgłosy w tle, pogłos, nagłe hałasy, różne faktury, nacisk, łaskotanie, drapanie, odczuwanie temperatury, zapachy, smaki, ruch i koordynacja to wszystko dzieje się tu i teraz i może dziać się w jednym momencie.

Czy mózg jest w stanie zarejestrować i odpowiednio przetworzyć taką liczbę doznań? Jest plastyczny, ma ciągle do końca niezbadane możliwości. Ale po co fundować mu takie wyzwania? Dlaczego ma pracować na najwyższych obrotach. Czy dziecku potrzebne są te wszystkie bodźce? Pomyślmy jak my się czujemy spędzając 3 godziny w centrum handlowym na zakupach. Zdarza się tak, że w podobnym stylu urządzamy codzienny świat małemu człowiekowi, który ma jeszcze niedojrzały układ nerwowy: kolorowe wystawy to sterty zabawek w pokoju, szum w tle to ciągle włączony telewizor, reklamy w megafonach to ulubiona gra na tablecie, tłok i duchota to czas spędzany w 4 ścianach, a nie na świeżym powietrzu.

Kolejny nadmiar to zbyt duża liczba zorganizowanych aktywności, wszystkie te dodatkowe, zaplanowane zajęcia, na które trzeba dotrzeć i rozwijać talenty, szukać pasji, zdobywać kompetencje niezbędne w dzisiejszych czasach. Tak, są dzieci, które rozpoczynają dzień od basenu o 7 rano, a kończą wieczorem w szkole muzycznej, po drodze są oczywiście godziny spędzone w klasie, odrobione w świetlicy lekcje i angielski w sali wynajmowanej w szkole przez firmę edukacyjną – Amelka, klasa pierwsza szkoły podstawowej. A w głębi serca marzenie o zabawie lalkami z przyjaciółką i bitwie na śnieżki po lekcjach.

Obserwacje, rozmowy, doświadczenia składają się na te gorzkie refleksje. Amelki nikt nie wymyślił, poznałam ją jakiś czas temu na szkolnych warsztatach. Dziesięcioletni Kuba przychodził do mnie regularnie do gabinetu na spotkania, bo był ciągle przygnębiony, smutny i nie wiedział jak sobie poradzić z powodu braku przyjaciół. W prywatnej szkole, 12- osobowej klasie, w której oprócz niego było 2 chłopców nie znalazł bratniej duszy. Dowożony i odwożony codziennie przez rodziców nie miał po lekcjach możliwości na spotkania z kimkolwiek ze szkoły, mieszkał w bardzo odległej dzielnicy. Za to oferta edukacyjna placówki spełniała wszystkie, nawet najbardziej wygórowane wymagania.

Nadmiarów możemy spostrzec jeszcze więcej: jedzenie, pieniądze, ubrania, media, internet, gadżety, hałas, tempo… Każda z wymienionych opcji generuje całą lawinę nieszczęść i konsekwencji wynikających z „przedawkowania”, ale jest też druga strona medalu. Z nadmiarem wiąże się niedostatek, jak chińskie YIN i YANG, świetnie się uzupełniają. Nie trzeba być psychologiem, żeby odkryć czego brakuje Amelce i jakich dziecięcych potrzeb nie zaspokaja Kuba.

Brak, deficyt, pustka w sferze emocji, relacji, komunikacji, zaspakajania rozwojowych potrzeb to ból dzieci nadmiaru.

To opis świata urządzanego dzieciom przez rodziców. Nie zapominajmy jednak, że w podobnym stylu szkoła „mebluje” codzienność swoim uczniom. Możemy szukać winnych i nie będzie to trudne zadanie – system, prawo oświatowe, ministerstwo, samorządy, reforma, podwójny rocznik, nieudolni nauczyciele. Każdy mierząc własną miarą przytoczy mocny argument. Do tego cała litania narzekań i anty przykładów wyssie z nas całą energię, a ręce rozłożą się w geście „nic się nie da zrobić”.

A gdyby szkołę pomyśleć inaczej? Dzieci nadmiaru nie muszą przebywać przecież w salach pełnych zbędnych przedmiotów, z milionem gazetek ściennych, dekoracjami na oknach i zwisającymi z sufitu bocianami. Nie muszą siedzieć 45 minut na twardych krzesłach patrząc na plecy kolegów i koleżanek. W końcu nie muszą uczyć się tylko i wyłącznie z „wszystko mających” ćwiczeń i podręczników. Zamiast lekcji W-F na korytarzu mogą spędzić aktywnie 30 minut na dworze. Zamiast głośnego przeraźliwego, nagłego głosu dzwonka mogą nauczyć się reagować na inne sygnały informujące o końcu i początku lekcji. W czasie przerwy mogą spędzać czas w przestrzeni podzielonej na strefy różnych aktywności lub odpoczywać w miejscach gdzie stoi stół, krzesła, siedziska lub kanapy, a nie tłoczyć się w tłumie, „nielegalnie biegać” lub siedzieć na podłodze pod ścianą.

A co możemy zrobić w zakresie niedostatku, z powodu którego cierpią nasi uczniowie? Zadbać o relacje z nimi, budować życzliwą atmosferę, dawać dobry przykład komunikując się pozytywnie, stworzyć warunki do tego, aby klasa mogła się dobrze poznać, organizować godziny wychowawcze w formie warsztatów i faktycznie realizować tematy bliskie dzieciom i młodzieży, w końcu dać im swoją uwagę i zainteresowanie.

Skoro są dzieci nadmiaru i dzieci niedostatku to zapewne są i tacy dorośli. Czy ja jestem takim dorosłym? Czy może z wiekiem obserwuję u siebie coraz większą miłość do minimalizmu? A może mam nadmiar wszystkiego, a niedostatek czasu dla siebie? !

Czy w końcu stwierdzę, że mając swoje x lat jestem dzieckiem nadmiaru i niedostatku. Jak najpierw sama uporam się ze sobą, to dopiero wtedy pozwolę dzieciom nie brnąć w chaos.

Iza Banaszczyk, opracowanie graficzne Magdalena Buda

Psychologia na wychowawczej. Ja

Wielokrotnie na naszym blogu pojawiały się pomysły na godziny wychowawcze. W tym roku szkolnym chcemy, żeby tworzyły one cykl pod hasłem: PSYCHOLOGIA NA WYCHOWAWCZEJ. Lekcje te będzie można realizować w szkołach średnich i ostatnich klasach szkoły podstawowej. Pojęcia z dziedziny psychologi przerobimy w formie ćwiczeń, zadań i eksperymentów, znajdzie się też czas na dyskusję.
Zawsze trzeba od czegoś zacząć, w tym wypadku najlepiej zacząć od samego siebie, dlatego pierwszy temat to JA.

1. Konstrukcja i dekonstrukcja – bądź jak Picasso. Rozdajemy uczniom zwykłe białe kartki i czarne mazaki. Każdy rysuje swój portret. Zachęćmy uczniów do tego, aby rozplanowali rysunek twarzy na całą kartkę i uwzględnili szczegóły, które ich charakteryzują. Jednak nie o wierne odtworzenie tutaj chodzi, tylko o szkic, prosty schemat.

Następnie rozdajemy uczniom nożyczki i prosimy o wycięcie samej twarzy i przecięcie rysunku na 5 części, czyli dokonują dekonstrukcji. W tym momencie uczniowie dostają też kolejne kartki, tym razem kolorowe oraz kleje. Z fragmentów budują twarz od nowa, tworzą kompozycję nowej całości, przez chwilę mogą poczuć się jak Pablo Picasso 🙂

Gotową pracę każdy uczeń umieszcza w zaaranżowanej specjalnie na tę chwilę klasowej galerii, czyli za pomocą masy mocującej przyczepia portret do ściany.

2. Komentarz. Jak widać na załączonym zdjęciu, wspólnymi siłami powstaje ciekawa w formie kompozycja. Jednak nie tylko o doznanie estetyczne, w tym zadaniu chodzi. Możemy wpleść wątek Picassa i przemycić przy okazji małą pigułkę wiedzy o sztuce. Pokazując, że każdy z nich stworzył jedno dzieło, a następnie przerobił je na kolejne. Możemy zapytać, która wersja autoportretu, każdemu z nich bardziej przypadła do gustu. Na pewno w klasie na początku pojawią się komentarze i westchnienia takie jak: ” ja nie umiem rysować”. Dlatego właśnie ostateczne dzieła tak bardzo zmieniają formę, że początkowe niechęci i autokrytyka ginie w ostatecznej wersji dzieła. Każdy zdekonstruowany portret staje się ciekawy i przyciąga uwagę.

3. Wprowadzamy pojęcie JA

Zastanawiamy się wspólnie w jakim momencie rozwoju człowiek zyskuje samoświadomość? Następnie obejrzymy wspólnie jeden z filmików. Niech uczniowie spróbują określić orientacyjnie wiek tych dzieci i opowiedzieć jakie zjawisko można tu zaobserwować.

Teraz potrzebny będzie już nasz komentarz: Co robi ten mały, kilkumiesięczny ( pierwszy filmik), kilkunastomiesięczny człowiek? Szuka drugiego małego człowieka. Szuka go za lustrem. Już lada moment, może za tydzień, może za dwa miesiące odkryje, że ten człowiek w lustrze to on sam. Zrodzi się wtedy samoświadomość, „do głosu” zacznie dochodzić pojęcie Ja. To kamień milowy w procesie kształtowania się tożsamości i osobowości. Kiedy dokładnie to się dzieje? Między 18 a 24 miesiącem życia, czasem trochę wcześniej. Dlaczego to takie ważne? Do tego momentu psychika dziecka jest silnie złączona, wręcz zespolona z psychiką  jego najważniejszego opiekuna ( najczęściej rodzica, bo bywają też różne sytuacje losowe). W wieku około 2 lat dziecko odkrywa, że jest odrębnym bytem. Z tego właśnie powodu teraz, a nie wcześniej mamy do czynienia ze słynnym buntem dwulatka. Do manifestowania sprzeciwu potrzebna jest wola. Wcześniej dziecko też sprawdza jak działa słowo nie. Jednak buntując się jest już zdecydowanie bardziej uparte w trwaniu przy swojej woli w kontrze do woli drugiego człowieka


4. Z czego składa się JA?

burza mózgów – zapisujemy wszystkie pomysły, które pojawią się na forum

(powinny się tu znaleźć cechy wyglądu, cechy charakteru, umiejętności, cechy intelektu, aspiracje, marzenia, imię, dane biograficzne, wspomnienia)

5. JA i moje imię

Na obraz JA składa się nasze własne imię, które nas określa i buduje tożsamość. Wyobraźmy sobie, że ktoś daje nam 10 tysięcy złotych możemy za nie kupić wszystko, co chcemy pod warunkiem, że nazwy tych rzeczy będą się zaczynały na pierwszą literę naszego imienia. Możemy kupić jedną rzecz, jeśli jej wartość mieści się w tej kwocie, albo wiele drobnych rzeczy. Każdy uczeń zapisuje na kartce wszystkie swoje zakupy. Następnie uczniowie czytają na głos swoje notatki, a my pytamy w trakcie czy są zadowoleni ze swoich zakupów?

Komentarz: Imię nadali nam rodzice, jest ono tak silnie związane z naszym jestestwem, że reagujemy zawsze gdy ktoś je wypowie, nawet w tłumie ludzi zawsze usłyszymy swoje własne imię – nazywa się to w psychologii efektem cocktail party.

Zdarza się też tak, że nasze imię nam się nie podoba i używamy wtedy zdrobnień, drugiego imienia, ksywki.

6. JA. Jaki jestem? Jaka jestem?

Komentarz: Na to, co sądzimy o sobie samych mają wpływ nasze doświadczenia, ale też opinie i komentarze innych osób wśród których przebywamy (rodzina, przyjaciele, znajomi, szkoła). W wieku nastu lat pojecie JA bardzo intensywnie się rozwija i bywa najbardziej zmienne i niestabilne – to naturalny proces.

Wypisujemy na tablicy, lub wyświetlamy za pomocą projektora listę różnych cech charakteru i intelektu

Zachęćmy uczniów do indywidualnego wykonania ćwiczenia i zastanowienia się nad samym sobą. Każdy wypełnia kartę wypisując pozytywne cechy swego charakteru i intelektu. Podkreślmy w instrukcji, żeby uczniowie skupili się na pozytywnych cechach.

Karty są osobistą refleksją, ale możemy omówić ćwiczenie na forum zadając ogólne pytania. Czy dowiedzieliście się czegoś na swój temat z tego ćwiczenia? Czy trudno było wybrać cechy opisujące samego siebie? Czy jesteście bardzo krytyczni w ocenie samego siebie? Czy ważniejsza jest dla was własna opinia o samym sobie, czy może opinia innych osób staje się najważniejsza?

6. Podsumowanie

Spójrzmy jeszcze raz na klasową galerię zdekonstruowanych portretów i pomyślmy o tym jaki wpływ mamy na cechy naszego charakteru, nasze umiejętności, co możemy zmienić do czego możemy dążyć, które cechy warto rozwijać.

oprac. Iza Banaszczyk i Magdalena Buda

Skończyłam, skończyłem! Co mam teraz robić? Część II

Poprzedni wpis poświęciłyśmy klasowym kącikom dla dzieci, które wcześniej skończyły pracę i mogły wybrać, jak spędzić czas nie przeszkadzając tym, którzy potrzebują go więcej. 

Propozycja ta skierowana była do klas I-III, można ją wykorzystać również w zerówkach, a wszystko dzięki temu, że rysunkowa podpowiedź jest czytelna również dla tych, którzy jeszcze nie potrafią czytać. Dzisiejszy pomysł skierowany jest już do dzieci czytających i piszących.

Przygotujmy klasie drewniane patyczki z zadaniami.

Podzieliłyśmy je na 5 kategorii:

  • Serce  – aktywności związane z relacjami
  • Kartka – aktywności związane z zadaniami na kartach pracy
  • Miotła – aktywności związane z porządkiem
  • Ołówek – aktywności wymagające pisania
  • Książka – aktywność związana z książkami

W karcie C zostawiłyśmy puste miejsca dla was, żebyście mogli dopisać zadania, które wymyślicie wspólnie z uczniami.

Gdy dziecko skończy swoją pracę może wylosować jakiś patyczek i wykonać zadanie. Za jego wykonanie dostanie symbol z patyczka i naklei go na klasową kartę zadań zrealizowanych.

Karta powinna być jedna dla całej klasy i powieśmy ją w widocznym miejscu. Za jej uzupełnienie, cała klasa powinna zdobyć jakąś wspólną nagrodę. Specjalnie karta ta nie jest duża, żeby łatwiej było ją uzupełnić i żeby okres gratyfikacji nie był zbyt rozciągnięty w czasie. Ustalmy wspólnie z uczniami, co sprawi im radość. Nie muszą być to wielkie rzeczy, jak wyjście do kina czy wycieczka do parku trampolin, ale coś mniej specjalnego, a jednak ważnego dla dzieci. Wspólna zabawa w ulubioną grę lub przeniesienie lekcji w wymyślone przez nich miejsce w szkole lub na jej podwórko. Ciekawe co „wasze” dzieci wymyślą?

Gdy dzieliłyśmy się tym pomysłem z nauczycielkami pojawiły się wątpliwości nad możliwymi konfliktami w stylu: „Ja zebrałem 17 symboli, a on 3.” Zgadza się, ale gdyby nie te 3 symbole zebrane przez tę drugą osobę, nie skończylibyśmy tak szybko. 

Zbieranie tych punktów/symboli uczy, że uczniowie tworzą grupę i wspólnie są za nią odpowiedzialni. Każdy ma na nią wpływ i nie każdy musi być jednakowy, pod linię i mimo to możemy tworzyć naszą klasę.

Można wykorzystać również same patyczki z aktywnościami, bez używania kart do zbierania znaczków. Wszystko zależy od tego, jakie potrzeby ma nasz zespół klasowy, jaką grupę tworzy i jakie stawiamy sobie cele. Czy potrzebne są dodatkowe wzmocnienia? Czy same pomysły na spędzenie czasu będą tak atrakcyjne, że uczniowie z nich chętnie skorzystają. Czy może przy okazji chcemy pokazać grupie, że może mieć wspólny cel, który realizuje i każdy pojedynczy wysiłek przyczynia się do sukcesu całej klasy.

Materiały w pdf do pobrania, łącznie z plakietką.

oprac. Iza Banaszczy i Magdalena Buda