Czyja to piwnica?

Piwnice, strychy, spiżarnie, schowki to od zawsze obecne w literaturze miejsca, które kryją jakieś tajemnice, rozbudzają wyobraźnię, a ich opis staje się niejednokrotnie początkiem niezwykłej opowieści.

Tak było i tym razem, gdy na Festiwalu Literacki Sopot, na stoisku Wydawnictwa Dwie Siostry trafiłyśmy na tę ciekawie ilustrowaną książkę.

Od razu wiedziałyśmy, że „Piwnice. Zagadki spod podłogi” autorstwa Aleksandry Cieślak i Dominiki Czerniak zabierzemy ze sobą do szkoły.

Czytając zagadki i tworząc według tych opisów własne ilustracje już można przeprowadzić ciekawe zajęcia ćwicząc czytanie ze zrozumieniem, lub zapamiętywanie ze słuchu, koncentrację, spostrzegawczość, bogacąc słownictwo.

My jednak poszłyśmy o krok dalej i to własnie szata graficzna książki zainspirowała nas do stworzenia własnych wielkich, otwieranych piwnic, które będą skrywały tajemnice. A jakie? Tego dowiemy się już od uczniów.

Każda piwnica powstała ze złożonej na pół kartki z bloku flipchart. Na zewnętrznej stronie czarnym mazakiem narysowałyśmy zbite z desek drzwi i wycięłyśmy ich nieregularny kształt.

Z kolei wewnątrz każdej znalazł się jakiś „klasyczny” piwniczny element :), a to żarówka na kablu, a to regał, drabina, krzesło bez nogi, mały kudłaty mieszkaniec…. Wszystko po to, aby zachęcić dzieciaki do dalszego samodzielnego działania.

Przygotowałyśmy również stare kolorowe czasopisma wnętrzarskie, nożyczki, kleje, pastele i karty, z których można było powycinać słoiki i sympatyczne małe stworzonka.

Piwnice są specjalnie wykonane w tak dużym rozmiarze, bo jednym z celów tego zadania jest skuteczna praca w grupie.

Jaką instrukcję otrzymują uczestnicy?

„Wyobraźcie sobie lokatora bądź lokatorów, któregoś z mieszkań budynku. Pomyślcie o zainteresowaniach, wykonywanym zawodzie, codziennym życiu tej osoby (lub osób). Następnie wspólnie urządźcie tę piwnicę tak, aby jej wyposażenie pomogło w opowiedzeniu historii o nim ( lub o nich). ”

Gdy prace są już skończone ( dajmy czas ograniczony do 20 minut) to zanim je otworzymy i pokażemy całej grupie, prosimy najpierw o krótki wstęp. Pytamy, na którym piętrze mieszka właściciel, jakie ma mieszkanie, czy ma zwierzęta itd.

Dalszą część zadania możemy poprowadzić na dwa sposoby:

  1. Zachęcamy uczniów do snucia opowieści, w której charakteryzują osobę poprzez zgromadzone przez nią przedmioty
  2. Inne grupy bacznie przyglądają się szczegółom i poprzez zadawanie pytań próbują odgadnąć kim jest właściciel piwnicznych zbiorów.

Charakterystyki mogą też powstawać w formie spisanych opisów miejsca, postaci, czy innych form literackich. Wszystko zależy od wieku uczniów i tego jak chcemy wykorzystać ten pomysł.

Przedstawione na zdjęciach prace powstały podczas spotkania grupy ARTETERAPIA w ramach Kreatywnej Pedagogiki oraz zajęć ze studentami kierunku PEDAGOGIKA.

Inspiracje te zostały już zabrane do szkół i przedszkoli, a my jesteśmy bardzo ciekawe z jakimi wrażeniami wrócą nauczyciele i do czego przydały się nasze piwnice.

Ostatni kolaż to zagadka dla Was, drodzy czytelnicy, pewnie nie trudna do odgadnięcia.

Komu w domu się nie mieszczą : świąteczne dekoracje, laurki, segregatory, przebrania, skakanki, siatki pełne rolek od papieru, słoiki z zakrętkami i wiele innych rzeczy o nazwie „przydasie” ?

Jak możemy jeszcze przełożyć ten pomysł na realizację podstawy programowej w przedszkolu i edukacji wczesnoszkolnej?

Piwnica może tradycyjnie wypełnić się przetworami, a nasi uczniowie najpierw otrzymają papierowe słoiki, w których narysują : ogórki, dynie, śliwki, jabłka, itd. Potem układając je w piwnicach podzielą na kategorie – owoce i warzywa, oraz przykleją samodzielnie napisane etykiety ( zależnie od wieku dzieci )

To miejsce może być też zwyczajowy składzikiem dla prawdziwego ogrodnika. Przygotowujemy wtedy zdjęcia lub dzieci same rysują ogrodowe sprzęty, akcesoria, nasiona, cebule itd. Teraz do piwnicy chowamy wszystko na zimę. Z kolei wiosną wrócimy do tego tematu i symbolicznie wyjmiemy cały potrzebny nam sprzęt zanim wyruszymy do naszego przedszkolnego lub szkolnego ogródka.

Podczas lekcji angielskiego możemy ćwiczyć słownictwo w samodzielnie przygotowanym słowniku obrazkowym.

Jak możemy przełożyć ten pomysł na realizację podstawy programowej w klasach starszych?

Własna aktywność podczas projektowania sprawi, że uczniowie chętniej będą tworzyli opisy miejsca i osób, albo opowiadania.

Na godzinie wychowawczej możemy w ten sposób przeprowadzić trening twórczości rozwijając kreatywność, integrując klasę, ucząc pracy w grupach.

A ty, drogi czytelniku, jak wykorzystasz piwnice i ich tajemnice na swoich lekcjach? Koniecznie opowiedz nam o tym w komentarzu, lub na stronie Kreatywnej Pedagogiki na Facebooku.

oprac. Iza Banaszczyk i Magdalena Buda

Dzieci nadmiaru, dzieci niedostatku

Słowo diagnoza robi ostatnio zawrotną karierę. Diagnozujemy potrzeby i problemy uczniów, diagnozujemy nastroje społeczne, diagnoza obecna jest zarówno w gospodarce jak i w kulturze. Już dawno nie jest zarezerwowana wyłącznie dla nauk medycznych. Dziś i ja spróbuję postawić pewną diagnozę. Nie użyję w tym celu znanych mi narzędzi – testów psychologicznych, kwestionariuszy, nie przeprowadzę długofalowych badań, ani eksperymentu na dużej próbie. Potraktuję słowo diagnoza szeroko i może nawet dość potocznie. Moje rozważania będą teoretyczne, a oprę je na pewnych obserwacjach.

Żyjemy w czasach dobrobytu. Pewnie niektórzy się ze mną nie zgodzą i podadzą dobitne argumenty, aby obalić moją tezę. Dlatego wyjaśnię gdzie ten dobrobyt widzę. Mamy bardzo duży dostęp do różnego rodzaju dóbr zarówno tych materialnych, jak i związanych z kulturą, nauką, rozwojem. Oczywiście piszę te słowa z perspektywy Polki i Europejki, w danym momencie dziejowym. Nadmiar to stan, w którym stwierdzamy, że czegoś jest za dużo. Gdy nie wykorzystujemy dostępnych nam rzeczy, możliwości, informacji, atrakcji, bo odczuwamy przesyt, bo dopada nas niemoc.

Nadmiarem może być też apetyt na kolejne konsumenckie zachcianki podsycane marketingowymi sztuczkami, na które łatwo się nabieramy i podświadomie łapiemy haczyk. To my dorośli i świat, który kreujemy wokół nas, dla siebie, swojej rodziny, swoich dzieci. No właśnie dzieci, bo o nich tu głównie mowa. Na jaki nadmiar są one narażone?

Najszybciej odpowiemy na to pytanie wyobrażając sobie dziecięcy pokój i wszystkie obecne tam przedmioty. Zobaczymy wtedy łóżko pełne pluszaków, mniejsze i większe kolorowe, plastikowe, tak zwane zabawki edukacyjne, różne rodzaje klocków, pudła z grami planszowymi i puzzlami, czasem książki, no i oczywiście wszelkiej maści kolekcje – a to „Gwiezdne Wojny”, a to superbohaterowie, a to kucyki, lalki, itd… Czy dziecko bawi się tym wszystkim? Czy jest w stanie zadbać o porządek w tym pokoju, na miarę swojego wieku? Czy zabawki te faktycznie zajmują jego czas i skłaniają do samodzielnej, twórczej aktywności? Czy przedmiotów jest tak dużo, że szybko stają się obojętne i na dziecko działa tylko efekt nowości (Mamo! Tato ! Kup proszę!)

Gdy w najbliższym, codziennym otoczeniu spostrzegamy nadmiar przedmiotów to jest to równoznaczne z nadmiarem bodźców. Potocznie używa się już słowa „przebodźcowany”. Układ nerwowy dziecka musi sobie radzić z odbiorem i przetwarzaniem sygnałów dochodzących za pomocą różnych zmysłów. Obrazy, kształty, kolory, światło, migotanie, refleksy, odblaski, dźwięki, szumy, zgrzyty, odgłosy w tle, pogłos, nagłe hałasy, różne faktury, nacisk, łaskotanie, drapanie, odczuwanie temperatury, zapachy, smaki, ruch i koordynacja to wszystko dzieje się tu i teraz i może dziać się w jednym momencie.

Czy mózg jest w stanie zarejestrować i odpowiednio przetworzyć taką liczbę doznań? Jest plastyczny, ma ciągle do końca niezbadane możliwości. Ale po co fundować mu takie wyzwania? Dlaczego ma pracować na najwyższych obrotach. Czy dziecku potrzebne są te wszystkie bodźce? Pomyślmy jak my się czujemy spędzając 3 godziny w centrum handlowym na zakupach. Zdarza się tak, że w podobnym stylu urządzamy codzienny świat małemu człowiekowi, który ma jeszcze niedojrzały układ nerwowy: kolorowe wystawy to sterty zabawek w pokoju, szum w tle to ciągle włączony telewizor, reklamy w megafonach to ulubiona gra na tablecie, tłok i duchota to czas spędzany w 4 ścianach, a nie na świeżym powietrzu.

Kolejny nadmiar to zbyt duża liczba zorganizowanych aktywności, wszystkie te dodatkowe, zaplanowane zajęcia, na które trzeba dotrzeć i rozwijać talenty, szukać pasji, zdobywać kompetencje niezbędne w dzisiejszych czasach. Tak, są dzieci, które rozpoczynają dzień od basenu o 7 rano, a kończą wieczorem w szkole muzycznej, po drodze są oczywiście godziny spędzone w klasie, odrobione w świetlicy lekcje i angielski w sali wynajmowanej w szkole przez firmę edukacyjną – Amelka, klasa pierwsza szkoły podstawowej. A w głębi serca marzenie o zabawie lalkami z przyjaciółką i bitwie na śnieżki po lekcjach.

Obserwacje, rozmowy, doświadczenia składają się na te gorzkie refleksje. Amelki nikt nie wymyślił, poznałam ją jakiś czas temu na szkolnych warsztatach. Dziesięcioletni Kuba przychodził do mnie regularnie do gabinetu na spotkania, bo był ciągle przygnębiony, smutny i nie wiedział jak sobie poradzić z powodu braku przyjaciół. W prywatnej szkole, 12- osobowej klasie, w której oprócz niego było 2 chłopców nie znalazł bratniej duszy. Dowożony i odwożony codziennie przez rodziców nie miał po lekcjach możliwości na spotkania z kimkolwiek ze szkoły, mieszkał w bardzo odległej dzielnicy. Za to oferta edukacyjna placówki spełniała wszystkie, nawet najbardziej wygórowane wymagania.

Nadmiarów możemy spostrzec jeszcze więcej: jedzenie, pieniądze, ubrania, media, internet, gadżety, hałas, tempo… Każda z wymienionych opcji generuje całą lawinę nieszczęść i konsekwencji wynikających z „przedawkowania”, ale jest też druga strona medalu. Z nadmiarem wiąże się niedostatek, jak chińskie YIN i YANG, świetnie się uzupełniają. Nie trzeba być psychologiem, żeby odkryć czego brakuje Amelce i jakich dziecięcych potrzeb nie zaspokaja Kuba.

Brak, deficyt, pustka w sferze emocji, relacji, komunikacji, zaspakajania rozwojowych potrzeb to ból dzieci nadmiaru.

To opis świata urządzanego dzieciom przez rodziców. Nie zapominajmy jednak, że w podobnym stylu szkoła „mebluje” codzienność swoim uczniom. Możemy szukać winnych i nie będzie to trudne zadanie – system, prawo oświatowe, ministerstwo, samorządy, reforma, podwójny rocznik, nieudolni nauczyciele. Każdy mierząc własną miarą przytoczy mocny argument. Do tego cała litania narzekań i anty przykładów wyssie z nas całą energię, a ręce rozłożą się w geście „nic się nie da zrobić”.

A gdyby szkołę pomyśleć inaczej? Dzieci nadmiaru nie muszą przebywać przecież w salach pełnych zbędnych przedmiotów, z milionem gazetek ściennych, dekoracjami na oknach i zwisającymi z sufitu bocianami. Nie muszą siedzieć 45 minut na twardych krzesłach patrząc na plecy kolegów i koleżanek. W końcu nie muszą uczyć się tylko i wyłącznie z „wszystko mających” ćwiczeń i podręczników. Zamiast lekcji W-F na korytarzu mogą spędzić aktywnie 30 minut na dworze. Zamiast głośnego przeraźliwego, nagłego głosu dzwonka mogą nauczyć się reagować na inne sygnały informujące o końcu i początku lekcji. W czasie przerwy mogą spędzać czas w przestrzeni podzielonej na strefy różnych aktywności lub odpoczywać w miejscach gdzie stoi stół, krzesła, siedziska lub kanapy, a nie tłoczyć się w tłumie, „nielegalnie biegać” lub siedzieć na podłodze pod ścianą.

A co możemy zrobić w zakresie niedostatku, z powodu którego cierpią nasi uczniowie? Zadbać o relacje z nimi, budować życzliwą atmosferę, dawać dobry przykład komunikując się pozytywnie, stworzyć warunki do tego, aby klasa mogła się dobrze poznać, organizować godziny wychowawcze w formie warsztatów i faktycznie realizować tematy bliskie dzieciom i młodzieży, w końcu dać im swoją uwagę i zainteresowanie.

Skoro są dzieci nadmiaru i dzieci niedostatku to zapewne są i tacy dorośli. Czy ja jestem takim dorosłym? Czy może z wiekiem obserwuję u siebie coraz większą miłość do minimalizmu? A może mam nadmiar wszystkiego, a niedostatek czasu dla siebie? !

Czy w końcu stwierdzę, że mając swoje x lat jestem dzieckiem nadmiaru i niedostatku. Jak najpierw sama uporam się ze sobą, to dopiero wtedy pozwolę dzieciom nie brnąć w chaos.

Iza Banaszczyk, opracowanie graficzne Magdalena Buda

Psychologia na wychowawczej. Ja

Wielokrotnie na naszym blogu pojawiały się pomysły na godziny wychowawcze. W tym roku szkolnym chcemy, żeby tworzyły one cykl pod hasłem: PSYCHOLOGIA NA WYCHOWAWCZEJ. Lekcje te będzie można realizować w szkołach średnich i ostatnich klasach szkoły podstawowej. Pojęcia z dziedziny psychologi przerobimy w formie ćwiczeń, zadań i eksperymentów, znajdzie się też czas na dyskusję.
Zawsze trzeba od czegoś zacząć, w tym wypadku najlepiej zacząć od samego siebie, dlatego pierwszy temat to JA.

1. Konstrukcja i dekonstrukcja – bądź jak Picasso. Rozdajemy uczniom zwykłe białe kartki i czarne mazaki. Każdy rysuje swój portret. Zachęćmy uczniów do tego, aby rozplanowali rysunek twarzy na całą kartkę i uwzględnili szczegóły, które ich charakteryzują. Jednak nie o wierne odtworzenie tutaj chodzi, tylko o szkic, prosty schemat.

Następnie rozdajemy uczniom nożyczki i prosimy o wycięcie samej twarzy i przecięcie rysunku na 5 części, czyli dokonują dekonstrukcji. W tym momencie uczniowie dostają też kolejne kartki, tym razem kolorowe oraz kleje. Z fragmentów budują twarz od nowa, tworzą kompozycję nowej całości, przez chwilę mogą poczuć się jak Pablo Picasso 🙂

Gotową pracę każdy uczeń umieszcza w zaaranżowanej specjalnie na tę chwilę klasowej galerii, czyli za pomocą masy mocującej przyczepia portret do ściany.

2. Komentarz. Jak widać na załączonym zdjęciu, wspólnymi siłami powstaje ciekawa w formie kompozycja. Jednak nie tylko o doznanie estetyczne, w tym zadaniu chodzi. Możemy wpleść wątek Picassa i przemycić przy okazji małą pigułkę wiedzy o sztuce. Pokazując, że każdy z nich stworzył jedno dzieło, a następnie przerobił je na kolejne. Możemy zapytać, która wersja autoportretu, każdemu z nich bardziej przypadła do gustu. Na pewno w klasie na początku pojawią się komentarze i westchnienia takie jak: ” ja nie umiem rysować”. Dlatego właśnie ostateczne dzieła tak bardzo zmieniają formę, że początkowe niechęci i autokrytyka ginie w ostatecznej wersji dzieła. Każdy zdekonstruowany portret staje się ciekawy i przyciąga uwagę.

3. Wprowadzamy pojęcie JA

Zastanawiamy się wspólnie w jakim momencie rozwoju człowiek zyskuje samoświadomość? Następnie obejrzymy wspólnie jeden z filmików. Niech uczniowie spróbują określić orientacyjnie wiek tych dzieci i opowiedzieć jakie zjawisko można tu zaobserwować.

Teraz potrzebny będzie już nasz komentarz: Co robi ten mały, kilkumiesięczny ( pierwszy filmik), kilkunastomiesięczny człowiek? Szuka drugiego małego człowieka. Szuka go za lustrem. Już lada moment, może za tydzień, może za dwa miesiące odkryje, że ten człowiek w lustrze to on sam. Zrodzi się wtedy samoświadomość, „do głosu” zacznie dochodzić pojęcie Ja. To kamień milowy w procesie kształtowania się tożsamości i osobowości. Kiedy dokładnie to się dzieje? Między 18 a 24 miesiącem życia, czasem trochę wcześniej. Dlaczego to takie ważne? Do tego momentu psychika dziecka jest silnie złączona, wręcz zespolona z psychiką  jego najważniejszego opiekuna ( najczęściej rodzica, bo bywają też różne sytuacje losowe). W wieku około 2 lat dziecko odkrywa, że jest odrębnym bytem. Z tego właśnie powodu teraz, a nie wcześniej mamy do czynienia ze słynnym buntem dwulatka. Do manifestowania sprzeciwu potrzebna jest wola. Wcześniej dziecko też sprawdza jak działa słowo nie. Jednak buntując się jest już zdecydowanie bardziej uparte w trwaniu przy swojej woli w kontrze do woli drugiego człowieka


4. Z czego składa się JA?

burza mózgów – zapisujemy wszystkie pomysły, które pojawią się na forum

(powinny się tu znaleźć cechy wyglądu, cechy charakteru, umiejętności, cechy intelektu, aspiracje, marzenia, imię, dane biograficzne, wspomnienia)

5. JA i moje imię

Na obraz JA składa się nasze własne imię, które nas określa i buduje tożsamość. Wyobraźmy sobie, że ktoś daje nam 10 tysięcy złotych możemy za nie kupić wszystko, co chcemy pod warunkiem, że nazwy tych rzeczy będą się zaczynały na pierwszą literę naszego imienia. Możemy kupić jedną rzecz, jeśli jej wartość mieści się w tej kwocie, albo wiele drobnych rzeczy. Każdy uczeń zapisuje na kartce wszystkie swoje zakupy. Następnie uczniowie czytają na głos swoje notatki, a my pytamy w trakcie czy są zadowoleni ze swoich zakupów?

Komentarz: Imię nadali nam rodzice, jest ono tak silnie związane z naszym jestestwem, że reagujemy zawsze gdy ktoś je wypowie, nawet w tłumie ludzi zawsze usłyszymy swoje własne imię – nazywa się to w psychologii efektem cocktail party.

Zdarza się też tak, że nasze imię nam się nie podoba i używamy wtedy zdrobnień, drugiego imienia, ksywki.

6. JA. Jaki jestem? Jaka jestem?

Komentarz: Na to, co sądzimy o sobie samych mają wpływ nasze doświadczenia, ale też opinie i komentarze innych osób wśród których przebywamy (rodzina, przyjaciele, znajomi, szkoła). W wieku nastu lat pojecie JA bardzo intensywnie się rozwija i bywa najbardziej zmienne i niestabilne – to naturalny proces.

Wypisujemy na tablicy, lub wyświetlamy za pomocą projektora listę różnych cech charakteru i intelektu

Zachęćmy uczniów do indywidualnego wykonania ćwiczenia i zastanowienia się nad samym sobą. Każdy wypełnia kartę wypisując pozytywne cechy swego charakteru i intelektu. Podkreślmy w instrukcji, żeby uczniowie skupili się na pozytywnych cechach.

Karty są osobistą refleksją, ale możemy omówić ćwiczenie na forum zadając ogólne pytania. Czy dowiedzieliście się czegoś na swój temat z tego ćwiczenia? Czy trudno było wybrać cechy opisujące samego siebie? Czy jesteście bardzo krytyczni w ocenie samego siebie? Czy ważniejsza jest dla was własna opinia o samym sobie, czy może opinia innych osób staje się najważniejsza?

6. Podsumowanie

Spójrzmy jeszcze raz na klasową galerię zdekonstruowanych portretów i pomyślmy o tym jaki wpływ mamy na cechy naszego charakteru, nasze umiejętności, co możemy zmienić do czego możemy dążyć, które cechy warto rozwijać.

oprac. Iza Banaszczyk i Magdalena Buda

Skończyłam, skończyłem! Co mam teraz robić? Część II

Poprzedni wpis poświęciłyśmy klasowym kącikom dla dzieci, które wcześniej skończyły pracę i mogły wybrać, jak spędzić czas nie przeszkadzając tym, którzy potrzebują go więcej. 

Propozycja ta skierowana była do klas I-III, można ją wykorzystać również w zerówkach, a wszystko dzięki temu, że rysunkowa podpowiedź jest czytelna również dla tych, którzy jeszcze nie potrafią czytać. Dzisiejszy pomysł skierowany jest już do dzieci czytających i piszących.

Przygotujmy klasie drewniane patyczki z zadaniami.

Podzieliłyśmy je na 5 kategorii:

  • Serce  – aktywności związane z relacjami
  • Kartka – aktywności związane z zadaniami na kartach pracy
  • Miotła – aktywności związane z porządkiem
  • Ołówek – aktywności wymagające pisania
  • Książka – aktywność związana z książkami

W karcie C zostawiłyśmy puste miejsca dla was, żebyście mogli dopisać zadania, które wymyślicie wspólnie z uczniami.

Gdy dziecko skończy swoją pracę może wylosować jakiś patyczek i wykonać zadanie. Za jego wykonanie dostanie symbol z patyczka i naklei go na klasową kartę zadań zrealizowanych.

Karta powinna być jedna dla całej klasy i powieśmy ją w widocznym miejscu. Za jej uzupełnienie, cała klasa powinna zdobyć jakąś wspólną nagrodę. Specjalnie karta ta nie jest duża, żeby łatwiej było ją uzupełnić i żeby okres gratyfikacji nie był zbyt rozciągnięty w czasie. Ustalmy wspólnie z uczniami, co sprawi im radość. Nie muszą być to wielkie rzeczy, jak wyjście do kina czy wycieczka do parku trampolin, ale coś mniej specjalnego, a jednak ważnego dla dzieci. Wspólna zabawa w ulubioną grę lub przeniesienie lekcji w wymyślone przez nich miejsce w szkole lub na jej podwórko. Ciekawe co „wasze” dzieci wymyślą?

Gdy dzieliłyśmy się tym pomysłem z nauczycielkami pojawiły się wątpliwości nad możliwymi konfliktami w stylu: „Ja zebrałem 17 symboli, a on 3.” Zgadza się, ale gdyby nie te 3 symbole zebrane przez tę drugą osobę, nie skończylibyśmy tak szybko. 

Zbieranie tych punktów/symboli uczy, że uczniowie tworzą grupę i wspólnie są za nią odpowiedzialni. Każdy ma na nią wpływ i nie każdy musi być jednakowy, pod linię i mimo to możemy tworzyć naszą klasę.

Można wykorzystać również same patyczki z aktywnościami, bez używania kart do zbierania znaczków. Wszystko zależy od tego, jakie potrzeby ma nasz zespół klasowy, jaką grupę tworzy i jakie stawiamy sobie cele. Czy potrzebne są dodatkowe wzmocnienia? Czy same pomysły na spędzenie czasu będą tak atrakcyjne, że uczniowie z nich chętnie skorzystają. Czy może przy okazji chcemy pokazać grupie, że może mieć wspólny cel, który realizuje i każdy pojedynczy wysiłek przyczynia się do sukcesu całej klasy.

Materiały w pdf do pobrania, łącznie z plakietką.

oprac. Iza Banaszczy i Magdalena Buda

Skończyłem! Co mogę teraz zrobić?

To pomysł znany i dość często stosowany w klasach I-III. Niestety nie wiemy, kto jest autorem, a może raczej popularyzatorem kącików „Skończyłem! Co mogę teraz zrobić? ” Może ktoś z czytelników jest w stanie wskazać pomysłodawcę tej idei? My znamy tego typu inspiracje z grup OKzeszyt, czyli oceniania kształtującego. Jednak jeszcze wiele lat temu widziałyśmy takie kąciki na zdjęciach z amerykańskich szkół i wydaje nam się, że stamtąd przywędrował ten pomysł.

Stworzenie w klasie takiej przestrzeni z podpowiedzią, co może zrobić uczeń, który skończył swoją pracę, sprawia, że znikają niektóre klasowe problemy. Dajemy dzieciom możliwość wyboru, zgadzamy się na indywidualne tempo pracy, zaspokajamy potrzebę odpoczynku oraz ciekawość poznawczą, stawiamy wyzwania intelektualne. A równocześnie cały czas uczymy zasady doprowadzania zadań do końca i pokazujemy, że przyjemne następstwa mogą być natychmiastowe.

Oto „oprzyrządowanie” kącika „Skończyłem…” przygotowane przez nas dla pewnej klasy pierwszej. Może i wam przydadzą się takie rysunkowe podpowiedzi:

oprac. Iza Banaszczyk i Magdalena Buda

„Słowa, które mnie poruszyły”, czyli sposób na lekturę

„Przypominam: jutro sprawdzian ze znajomości lektury”. I tak oto w klasie powiało grozą. Ten system „zachęcania” ( wcale nie jestem złośliwa) do czytelnictwa stosowany jest od…, no właśnie ciekawe od kiedy? Czy jest skuteczny? Co rozumiemy poprzez skuteczność w dobie kanałów na youtube, ściaga.pl i wszelkiego rodzaju streszczeń? Czy faktycznie w ten sposób sprawdzamy, że uczeń przeczytał? Czy przeczytał ze zrozumieniem? A co jeśli przeczytał lekturę, a i tak ze sprawdzianu dostał jedynkę? Ciekawe czy przeczyta następnym razem?

Może te pytania wzbudzą jakąś refleksje, ale raczej nie mamy złudzeń, że zagorzali zwolennicy wejściówek ze znajomości lektur zrezygnują ze swojej metody. Nie taki jest też cel tego artykułu. Chcemy podzielić się z wami naszym patentem na czytanie książek i realne zachęcanie innych do czytania, czytania ze zrozumieniem.

Ołówek i przyklejane karteczki towarzyszą nam zawsze podczas lektury, bo a nuż znajdzie się ciekawa myśl, którą warto podkreślić i zaznaczyć. Powiecie: Phi, ale to kreatywne! A my przyznamy, że to banalne i dość powszechne wśród ludzi, którzy lubią czytać. Jednak to tylko narzędzie do dalszych działań. Pokazujemy uczniom nasze czytane w ten sposób książki, a następnie to, co robimy ze znalezionymi słowami, które nas poruszyły. Oto przykłady takiej twórczej pracy z cytatem:

Te akurat są wykonane ręcznie techniką kolażu, ale można również pokusić się o zrobienie pocztówek w programie graficznym, wykorzystując do tego własne zdjęcia, albo pobierając je z serwisu, na którym nie jest wymagane przeniesienie praw autorskich, np. PIXABAY. Bardzo wdzięcznym i bezpłatnym programem graficznym, z którego będę mogli skorzystać uczniowie jest CANVA.

Jeśli podoba Wam się nasz pomysł na lekturę i będziecie chcieli wprowadzić go w życie w waszej klasie to jeszcze kilka rad:

  1. Cytaty, których szukają wasi uczniowie powinny być ich osobistymi znaleziskami. Warto powiedzieć z góry, że nie przyjmujecie pocztówek z oklepaną, powszechnie znaną sentencją, bo ją przecież łatwo znaleźć w internecie i tyle byłoby z tego czytania, albo chociaż przeglądania książki. W związku z tym nie wszystkie lektury będą nadawały się do stworzenia takich prac, przykładem niech będzie „Mały Książę”, tu złota myśl, goni złotą myśl na milionach gotowych plakatów.
  2. Stworzenie takiej pocztówki w wersji papierowej, bądź wirtualnej to nie koniec pracy ucznia. Niech pokaże efekt swoich twórczych działań całej klasie i opowie w kilku zdaniach dlaczego ten własnie cytat go poruszył.
  3. Na koniec rzecz znów banalna, ale jednak warta napisania, z plakatów z sentencjami zróbmy wystawę w naszej klasie ( byłoby pięknie gdybyście przysłali nam takie zdjęcia „gazetek”na adres iza484@wp.pl , a my chętnie opublikujemy je na naszej stronie na Facebooku i oczywiście wspomnimy waszą szkołę).

oprac. Iza Banaszczyk i Magdalena Buda

Spotkanie z rodzicami zamiast wywiadówki

Współodpowiedzialność, zamiast przerzucania odpowiedzialności, w szkolnych relacjach to wyzwanie o tyle karkołomne, co wydawać by się mogło, często niemożliwe. A co, jeśli chcemy być edukacyjnymi innowatorami, trochę szaleńcami i porwiemy się z tą przysłowiową motyką na słońce, aby w naszej klasie budować społeczność przyjazną efektywnemu uczeniu się? Założymy sobie jako cel pracę nad samoświadomością naszych uczniów i uczenie ich koncentracji oraz lepszego wykorzystywania zasobów poznawczych?

Będziemy potrzebowali wtedy, w tym całym procesie sprzymierzeńców w postaci rodziców. Współpraca z nimi może w naszej klasie nie należeć do łatwych. Dlatego pomysł ten, o charakterze włączającym, nie jest możliwy do wykorzystania w każdej grupie i w dowolnym momencie. Dopiero, gdy zbudujemy z rodzicami naszych uczniów relacje, zintegrujemy ich i będziemy pracować na partnerskich zasadach, to takie innowacyjne podejście zaczyna mieć sens.

Zachęcamy do przeprowadzenia aktywnego spotkania z rodzicami zamiast „klasycznej wywiadówki”, która tradycyjnie już polega na przekazaniu informacji, zebraniu pieniędzy, omówieniu problemów w klasie. Uważamy, że warto do takiego spotkania podejść całkiem inaczej, szczególnie dziś, gdy nowe technologie pozwalają nam na szybkie przekazywanie informacji, mamy tu na myśli dziennik elektroniczny, maile i wszelkiego rodzaju grupy w mediach społecznościowych zakładane przez rodziców. Tą drogą najczęściej komunikujemy się z rodzicami, dlatego spotkania w szkole powinny mieć zgoła innych charakter i cel. Niech to będzie czas prawdziwie poświęcony dziecku i jego sprawom. Wprowadzając inny niż tradycyjnie sposób prowadzenia takiego zebrania możemy początkowo spotkać się z zaskoczeniem, a może i niechęcią ze strony rodziców przyzwyczajonych do innego schematu, dlatego warto w ten sposób zacząć już we wrześniu, od pierwszego spotkania. Pamiętajmy, że to my jako wychowawcy jesteśmy gospodarzami i wprowadzamy pewne zasady i zwyczaje oraz wspólnie ustalamy warunki współpracy. Proponujemy na początek zacząć od ustawienia ławek w jeden duży stół ( albo ewentualnie podkowę, zależnie od przestrzeni jaką dysponujemy).

Uwierzcie na słowo, że ten zabieg wielokrotnie pomógł nam w pracy z grupą, w której były konflikty, nieporozumienia, panowała nieprzyjazna atmosfera. Działa to tak, że gdy ludzie mają szansę patrzeć na siebie nawzajem, widzieć reakcje emocjonalne, nawiązywać kontakt wzrokowy, są bardziej chętni do rozmowy i szukania rozwiązań, niż gdy patrzą sobie na plecy siedząc w ławkach ustawionych w rzędy i czując się ponownie jak uczniowie mający przecież różne wspomnienia ze szkolnych lat.

Gdy rodzice będą zachęcani do dialogu, to będą podejmowali też różne inicjatywy na rzecz klasy. Wspólny stół i rozmowa zamiast przekazywania sprawozdania przez wychowawcę to początek. Sednem tego pomysłu dotyczącego realnego włączania rodziców w naukę ich dzieci są tematy , które warto podjąć podczas takich spotkań przygotowując grunt pod nowoczesne podejście do uczenia się. Nie trzeba w tej kwestii bardzo się przygotowywać i realizować „wywiadówki” jak lekcji. Pomocny będzie krótki – 20 minutowy film,  może on stać się wykładnią działań, które chcemy podjąć w klasie w bieżącym roku szkolnym. Zaproponujmy rodzicom wspólne obejrzenie wystąpienia Radosława Kotarskiego na TEDxKatowice, pt. Dlaczego tak mało pamiętasz ze szkoły?

Autor mówi o doświadczeniach, które mają zapewne obecni na spotkaniu rodzice, przywoła to ich osobiste wspomnienia ze szkolnych lat oraz przemyca wiedzę wynikającą z badań naukowych, o tym jak uczyć się skutecznie. Niech ten film będzie pretekstem do rozmowy, możemy wtedy opowiedzieć o stosowanych przez siebie metodach pracy i zachęcić do tego, aby również w domu pracować w aktywny sposób z dzieckiem. Warto podczas tej rozmowy odwołać się do tych 3 myśli pojawiających się podczas wykładu, można przygotować je jako hasła na dużych kartkach papieru i powiesić na tablicy. „Dlaczego dzieje się tak, że wiedza uchodzi z głowy, jak powietrze z balonika?”, „Szukajmy rozwiązań, nie problemów”, „Jak się nauczyć? – to zadanie ucznia i nikt tego za niego nie dokona”. Rozmowa taka zajmie nam kolejne 20 minut. Gdy przez ostatnie 10 minut przekażemy, a raczej przypomnimy bieżące informacje z dziennika elektronicznego, to czas spotkania zamknie się w 60 minutach. Podczas kolejnych zebrań możemy wykorzystywać następne krótkie filmiki w celu wprowadzenia tematu i budowania wspólnego doświadczenia i wymiany pomysłów.

To materiał poświęcony koncentracji uwagi i warunków w jakich powinna przebiegać skuteczna nauka.

Koniecznie po spotkaniu z rodzicami obejrzyjmy te materiały również wspólnie z uczniami, dyskutując i kierując rozmową tak, aby każdy wyciągnął z niej wnioski dla siebie.

oprac. Iza Banaszczyk i Magdalena Buda