Lakier (NIE) do paznokci czyli magiczne malowanie

Dzielimy się dzisiaj z Wami naszym ostatnim odkryciem! To pomysł na cudowne eksperymentowanie i przepiękne prace plastyczne gotowe dosłownie w 2 minuty. Oprócz walorów estetycznych, kompozycyjnych i manualnych możemy jeszcze wpleść w to zadanie prawa fizyki.

A co nam potrzeba?

lakier do paznokci

kamienie

miseczka z wodą

wykałaczki

Wykonanie krok po kroku:

Do miseczki z wodą dodajemy niewielką ilość lakieru ( po kropelce).

Wykałaczką robimy wzorki lub nie, jak kto woli.

Kamień zanurzamy w wodzie, a lakier obklei go bardzo dokładnie. I TADAM!!! Gotowe!

Prawda, że same plamy lakieru na wodzie to już małe dzieła sztuki?

Inne inspiracje z kamieniami w roli głównej również znajdziecie na naszym blogu:

https://kreatywnapedagogika.wordpress.com/2017/06/09/niedokonczona-historia/

https://kreatywnapedagogika.wordpress.com/2017/04/24/przed-i-po/

https://kreatywnapedagogika.wordpress.com/2017/03/28/jajo-na-twardo/

oprac. Magdalena Buda i Iza Banaszczyk

 

 

 

Jak chorągiewki na wietrze

Podczas wakacji organizujemy półkolonie, kolonie, obozy. Za każdym razem mamy do czynienia z nową grupą dzieci, która w szybkim czasie musi się poznać i zintegrować. Proponujemy zadanie, które w tym pomoże.

IMG_8891

W wykonaniu jest bardzo proste, ale za to efektowne.

Potrzebne nam będą:

  • sznurek
  • zszywacz do papieru
  • mazaki i pastele
  • trójkąty wycięte z papieru

Zadanie polega na tym, że każdy uczestnik naszych zajęć przygotowuje proporczyk przedstawiający samego siebie, pisze swoje imię, rysuje autoportret i symbole albo przedmioty kojarzące się z jego zainteresowaniami.

IMG_8901

Gotowe trójkątne etykiety za pomocą zszywacza przyczepiamy do sznurka. Girlandę chorągiewek wieszamy w sali, w której wszyscy się spotykają. Dzięki temu powstaje zarówno kolorowa dekoracja jak prezentacja wszystkich uczestników.

IMG_8897

Na początku znajomości można dzięki temu przypomnieć sobie imiona, albo znaleźć osoby o podobnych zainteresowaniach.

Pomysł ten warto wykorzystać też na początku roku szkolnego, gdy dzieci spotykają się  w nowym zespole klasowym.

oprac. Iza Banaszczyk i Magdalena Buda

 

Dobra książka dla dzieci, czyli jaka?

Często piszemy o książkach dla dzieci, polecamy te, które „wpadły nam w oko” i uważamy je za pożyteczne w szerokim tego słowa znaczeniu. Choć może słowo pożyteczne brzmi tak praktycznie i siermiężnie, to chodzi nam o pokazywanie literatury dziecięcej, tej najlepszej jakości, oddziałującej wielowymiarowo. Szukamy książek o niebanalnej szacie graficznej, niejednokrotnie będących zbiorem obrazów, które wraz z tekstem można śmiało nazwać dziełem sztuki. Interesują nas książki inteligentne, czyli składające się z warstw, bo wielką  przyjemnością jest szukanie znaczeń ukrytych w obrazach i w tekście. Tego typu literatura nie nudzi się dzieciom i dorosłym. Można do niej wielokrotnie wracać i inspirować się wciąż na nowo. Naszych ulubionych książek nie znajdziecie w popularnych, sieciowych sklepach, mieszkają one w małych księgarniach, takich jak ta: https://www.facebook.com/ksiegarnia.ambelucja/ http://www.ambelucja.pl/

93[1]

a wydawane są przez równie niewielkie wydawnictwa, które stawiają na jakość, a nie na ilość i idą pod prąd komercyjnym trendom.

Dlaczego o tym dzisiaj piszemy? Niedawno ukazał się wywiad z dr Małgorzatą Cackowską, pedagogiem z Uniwersytetu Gdańskiego, pod tytułem: Dziecięca kraina kiczu. Jak wychowujemy pokolenie konsumentów.  Szeroko opowiada on o tym wszystkim, co staramy się wraz z każdym wpisem przekazywać na tym blogu. Polecamy Wam zatem ten tekst, pod którym śmiało możemy się również podpisać popierając zawarte w nim tezy:

http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,21992075,kraina-kiczu-jak-wychowujemy-pokolenie-konsumentow.html

Przytoczony poniżej fragment niech będzie zachętą to przeczytania całości i do dyskusji o zjawisku obserwowanym na każdym kroku w edukacyjnej przestrzeni przedszkoli i szkół:

Zamykamy dzieci w cukierkowym, kiczowatym świecie?

– Takie są wnioski z wywiadów przeprowadzanych w domach badanych i potwierdzonych w badaniu ilościowym. Dzieci są otoczone mnóstwem zabawek: seriami, kolekcjami czy przypadkowymi modnymi przedmiotami. Rodzicom z klasy średniej nie brakuje na nie pieniędzy. Czasami zabawek jest tak dużo, że powoduje to agresję – tak było w jednej z rodzin. Opiekunowie sami przyznali, że gdy ograniczyli dziecku liczbę zabawek, stało się spokojniejsze. W środowisku przeładowanym bodźcami dzieckiem targają emocje. Jest wkurzone, ale samo nie rozumie dlaczego. Rodzice też tego nie wiedzą. Powinni jednak zdawać sobie z tego sprawę nauczyciele i nauczycielki, a tego także nie widać. Podobna estetyka panuje w wielu przedszkolach. To horror i powszechne szaleństwo kiczu.

W dodatku w przedszkolach grasuje Wściekły Rychu.

– Kto?

– Tak nazwałam proceder, który odkryłam kilka lat temu, podczas innych badań. Wściekły Rychu to facet, który ma sprytny biznesplan: chodzi po przedszkolach z kartonem najtańszych książek, kupowanych hurtowo, ale takich, które trafiają okładką w samo sedno, np. „Podróże Geniusza”. Zostawia je na tydzień lub dłużej i namawia do kupowania. Potem wraca i zbiera kasę. Taka postać działa w wielu rejonach Polski. W ten sposób Wściekły Rychu kształtuje świadomość nauczycieli, dyrektorów i rodziców, którzy – jak się okazuje – nie znają bogatej oferty rynkowej, w większości nie mają pojęcia, gdzie kupować dobre książki dla dzieci. Wydawcy książek, które są wartościowe, pomagają przełamywać schematy, nie mają z nim szans.”

oprac. Iza Banaszczyk

 

Pod wodą

Oto nowy wakacyjny cykl artykułów z pomysłami na zadania i zajęcia dla dzieci do zrealizowania podczas letniego wypoczynku. Na początku coś dla tych, którzy lubią wodę i interesują się podwodnym życiem. Inspiracją do działań twórczych stała się książka „Pod ziemią, pod wodą” autorstwa Aleksandry i Daniela Mizielińskich.

20170605_124034

Każda strona tej niezwykłej książki to źródło konkretnej wiedzy, a z perspektywy dziecka pretekst do kolejnych pytań: A jak?, A dlaczego? A w jaki sposób? itd.

20170605_124201

Wykorzystaliśmy zatem tę dziecięcą i własną ciekawość i zajęliśmy się tematem ryb, ich zwyczajów, sposobów odżywiania i rozmnażania. Powstały takie oto prace:

20170605_123632

Po otwarciu zagiętej kartki…

20170605_123710

To ryby roślinożerne, żywią się glonami, małe rybki znajdujące się w pysku samicy to jej potomstwo, którym w ten sposób się opiekuje.

20170605_123847

Ryby głębinowe:

20170605_123529

20170605_123548

„W czasie deszczu dzieci się nudzą” ale nie musi tak być, zachęcamy do poznawania głębin mórz, oceanów, jezior i rzek i kolejnych twórczych inspiracji. Może podzielicie się z nami swoimi pomysłami zostawiając komentarz pod tym artykułem.

20170605_123958

oprac. Iza Banaszczyk i Magdalena Buda

 

 

 

 

Refleksje na koniec roku szkolnego…

Zawsze na koniec roku nachodzi mnie smutna refleksja. Na szkolnych korytarzach podczas tradycyjnych apeli występują na środek uczniowie wzorowi, z paskami na świadectwach, laureaci konkursów przedmiotowych, świetni sportowcy. Myślę sobie wówczas o tych, którzy znów wrócą do domów tylko z byle jakim świadectwem – średniacy bez pasków i nagród, słabeusze bez szkolnego sukcesu. Nieraz zastanawiamy się w ciągu roku szkolnego nad tym, dlaczego uczniom brakuje motywacji do nauki, dlaczego chodzą na wagary, są bierni i słabo wywiązują się z obowiązków szkolnych. Często bywa tak, że brak sukcesu szkolnego jest powodem niechęci wobec szkoły. Skoro nigdy nie udało się osiągnąć sukcesu, to po co się starać? Drodzy Nauczyciele, poddaję pod refleksję: na uwagę i docenienie zasługują wszyscy, może warto zauważyć talenty uczniów i każdemu z nich dać nagrodę za to, co dobrego stało się w jego życiu w ostatnich dziesięciu miesiącach? Wielu z Was to robi. Może ktoś podzieli się dobrymi praktykami. Słyszałam, że pewien dyrektor szkoły wysyła pocztą uczniowskie świadectwa, bo to wiadomość dla rodziców, a nie powód do wyróżniania podopiecznych. Szkoła to wspólnota a nie teleturniej z nagrodą główną. Sukcesy uczniów to miłe owoce prace, ale prawdziwe życie jest w codziennym nauczaniu i wychowaniu, i poświęceniu uwagi każdemu potrzebującemu. Poniższy artykuł, który miał pierwodruk w czasopiśmie „Nauczyciel-Uczeń”, dedykuję właśnie tym dorosłym i dzieciom, którzy nigdy na apelu nie wystąpili i w związku z tym nie czuli się częścią świętującej wspólnoty.

Uczeń „zdolny” czy zdolności uczniowskie?

Dlaczego uważamy, że w szkole naturalny jest podział: uczeń zdolny – uczeń „nie-zdolny”? Dlaczego my nauczyciele preferujemy tylko zdolności matematyczne, polonistyczne, itd., skoro pracodawcy cenią sobie tzw. „miękkie umiejętności”. Co z tak znaczącymi zdolnościami jak: organizacyjne i w pracy zespołowej, interpersonalne, talenty aktorskie i komunikacyjne? Losy absolwentów szkół pokazują jasno, że w dorosłym życiu nie zawsze największe osiągnięcia będą mieli ci, których w szkole nagradza się wyłącznie szóstkami.

Kiedy pewna studentka psychologii pokazywała nauczycielom różne fotografie uczniów, ci jako zdolnych i sumiennych pokazywali najczęściej ładnie ubranych i uczesanych bohaterów. Nie wiedzieli, że są to ci sami chłopcy i te same dziewczynki, tylko ucharakteryzowane na różne sposoby – „grzecznych” i „niegrzecznych”. Ten eksperyment wychwycił stereotypowe myślenie dorosłych o tzw. dobrych i słabych uczniach. Podobnie jest z problem nazywanym dziś w szkołach „pracą z uczniem zdolnym”. Regionalne programy poszukujące nowych metod nauczania wypracowały różne sposoby pomiaru zdolności dziecka, dzięki czemu wyławiały tzw. talenty i organizowały dla nich specjalne zajęcia poza szkołą. Klasyczne tendencje nagradzania uczniów są podobne: nagrody prezydenta, burmistrza, dyrektora szkoły, rankingi szkół często opierają się na kryteriach osiągnięć naukowych i ewentualnie sportowych. Promują tylko jeden typ zdolności – naukowe umysły. Prowadzi to często do selekcjonowania dzieci na „zdolne”, a więc i „nie-zdolne”, przeciętne, te „z trudnościami”, itd. Na klasy „lepsze” i „gorsze”, szkoły „elitarne” i wobec tego nieelitarne. Rosnąca ilość szkoleń i programów dla nauczycieli o tematyce „praca z uczniem zdolnym” lub praca z uczniem „z trudnościami” utrzymuje myślenie w obrębie przytoczonych podziałów.

Na szczęście coraz częściej można usłyszeć postulaty zmiany tej sytuacji i odejście od tradycyjnej definicji „talentu” i „zdolnego ucznia”. Wpływ neurodydaktyki i psychologii pozytywnej na nowoczesne myślenie o edukacji skłania do odejścia od kryteriów wynikających wyłącznie ze sprawdzania uczniowskiej wiedzy. Raport ośrodka ORE pt.: „Uczeń zdolny – analiza dostępnych narzędzi diagnostycznych”[1] upowszechnia klasyfikacje poszerzające nasze myślenie o predyspozycjach człowieka. Jeśli zbierzemy wiedzę o różnych metodach badawczych, można problem sprowadzić do kilku wspólnych kryteriów. Kim wobec tego jest uczeń zdolny?

  1. Jest ciekawy świata i wiedzy, którą przyswaja z entuzjazmem.
  2. Szybko przyswaja tę wiedzę.
  3. Potrafi łączyć poznane fakty, poddaje je krytycznemu osądowi, umie nie tylko przyswajać, ale i twórczo przetwarzać wiadomości.
  4. Jest dociekliwy, zadaje wiele pytań i wprowadza oryginalne rozwiązania.
  5. Ma bogatą wyobraźnię i łatwość tworzenia oryginalnych narracji.
  6. Ma wiele zainteresowań i łatwo go zapalić do różnych inicjatyw pozalekcyjnych.
  7. Myśli samodzielnie i potrafi przedstawić odmienność i niezależność poglądów.
  8. Posiada duży zasób wiadomości ogólnych.
  9. Jest otwarty na zmiany, nie boi się nowych zadań.
  10. Wyróżnia się kreatywnością.
  11. Umie pracować zarówno samodzielnie, jak i w zespole.
  12. Jest zmotywowany wewnętrznie do nauki.

Wszystkie te kryteria wymieniam, by sprowokować myślenie, że owszem uważny nauczyciel potrafi zdiagnozować wszystkie te cechy, ale zapewne nigdy u jednego ucznia. Raczej jest tak, że każdy uczeń przejawia któreś z wymienionych predyspozycji. Bywają uczniowie zdolni, ale słabo zmotywowani do nauki albo tacy, którzy są niezwykle kreatywni, ale nie potrafią zbyt długo pracować nad jednym tematem. Najlepiej widać to w pracy grupowej i projektowej, gdy ujawnia się cała paleta uczniowskich zdolności umiejscowiona w bardzo różnych osobowościach – i nagle okazuje się, że najlepsze efekty pracy grupowej niekoniecznie osiąga olimpijczyk – indywidualista, ale jego koledzy o dużo niższej średniej, bo lepiej potrafią ze sobą negocjować. Refleksja nad tym tematem niesie za sobą kolejne. Czym wobec tego jest talent? Po co je tropić i wyławiać? Mam na to bardzo prostą odpowiedź. Szkoła powinna dbać o WSZYSTKIE uczniowskie talenty, a nie tylko te, które dają miejsce w rankingach, dlatego, że pielęgnowanie zdolności jest drogą do dobrego życia dorosłych ludzi, którymi niebawem staną się nasi uczniowie. Celem wydobywania zdolności ucznia i pracy nad nimi jest tzw. dobrostan – mieć dobre i twórcze życie. Być z niego zadowolonym. Znać swoje silne strony i umieć je wykorzystać w pracy i czasie wolnym. Oto ekwipunek na dorosłe życie, najlepszy, jaki może człowiek otrzymać od swojej szkoły.

Drogą do takiego celu w wychowaniu jest właśnie praca nad talentami, rozumianymi tu bardzo szeroko. Nasze szkoły funkcjonują często w taki sposób, jakbyśmy wciąż poszukiwali wyłącznie młodych naukowców, doceniając uczniów jedynie za ich wyniki w nauce. Nieraz byłam świadkiem zdziwienia nauczycieli podczas imprez szkolnych typu „Talent Show”, gdy uczniowie popisywali się umiejętnościami aktorskimi czy wokalnymi. „To ten? Tak ładnie śpiewa, a u mnie ma dwoję”. I nieraz słyszałam od nauczycieli nieukrywaną radość, że zobaczyli po kilku latach nauczania swojego ucznia w zupełnie innym świetle: „Taki cichy i małomówny, a tu jako reżyser szkolnego przedstawienia – jaki talent organizacyjny!” – mówili z podziwem. I o to właśnie chodzi. Czy musimy czekać aż do studniówkowego przedstawienia, aby zobaczyć talenty aktorskie swoich podopiecznych albo ich zdolności menadżerskie, gdy po ukończeniu szkoły szybko budują swoje firmy? Czas nauki powinien być czasem odkrywania i pielęgnowania talentów, jakie kto posiada. Warto uwierzyć w taką szkołę, w której równie wartościowe i nagradzane są zdolności naukowe olimpijczyka Janka, talent sportowy Krzysia i świetny zmysł mediacyjny Tomka.

Jeśli przyjmiemy, że uczniowie w szkole nie dzielą się na tych „zdolnych” (naukowo) i „nie-zdolnych”, misją szkoły natychmiast może stać się pielęgnowanie predyspozycji każdego wychowanka. Wówczas nie tyle będzie ważne, aby zorganizować dodatkowe zajęcia dla olimpijczyków, ale o szeroką ofertę dla każdego ucznia, umożliwiającą rozwój różnych zdolności. Dlaczego konkursy mówców i debaty oksfordzkie mają mniejszy prestiż niż średnia ocen na koniec roku – przecież dobry mówca w naszym życiu społecznym i politycznym jest na wagę złota. Dlaczego nie docenić przedsiębiorczości uczniów, którzy w wolnych chwilach starają się dorywczo popracować i potrafią wywiązać się ze swoich obowiązków. Dlaczego poświęcanie uwagi potrzebującym w pracy wolontariackiej jest wciąż marginesem niewiele znaczącym w uczniowskim „cv”. Uczymy nie dla testów i średnich, uczymy do życia. Pielęgnowane w szkole talenty rozwiną się jak kwiaty i uczynią życie naszych absolwentów po prostu piękniejszym.

Sądzę, że ważne w poszukiwaniu i pracy nad talentami uczniowskimi jest wprowadzanie na lekcji elementów autorefleksji i częste rozmawianie na temat zdolności, predyspozycji i mocnych stron poszczególnych uczniów w klasie. Działa to bardzo mobilizująco na wszystkich. Gdy na lekcji nauczyciel przywołuje do tablicy zwykle tylko jednego „zdolnego” ucznia i kiedy chwali po sprawdzianie zawsze te same osoby, inni popadają w szybką frustrację i zniechęcenie. Tracą motywację do nauki. Lekcja to spotkanie – nauczyciela i jego uczniów, czyli pani/pana XY z Jasiem, Stasiem, Adą, itd. Każda z osób przebywających na lekcji niesie w sobie inną wartość. Nie tylko wierzę, ale na co dzień doświadczam tej zasady, że „wszystkie dzieci są zdolne”. Tylko od nas – dorosłych – zależy, czy potrafimy to zauważyć i podjąć jako wyzwanie.

[1] „Uczeń zdolny – analiza dostępnych narzędzi diagnostycznych”. Raport przygotowany w ramach projektu „Opracowanie i wdrożenie kompleksowego systemu pracy z uczniem zdolnym”, zespół: N. Cybis, E.Drop, T.Rowiński, J.Cieciuch, Warszawa 2013

oprac. Agnieszka Tomasik

Skończyłem GIMNAZJUM, a jaka jest twoja supermoc ? czyli prezenty dla uczniów

Do zakończenia roku szkolnego zostało tylko 10 dni. Z niektórymi uczniami żegnamy się nie tylko na wakacje. Nie wiemy jak Wy, ale my lubimy dawać prezenty i to takie kreatywne, dlatego, że mogą one mieć indywidualny, osobisty charakter.

Chcemy dzisiaj podzielić się z Wami pomysłem na prezent dla gimnazjalistów żegnających się już ze szkołą i szukających dla siebie nowej drogi i pomysłu na życie.

Przygotowałyśmy hasło wraz z oprawą graficzną, które możecie wydrukować i oprawić w małe ramki. Można też z tej grafiki zrobić naklejki, wystarczy kupić specjalny papier samoprzylepny do drukarki. Jeśli dysponujecie większym budżetem, bo na przykład rodzice włączają się w przygotowanie prezentów dla swoich dzieci to zróbcie nadruk na koszulkach.

Copy of a jaka jest twoja supermoc -grafika do pobrania : a jaka jest twoja supermoc pdf

U nas sprawdził się jeszcze inny pomysł, taki o wymiarze sentymentalnym. Ze zdjęć gromadzonych w komputerze przez trzy lata powstał pamiątkowy kolaż w formacie A4, a na środku znalazła się naklejka „SKOŃCZYŁEM GIMNAZJUM A JAKA JEST TWOJA SUPERMOC ?”. Wszystko zostało oprawione w prostą ramkę.

kolaż gimnazjumW ten sposób prezent dostał każdy z klasy niezależnie od wyników w nauce, wyróżnień, czerwonych pasków itd., bo przecież skończył GIMNAZJUM.

A jaka jest twoja supermoc?

O uczniach myślimy jako nauczyciele bardzo często ciepło, dlatego koniec roku jest dla nas również wielkim przeżyciem. Widzimy, jak nasi podopieczni się zmieniają, jak dorastają. Uczestniczymy w ich bardzo ważnym okresie życia. Chcemy nagrodzić nie tylko tych, co mają super oceny, ponieważ jak każdy nauczyciel wiemy, ile pracy musi włożyć dziecko, żeby osiągnąć to, co ma. A ilu mamy takich uczniów, co całą swoją osobą zasługują na uznanie, a przysłowiowo „nie łapią się” w widełki nagród. Poza tym, każdy uczeń tworzy społeczność klasy w swój wyjątkowy sposób. Jeżeli szukacie pomysłów, na nagrodzenie wszyskich, tych „z widełek i z poza”, to zajrzyjcie do Frau Budy.

https://fraubuda.wordpress.com/2016/06/12/koniec-roku-szkolnego/

oprac. Iza Banaszczyk i Magdalena Buda