Życie i śmierć – tematy, od których nie uciekniemy

To zawsze budzi nasz niepokój i wątpliwości – czy tak ciężkie i bolesne tematy powinny być przedmiotem lekcji? Czy to zadanie dla nas? Czy może lepiej zaprosić specjalistę – psychologa pracującego w hospicjum? Często po prostu boimy się o tym mówić, bo w naszych wspomnieniach jest wciąż obecna rozpacz po stracie. Albo wychodzimy z założenia, że dzieci są jeszcze małe i lepiej oszczędzić im takich smutnych rozważań, niech zamiast tego cieszą się życiem. Wielokrotnie w praktyce terapeutycznej spotkałam się z tym, że takie podejście mieli rodzice i najbliższa rodzina dziecka, które borykało się ze swoimi uczuciami wywołanymi odejściem kogoś bliskiego. Działo się tak, że dorośli długo trzymali w tajemnicy ciężką chorobę, albo już sam fakt śmierci. Nie nazywali tej sytuacji, wymyślali różne kłamstwa, gdy dziecko pytało, albo umiejętnie je zwodzili i odsuwali, bądź fizycznie izolowali np. wysyłając je na kilka dni do dalszej rodziny. Ich intencją było oszczędzenie dziecku trudnych przeżyć. Natomiast bądźmy pewni, że ten mały człowiek i tak wiedział swoje. Widział niepokój dorosłych, ich odmienne zachowanie, ich łzy, smutne twarze i to że zaburzony był stały rytm i porządek codziennych zdarzeń. Nie trzeba nic mówić, a dziecko z takich sygnałów odczyta, że dzieje się coś niezwykłego i smutnego. W takich okolicznościach ma ono potrzebę zrozumienia sytuacji, a nie tkwienia w ciągłej niepewności i własnych domysłach, bo to generuje ogromny stres i może skutkować poważnymi zaburzeniami lękowymi lub długotrwałym obniżeniem nastroju. Dlatego dziecko, tak jak i dorosły ma prawo do przeżycia tej straty, odreagowania emocji, pożegnania się z bliską osobą ( może przyjąć to różną formę ), po prostu do bycia w żałobie.

Tak, śmierć to trudny temat ale nieunikniony. Zarówno z powodu tego, co los przyniesie całej naszej szkolnej, albo przedszkolnej społeczności oraz z racji dziecięcych potrzeb rozwojowych – kiedyś padną tego typu pytań. Chyba lepiej odpowiedzieć na nie szczerze i prawdziwie, ale na miarę procesów poznawczych dziecka w danym wieku, niż uciekać, odwracać uwagę, zbywać.

Spotkamy się czasem z tym, że rodzice nie zadbają o takie potrzeby swoich dzieci. Może się tak dziać z różnych przyczyn.  Dlatego rola nauczyciela, obserwatora, który jest obok i dlatego może zachować odrobinę potrzebnego tu dystansu i opowiedzieć dzieciom o tak ważnych sprawach, bywa bezcenna. Tylko musimy się czuć na siłach i dobrze przygotować.

Zatem, gdy chcemy poruszyć temat odchodzenia, choroby, starości i śmierci jako kresu życia to przydatne będą książki. Sięgnijmy po mądrą dziecięcą literaturę, napisaną językiem zrozumiałym dla najmłodszych i poruszającą te trudne tematy w delikatny i poetycki sposób.

Pierwszą książka, którą polecam jest

CHUSTA BABCI, Asa Lind, wyd. Zakamarki

177405-352x500[1]

Mam silne wrażenie, że ta lektura potrzebna jest nie tylko najmłodszym, ale wiele „wezmą z niej dla siebie” również dorośli, gdyż znajdą tu wskazówki jak o ważnych sprawach rozmawiać z dziećmi. To opowieść o tym, jak kuzyn i kuzynka w całym domowym zamieszaniu spowodowanym nagłą ciężką chorobą babci, próbują znaleźć dosłownie i w przenośni dla siebie miejsce.

„Biliam jest moim

najlepszym kuzynem.

Oboje lubimy to samo:

Białe kamyki,

te same potrawy,

a nawet fryzury.

I jeszcze lubimy myśleć.

Biliam i ja.”

Są skutecznie ignorowani i przeganiani przez różnych członków rodziny. W końcu, to właśnie babcia zauważa dzieci i zaprasza do siebie i w tych ciężkich okolicznościach troszczy się o nie najlepiej, jak można. Oferuje im najwspanialsze miejsce w całym domu – namiot rozpostarty ze swej chusty za oparciem fotela, na którym siedzi. Tu można sobie wszystko spokojnie przemyśleć:

W namiocie miało się mnóstwo czasu. I można tu było myśleć, co się chce. Był tu i wschód, i zachód słońca. I las, gdyby ktoś chciał pochodzić po lesie. I wieżowiec, gdyby ktoś chciał pojeździć windą. I łodzie, żeby się nie utopić (…)“

Opowieść tę przeczytamy jednym tchem pięcio, sześcio, a nawet dziewięciolatkom.

Kolejną książką, która opowiada o powolnym i naturalnym procesie starzenia się i odchodzenia jest

ŻEGNAJ PANIE MUFFINIE, Ulf Nilsson i Anna – Clara Tidholm, wyd. EneDueRabe

żegnaj Pani MuffinieOto fragment:

„Kiedyś pan Miffin był młodą i silną świnką morską. Potrafił wówczas dźwigać ogórki. Teraz jest stary, zmęczony i siwy. Rozmyśla o swym życiu, pogryzając ze smakiem migdał. Raz w środę, nagle zaczyna go boleć brzuch…”

To z kolei krótka recenzja tej książki napisana przez psycholog kliniczną prof. Krystynę Drat – Ruszczak:  „To jest książka o sprawach, o których nie umiemy mówić i nie chcemy myśleć, a przecież są nasze. Zdarzają się codziennie. Zdarzają się nam. Ta książka uczy myśleć o śmierci łagodnie, z czułością i miłością”

Bohaterem opowieści jest sympatyczne, domowe zwierzątko, dlatego sposób narracji i taka właśnie perspektywa może sprawić, że dzieci nie będą silnie utożsamiały się z przeżyciami świnki, a historia nie dotknie ich tak mocno, jak w przypadku pierwszej książki. Dzięki temu możemy porozmawiać o starości i powolnym odchodzeniu z pewnym emocjonalnym dystansem. W niektórych sytuacjach będzie to bardziej adekwatne do potrzeb naszej grupy. Lektura ta przyda się też, gdy któreś z dzieci dotknie strata ukochanego zwierzęcia.

Jeszcze jedna książkowa inspiracja do rozmów na ważne i poważne tematy :

W POGONI ZA ŻYCIEM, Przemysław Wechterowicz, Emilia Dziubak, wyd. EZOP

T279784Pewnego dnia, wcześnie rano rozpoczyna swe dorosłe, świadome życie Jętka – mały owad. I tak, jak to ma miejsce naprawdę w przyrodzie, jej egzystencja potrwa dosłownie tylko jeden dzień.

„- Wy jętki żyjecie tylko jeden dzień. Tylko jeden i ani chwili dłużej…

– To, co ja mam teraz robić mucho? Jak ja mam teraz żyć? Czuję się taka skołowana…

– Spokojnie Jętko, do zachodu słońca zostało trochę czasu. Zdążę ci jeszcze pokazać spory kawałek miasta…”

Tak zaczyna się dosłownie pogoń za życiem. Wraz z właśnie poznaną muchą – Łucją, Jętka przemierzy Nowy York, przekona się, co to dobre jedzenie, dobre książki, kino, teatr, filharmonia, muzeum, cyrk, metro, mecz, wyścigi konne, skok na bungee…

Wartka akcja, moc wrażeń, poczucie humoru i niezwykłe ilustracje prowadzą nas wraz z bohaterkami przez życie „w pigułce.” Nie zabraknie tu też ważnych pytań, na które wspólnie możemy szukać odpowiedzi, tak jak ich szukają od wieków wszyscy ludzie. Dlatego zabierając się za tę lekturę nie uciekniemy od filozoficznych rozważań.

„ Cóż znaczy: dziś? – przypatrz się jętce.

Świt jej dał życie, a zmrok wieczora

Już obwieszcza: że jej umrzeć pora.

Dziś jest tylko błyskiem w życia chętce.”

F.M. Faleński

Istnieje jeszcze takie miejsce w sieci, gdzie znajdziemy cały program pomocy dzieciom i młodzieży w żałobie   http://www.tumbopomaga.pl/

Czasem oprócz książek na lekcjach przydają się nam też krótkie animacje. Oto nasze propozycje:

  1. „Changing Batteries” – to krótkometrażowy film nagrodzony Oscarem. Będzie to dobry pretekst do głębszej rozmowy o życiowej energii, sile i potrzebach wynikających z wieku.

Animacja ta pojawiła się już kiedyś na naszym blogu i była inspiracją do przeprowadzenia warsztatów o babci i o dziadku:

https://kreatywnapedagogika.wordpress.com/2018/01/17/o-babci-o-dziadku/

2. „The Sunflower” –  odnajdziemy tu wiele myśli, które skłonią do zastanowienia się nad sensem życia, naturalnymi prawami przyrody, przemijaniem. W dziecięcych głowach pojawi się też wiele pytań.

Myśląc o dziecięcym smutku możemy zadawać sobie pytanie – gdzie jest granica między tym uczuciem, a poważnym problemem jakim jest depresja? Warto na ten temat posłuchać wykładu dr Magdaleny Śniegulskiej pt. „Smutek czy depresja? Trudne stany emocjonalne dzieci”

Są tematy, których unikamy w rozmowie z dziećmi. A życie ma przecież swój początek i koniec. Nie da się mówić o jednym, pomijając drugie. Edukacja nie powinna być krojona na kawałki i prezentowana tylko z miłej, sympatycznej strony. Przygotujmy naszych podopiecznych do każdego etapu życia.

oprac. Iza Banaszczyk i Magdalena Buda

 

 

Reklamy

O strachu

Emocje nie są ani dobre, ani złe i każdy ma prawo je odczuwać na swój własny sposób. Z niektórymi z nich szczególnie trudno sobie poradzić, a dzieci tej sztuki dopiero się uczą. Jak je w tym wesprzeć i podpowiedzieć skuteczne sposoby na rozładowanie napięć?

Wracamy do projektu PLASTYCZNE UCZUCIA i dziś dzielimy się pomysłem na warsztaty o strachu.  Wcześniej publikowałyśmy w tej serii scenariusze poświęcone uczuciu

złości

https://kreatywnapedagogika.wordpress.com/2017/03/17/o-zlosci/

i smutku

https://kreatywnapedagogika.wordpress.com/2017/05/18/o-smutku/.

Ideą tego projektu jest stały schemat poszczególnych spotkań. Każde z nich poświęcone jest innej emocji. Chodzi o to, żeby dzieci podczas dwóch godzin lekcyjnych zrozumiały mechanizm powstawania danego uczucia i sposoby radzenia sobie z nim. W ten sposób uporządkujemy tę wiedzę i pozwolimy głębiej przeżyć daną emocję w psychice i w ciele. Z pozoru ta powtarzalność może nam się wydawać mało twórcza. Jednak w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym praca w oparciu o schemat sprawdza się najlepiej. Dzieci pamiętają przebieg poprzednich warsztatów, porównują sobie charakterystyki wszystkich „przerabianych” uczuć, zaprzyjaźniają z bohaterem książki. Takim sposobem trafiamy i do „serca” i do pamięci. Polecam zatem nie łączenie tych scenariuszy, tylko realizowanie ich z co najmniej tygodniowym odstępem czasu. Prace powstałe podczas tych warsztatów niech towarzyszą dzieciom w przestrzeni sali, w której mają codzienne zajęcia. Wtedy będziemy mogli odnosić się do emocji przedstawionych na plakatach, gdy aktualnie będą przeżywane przez uczniów. Ważnym aspektem tego przedsięwzięcia jest również pomysł na zaangażowanie rodziców w pracę nad sferą emocjonalną u ich dzieci. Zawsze najlepiej sprawdzają się takie rozwiązania, które łączą oddziaływania różnych środowisk. Warto zacząć realizację projektu od spotkania z rodzicami i zaznajomienia ich z jego celem i sensem.

O STRACHU

135746-352x500

Ponownie sięgniemy po książkę. Jej tytuł to „Billy i potwór” . Opowieść zaczyna się tak: „Tego lata Billy pojechał razem z mamą na wyspę. Nigdy dotąd nie widział morza. Pierwszego ranka mama Billy’ego zatrzymała się przy łodzi jednego z rybaków. Dorośli długo rozmawiali nad głową Billy’ego, który nudził się nie mogąc zobaczyć złowionych ryb. W pobliżu znajdowały się budki rybackie. (…) mama nie zauważyła, że Billy się od niej oddalił. Cichutko podszedł do budki z otwartymi drzwiami i …”

50951994_2213699608669307_3604944640567934976_nTym razem chłopiec będzie zmagał się z uczuciem strachu spotęgowanego przez bujną wyobraźnię. W historii tej obserwujemy gradację uczuć, poczynając od niewinnej ciekawości przez „dreszczyk emocji” i niewielkie obawy do strachu, a ostatecznie irracjonalnego lęku. Emocje chłopca wyzwolone są przez barwne i pełne grozy opowieści o morskich stworzeniach, które to z zapałem wygłasza tajemniczy Pan Mruk. Rezultatem jest to, że chłopiec boi się wejść do wody uznając, że wszystko co w niej żyje jest bardzo niebezpieczne. Dzięki wsparciu mamy i pojawiającej się na przekór wszystkiemu odwadze przygoda na wyspie dobrze się kończy, a my możemy z niej wyłuskać wiele potrzebnych nam do zajęć treści. Na tych warsztatach skupimy się na uczuciach. Jednak dla dzieci niezmiernie ciekawy jest również przedstawiony tu świat przyrody, co dodatkowo wzbogaca lekcję, ale też może być pretekstem do dalszych edukacyjnych, morskich pomysłów.

51018114_1900017443459946_7904526797323108352_nOto scenariusz warsztatów na które powinniśmy przeznaczyć 2 razy po 45 minut

o strachu 1o strachu 2o strachu 3o strachu 4

scenariusz do pobrania: o strachu scenariusz pdf

Tak może wyglądać wspólna praca grupowa, czyli portret bohatera książki, który w tym momencie przeżywa strach:

IMG_9289To materiały, które możemy wykorzystać w trakcie warsztatów, a następnie stworzyć z nich klasową gazetkę:

PRZYTULIĆ SIĘ MOCNO DO MAMY, TATY (2)

List do rodziców, który możemy wydrukować i wręczyć im po zrealizowaniu warsztatów z klasą:

DROGIR~2

list do rodziców do pobrania: ulotka dla rodzica o strachu

Samodzielne, indywidualne prace dzieci „Sposób na poradzenie sobie ze strachem”:

Materiały do stworzenia morskich zwierząt, które wykorzystamy w trakcie czytania książki, albo później do teatrzyku. Wystarczy rysunki wydrukować na sztywnym papierze, pokolorować, wyciąć i przykleić do patyczków od lodów.

 

Ważna refleksja:

Zajmowanie się dziecięcym strachem to zadanie, które może okazać się dla nas samych obciążające emocjonalnie. To delikatna materia, a czasem grząski grunt. Proponowane przez nas warsztaty celowo poruszają ten temat z naciskiem na sposoby poradzenia sobie z napięciem i fizjologicznymi oznakami tego uczucia, aby dzieci wyszły z zajęć z praktycznymi umiejętnościami. Nie pytamy w trakcie takiej grupowej pracy o ich osobiste przyczyny strachu, albo nawet lęku. To nie miejsce i czas na zwierzenia. Oczywiście mogą się one też przy okazji pojawić. Będą dzieci, które wyznają nam, że boją się ciemności, albo że ktoś je kiedyś gonił itp. Jednak w trakcie pracy warsztatowej, w klasie przekierujmy takie wypowiedzi na inne tory, wróćmy do sedna zadania. Gdy jednak coś nas zaniepokoi w „wyrzucanych” przez dziecko komunikatach zajmijmy się tym problemem, ale już indywidualnie, na osobności, z empatią i z wyczuciem. Pamiętajmy, że w dziecięcym strachu jest duża doza wyobraźni. Z drugiej strony dziecko może dawać nam sygnały, że w jego życiu dzieje się coś złego. Niestety nigdy nie będziemy pewni kiedy jest najlepszy moment i najlepsza forma jakiejś interwencji. Do dyspozycji w takich sytuacjach mamy naszą intuicję i doświadczenie. Nie podejmujmy sami decyzji o dalszych krokach. Skorzystajmy z rozmowy z psychologiem, pedagogiem szkolnym albo specjalistą z innej instytucji pomocowej. Gdy nasz niepokój okaże się słuszny to również psycholodzy z placówek takich jak centra interwencji kryzysowej, centra pomocy rodzinie mogą nas wesprzeć. Szkoły i przedszkola powinny mieć wypracowane procedury pomocy dziecku krzywdzonemu, skorzystajmy z nich.

Na koniec przytoczę jeszcze treść indywidualnej rozmowy z siedmioletnią uczestniczką warsztatów. Pozwolę sobie zostawić te słowa bez komentarza :

„- Widzę, że ulepiłaś dwie postacie i jedna drugą uderza ogromnym młotem. Wiesz co? A jak myślisz, czy to jest bezpieczny sposób na poradzenie sobie ze strachem?

– Walnę młotem i ucieknę.

– A czy to pomaga na każdy rodzaj strachu? I zawsze masz przy sobie taki wielki młot?

– No nie zawsze pomoże, a po młot mogę pobiec do domu.

– Ok. rozumiem, a zastanów się jeszcze nad takim sposobem na poradzenie sobie ze strachem, do którego nie będziesz potrzebowała specjalnych przedmiotów, których trzeba szukać?

– No przytulenie się do kogoś pomaga, ale mama nigdy nie ma na to czasu, a tata wyjechał w delegację.

– To wiesz, co w takiej sytuacji słyszałam od innych dzieci, że gdy się boimy to przytulenie się do pluszaka, albo poduszki może pomóc.

– Ale poduszka nie powie „Kocham cię”…..

oprac. Iza Banaszczyk

Drogi czytelniku, jeśli coś cię zaciekawiło, zaskoczyło, wprowadziło w zdumienie, ucieszyło, zdenerwowało… po lekturze tego artykułu, prosimy o kilka słów w komentarzu. Dobrze mieć informację zwrotną 🙂 A może czytelniku wprowadziłeś ten pomysł w życie i zadziało się coś, czym możesz się z nami podzielić?

Gra „Lustrzaki”

Gra „Lustrzaki” powstała z potrzeby chwili, trudnej chwili. Powstała z wiary, że mądra rozmowa może wiele zmienić.

49898940_227210724848461_5869266714872512512_n

Ta gra to zbiór karteczek z tekstami (sentencjami, przysłowiami, cytatami itp.) z jednej strony i powierzchnią imitującą lustro z drugiej.

W grę można grać samemu losując karteczkę i zastanawiając się nad tekstem, w parze, grupach, czy w końcu jednej dużej grupie.  Karteczki z tekstami mają stać się punktem wyjścia do rozważań, rozmowy, dyskusji, debaty… Zadbajmy, by były to rozmowy oparte na szacunku i otwartości na poglądy innych. Uczmy tego! Kolejnym etapem może być zapisanie swoich przemyśleń, refleksji, wniosków.

50396359_523092298174688_6158573306749386752_n[1]

„Lustrzaki”  to przeglądanie się w mądrościach innych, po to by poznawać samego siebie. Każdy może stworzyć taką grę, każdy może ją d o b r z e wykorzystać…

* Sentencje umieszczone na karteczkach pochodzą z książek: „Bajki filozoficzne. Księga mądrości” oraz „365 dni cudowności. Księga wskazań pana Browne`a”.

50577986_570362900110532_3893453360665198592_n

Polecam ku pokrzepieniu serc i do szerzenia mądrości

Marta Jankowska

Postanowienia czy marzenia noworoczne

Nowy Rok to dzień, w którym  wielu z nas robi postanowienia. Zastanawialiście się kiedyś dlaczego właśnie Nowy Rok skłania nas do tego typu działań, a nie np. urodziny czy jakieś święto. Może właśnie nowość nadchodzącego roku jest dla nas atrakcyjna? Przecież wszystko, co nowe budzi entuzjazm, zainteresowanie. Tak jest z nową grą, nowym ubraniem, nową zabawką. Na początku gramy, aż przychodzi moment, że owa gra się nam znudzi, ukochany sweter, który prawie nie zdejmowaliśmy, nie jest już taki ładny, a zabawka, nie taka interesująca.

Podobnie dzieje się z naszymi uczuciami. Gdy poznajemy nowe osoby, zaprzyjaźniamy się,  to często chcemy się spotykać, ze sobą rozmawiać, razem spędzać czas. A potem coraz rzadziej do siebie dzwonimy, znajdujemy wymówki, by odłożyć kolejne spotkanie, aż owa znajomość usypia. Z miłością jest trochę inaczej, chociaż rządzi się podobnymi prawami. Początki związków są burzliwe, namiętne, a potem miłość się uspokaja, wycisza, ale trwa.

Czy postanowienia noworoczne można rozpatrywać w takich samych kategoriach? Z entuzjazmem i zapałem planujemy nowy rok, a potem… Realizujemy 1% z całej długiej listy życzeń, celów, obietnic, deklaracji.

A może potraktujmy ten noworoczny zwyczaj jak zabawę, która pomimo swojej lekkiej formy da nam wgląd w samych siebie, w swoje pragnienia, potrzeby, możliwości, siłę, wytrwałość.

Zróbmy listę dzieląc ją na  postanowienia i marzenia noworoczne. Co to znaczy? Na postanowienia mamy tylko my wpływ, to od nas zależy, czy je zrealizujemy, np.wcześniejsze chodzenie spać, czy jakże popularna dieta. Marzenia natomiast w pewnym stopniu zależne są od innych osób lub szczęścia.

I tu pomysł na godzinę wychowawczą, która może być dobrą zabawą.

Przygotowujemy w sali kawałek wolnej ściany. Naklejamy za pomocą ozdobnej taśmy klejącej teksty różnych noworocznych postanowień. Niech będą bardzo różne, mniej i bardziej poważne. Ważny jest efekt wizualny, ma zachęcać do późniejszej aktywności.

Do ściany przymocowujemy również pustą kartkę i długopis na sznurku. To miejsce, gdzie każdy będzie mógł anonimowo zapisać swoje postanowienie.

Projekt bez tytułu (42)

Dajmy uczniom czas na pisanie w trakcie przerw. Niech kartka wisi w klasie przez dwie lekcje, albo cały szkolny dzień.

Jest to zadanie w stylu tzw. gadającej ściany dlatego ma swoją dynamikę, zalety i wady. Gdy zdejmiemy zapełnioną kartkę możemy na niej znaleźć różnego rodzaju treści. Znamy już trochę swoich uczniów, dlatego możemy przewidzieć jak podejdą do tego typu aktywności. Jeśli spodziewamy się niekulturalnych wpisów zamieśćmy obok krótką instrukcję, albo hasło w stylu: „Zanim napiszesz swoje postanowienie pomyśl, czy chciałaby je usłyszeć twoja babcia :)”.

Spis anonimowych postanowień niech stanie się materiałem do rozważań na godzinie wychowawczej. Czytamy na głos wszystkie deklaracje zaczynając od słów : „W nowym roku będę…..” Zadajemy klasie pytania i zachęcamy do dyskusji:

Czy robienie postanowień noworocznych ma sens?

Czy kiedykolwiek wytrwaliście w swoich postanowieniach? Jeśli tak, to jak długo to trwało? Czy cały rok?

Czy takie postanowienie motywuje do działania, do wprowadzenia zmian w życiu?

Teraz niech każdy z uczniów zapisze na czystej, białej kartce swoje własne postanowienia, niech będzie ich kilka, co najmniej 5.

Rozdajemy uczniom karty, które pomogą zamienić postanowienie w realny cel.

It's my most epic party yet!

karta do pobrania: moje postanowienie

Przygotowując się do tej lekcji warto wypełnić tę kartę i opracować swoje postanowienie, aby pokazać uczniom na przykładzie jak zabrać się do pracy.

Na koniec chętni mogą przedstawić swoje cele na nowy rok, albo całą drogę, którą przeszli od postanowień do konkretów.

oprac. Magdalena Buda i Iza Banaszczyk

Humble honey (1)

Klasowy, zadaniowy kalendarz adwentowy

Akcja integracja. Odliczamy dni do Świąt, a przy okazji wspólnymi siłami zrealizujemy 24 zadania. Oto one:

1

2

zadania do pobrania: klasowy kalendarz zadaniowy

A wszystko spakowane tak, aby każdego dnia była niespodzianka:

47339010_503578263464865_8221184273516855296_n

oprac. Iza Banaszczyk i Magdalena Buda

W mojej klasie jest uczeń z ADHD i…..

nauczycielu!  nauczycielu! (1)

plakaty do pobrania: ulotka

Poniższy artykuł miał pierwodruk w czasopiśmie

„Nauczyciel-Uczeń” nr 2 listopad 2014

ADHD? Niektórzy mają je naprawdę

Jeszcze 10 lat temu bardzo często spotykałam się z niedowierzaniem ze strony nauczycieli odnośnie tego, że ADHD w ogóle istnieje. Wątpliwości te wpisywały się w zawsze obecny w szkole sposób interpretowania zachowania uczniów. Sposób ten bardzo upraszcza myślenie o wychowaniu i stawia pytanie: Co determinuje zachowanie – geny, czy środowisko? W przypadku domniemanego ADHD „winą” obarczano środowisko i to oczywiście – to rodzinne. Traktowano zespół nadpobudliwości psychoruchowej jako wymysł naszych czasów, naukowo nazwane usprawiedliwienie dla niewychowanych dzieci. To tyle historii, bo w ciągu ostatniej dekady w dziedzinie wiedzy o zaburzeniach wieku rozwojowego i społecznej świadomości wiele się zmieniło. Nie przemawia przeze mnie huraoptymizm bo głosy o wydumanych teoriach psychologów i skutkach tzw. bezstresowego wychowania nadal się zdarzają, ale dzięki dostępowi do literatury, stron internetowych, forów eksperckich, działalności stowarzyszeń, artykułom w gazetach każdy o nadpobudliwości coś tam słyszał i coś tam wie. Można nawet śmiało rzec, że hasło ADHD zrobiło swoją karierę w mediach i żyje swoim własnym życiem w świecie społecznym. W programach telewizyjnych, w wywiadach możemy usłyszeć sformułowanie „bo ja mam takie zawodowe ADHD – tysiąc pomysłów na minutę” . Najczęściej twierdzą tak rozchwytywani aktorzy i różnego rodzaju artyści. Co więcej kilka bardzo znanych osób sztuki i show biznesu oficjalnie przyznaje się do swojego ADHD, bo przecież po części objawom nadpobudliwości zawdzięczają karierę Szymon Majewski i Kuba Wojewódzki, a Joanna Szczepkowska prowadziła nawet bloga o tej tematyce. Stworzyła też spektakl o wdzięcznym tytule ADHD i inne cudowne zjawiska – wykład nieprzewidywalny”. Jednak w szarej codzienności, poza światłami kamer nie jest już tak optymistycznie. Nie raz zdarzyło mi się słyszeć w autobusie, tramwaju jak dzieci przezywały się wołając do siebie „Ty masz ADHD!”. Nadal zdarza się też tak, że nadpobudliwość jest utożsamiana z zaburzeniami zachowania, agresją i uczeń z taką diagnozą na skutek stereotypowego myślenia i uprzedzeń nie jest mile widziany w klasie.

W tym momencie pojawia się pytanie: Czym tak naprawdę jest ADHD, a czym nie jest? ADHD to zespół nadpobudliwości psychoruchowej z zaburzeniami koncentracji uwagi. Sam skrót pochodzący od angielskich słów przetłumaczonych na język polski daje dość szeroki opis funkcjonowania takiej osoby. Z nazwy zaburzenia możemy się domyślać, że chodzi tu o nadpobudliwość czyli ruchliwość, „żywość”, energię, szybkość reagowania. Z kolei zaburzenia uwagi będą się nam kojarzyły ze „szwankującą” koncentracją, niemożnością skupienia się, rozproszeniem, itp. W taki sposób będzie próbował rozszyfrować istotę znaczenia słów przeciętny człowiek, niezależnie od roli życiowej, czy to będzie rodzic, nauczyciel, czy uczeń. Punkt widzenia zmienia się, kiedy dobrze znamy, czy przebywamy na co dzień z osobą mającą ADHD. Zauważamy wtedy, że sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana i dotyczy każdej dziedziny życia. Diagnostycznie rzecz biorąc potencjalnych objawów jest aż 18 i należą one do trzech grup: zaburzeń uwagi, nadruchliwości i impulsywności. Oczywiście nie muszą wystąpić wszystkie. Stosuje się konkretne kryteria ilościowe. Przyjął się też w Polsce amerykański podział na podtypy ADHD, które wyróżnia się ze względu na dominację symptomów z danej sfery. Dzięki temu możemy mówić o podtypie z przewagą zaburzeń uwagi i dzieci takie nie muszą być przy tym wcale żywiołowe i nadaktywne. Podtyp z przewagą nadruchliwości i impulsywności to z kolei sytuacja odwrotna i nie muszą występować na dużą skalę problemy z koncentracją. Trzeci rodzaj ADHD wg tego podziału mieści w sobie największą liczbę symptomów bo aż 12 na 18 możliwych i dotyczą one w podobnym stopniu nadruchliwości i impulsywności jak i zaburzeń uwagi. Kluczowe znaczenie podczas stawiania diagnozy ma to, że opisane szczegółowo problemy wynikające z nadpobudliwości muszą poważnie utrudniać codzienne funkcjonowanie w różnych środowiskach, w których znajdzie się dziecko. Przynajmniej część z nich powinna występować już w wieku przedszkolnym. Oznacza to, że ADHD obserwujemy na wszystkich etapach rozwoju dziecka, nie pojawia się ono nagle, czy na przykład na skutek jakiś traumatycznych przeżyć jako sposób ich odreagowania. Podsumowując ADHD jest sposobem funkcjonowania umysłu, który przekłada się na konkretne działania opisane jako symptomy towarzyszące człowiekowi przez całe życie z różną intensywnością i stopniem utrudniania codziennych zadań na wszystkich jego etapach. W takim razie czym zespół nadpobudliwości nie jest? Nie jest chorobą psychiczną, nie jest przejawem buntu, czy zaburzeniami zachowania, nie jest skutkiem złego wychowania, bo u podłoża mamy do czynienia ze specyficznym przebiegiem procesów biochemicznych w mózgu. Obserwujemy symptomy ADHD w tzw. wieku rozwojowym człowieka czyli wtedy, gdy mamy do czynienia z intensywnym dojrzewaniem układu nerwowego, stąd też zmienność dynamiki objawów w czasie.

Z innymi sytuacjami i zachowaniami nadpobudliwego ucznia spotka się nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej, z innymi wychowawca w gimnazjum czy np. anglista w szkole średniej. Widzimy, że np. wzmożona potrzeba ruchu, która towarzyszy młodszym dzieciom przez cały dzień, z wiekiem straci na swojej intensywności. Dziecko, które na początku swojej szkolnej kariery nie jest w stanie usiedzieć w ławce, tyle ile wymaga tego sytuacja, z czasem nabędzie tej umiejętności, bądź inaczej – poziom pobudzenia układu nerwowego w tym zakresie się zmniejszy. Wraz z dojrzewaniem dziecko uczy się też coraz większej samokontroli, więc jeśli nawet energii i zapotrzebowania na ruch jest wciąż dużo, młody człowiek potrafi ją już odpowiednio zainwestować, wykorzystać na konkretne działania, np. sportowe czy twórcze. Trochę inaczej sytuacja wygląda z zaburzeniami uwagi. Czym większe wymagania odnośnie samodzielności ucznia, więcej materiału do przyswojenia, więcej prac domowych, to problemy z koncentracją stają się na kolejnych etapach edukacji coraz większą przeszkodą w podołaniu szkolnym obowiązkom.

A jak swoją nadpobudliwość widzą sami tzw. najbardziej zainteresowani, czyli uczniowie z ADHD? Najlepiej zobrazuje to pewien dialog, który zapamiętałam z prowadzonych przeze mnie grupowych zajęć terapeutycznych dla gimnazjalistów z tym zaburzeniem:

M: Moja nauczycielka od angielskiego jest nie do zniesienia. Ciągle ma jakieś humory. Nie wiadomo o co jej chodzi. O wszystko się czepia. A sama nie oddaje nam prac na czas, ostatnio nawet zgubiła nasze sprawdziany.

B: Ty! To może ona ma ADHD?

M: Nie, ona jest w ciąży.

Pod maską odgrywania różnych ról u dzieci kryje się samoświadomość trudności, które stoją na przeszkodzie odnoszenia sukcesów w szkole, bycia lubianym przez rówieśników, czy chwalonym, docenianym przez rodziców. Uczniowie dostrzegają chaos swojego funkcjonowania, narzekają na to, że nie mogą zdążyć, że wszystko ich rozprasza, że robią wiele rzeczy na raz i nie potrafią ich dokończyć, ciągle wszystko gubią i marnują czas na szukanie. Są zmęczeni długotrwałym odrabianiem lekcji i nadrabianiem zaległości z danego dnia w szkole. Nie raz słyszę od nich i od ich rodziców, że do godz. 22 siedzą nad pracą domową. Mają szczególnie mocno rozbudowane poczucie sprawiedliwości i często zdarza im się rozliczać innych z przestrzegania zasad, czy dotrzymywania obietnic. Narzekają na to, że obwinia się ich bardziej niż rówieśników nawet o błahe szkolne przewinienia. Niestety standardem jest też opowieść o tym, jak to uczeń był chory, nieobecny w szkole, a wpisano mu uwagę za udział w jakiejś klasowej kłótni czy bójce. Stereotypowo jest już „przydzielony” do grupy największych rozrabiaków. A za co dzieci z ADHD cenią swoich nauczycieli? Tu pewnie zadziwię niejednego pedagoga. Najwyżej w takim subiektywnym rankingu wypada ktoś, kto pracuje według ustalonych zasad i jest konsekwentny w swoim postępowaniu. Dzieci te tak bardzo potrzebują ustalonych z góry reguł i ich egzekwowania, że nie raz podczas terapii grupowej pytają dlaczego w ich szkole nie ma takich zasad jak tu. Oczywiście istotny jest też ciekawy sposób prowadzenia lekcji, wszystkie metody aktywizujące są w cenie, nie wspomnę już o nowych technologiach, wykorzystywaniu prezentacji multimedialnych, pracy na komputerze. Ważne jest również dla takiego ucznia poczucie, że nauczyciel go akceptuje i po prostu lubi, a jeśli potrafi wykorzystać jego chęć do działania, niesienia pomocy to zleci mu szereg „zadań specjalnych”. Nie wpisze też uwagi, gdy dziecko pod wpływem impulsu nagle, w trakcie lekcji zerwie się z ławki i pobiegnie, aby podać długopis koledze, bo właśnie mu spadł na podłogę.

Powstało wiele opracowań dotyczących metod pracy z nadpobudliwym dzieckiem. Dostępne są obecnie zarówno prace naukowe w tej dziedzinie jak i poradniki dla nauczyciela, dla rodzica i dla samego dziecka. Tylko od czego tu zacząć i jak te dobre rady wprowadzić w życie? Na podstawie obserwacji , rozmów z nauczycielami i osobami mającymi objawy ADHD wiem, że najważniejsza jest nasza akceptacja i zrozumienie problemu. Czym więcej wiemy o zespole nadpobudliwości, tym rzadziej będziemy stereotypowo i powierzchownie oceniać zachowanie ucznia.

Kolejnym krokiem jest dostosowanie środowiska do potrzeb dziecka. Mam tu na myśli przestrzeń, w której przebywa w szkole. Musi być ona bezpieczna, bo przecież impulsywnie przychodzą do głowy różne szalone pomysły. Musi sprzyjać jak najlepszej koncentracji uwagi. Staramy się eliminować bodźce zakłócające różnego rodzaju w najbliższym otoczeniu. Te wzrokowe – np. kolorowe gazetki, napisy na ławkach, migającą żarówkę, ciekawe sprzęty na biurku nauczyciela, itp. Te słuchowe – skrzypiące krzesło, nasze stukające buty, pstrykający długopis, itp. Przestrzeń musi też dać możliwość poruszania się i aktywności w takim zakresie, jaki nie będzie przeszkadzał reszcie klasy. Bacznie obserwujemy naszego ucznia, sprawdzamy co jeszcze przeszkadza jego uwadze i kiedy np. wzrasta nadaktywność ruchowa. Nie znajdziemy gotowej instrukcji i rozwiązań, które na 100% pomogą nam w pracy. Gdy posiądziemy wiedzę i będziemy coraz lepiej poznawać dziecko, rozmawiać z nim, to dokonamy właściwych wyborów i nasze metody okażą się skuteczne.

Trzeci krok to stworzenie przejrzystej struktury w klasie i w szkole . Nie możemy go pominąć bo stanowi fundamenty współpracy z uczniem i systematycznego wpływania na zmianę jego zachowania. Struktura to jasne i konkretne zasady zachowania powiązane z konsekwencjami ich przestrzegania oraz konsekwencjami ich łamania. W tym momencie usłyszałabym pewnie głos niejednego nauczyciela: „Przecież ja mam w klasie kontrakt spisany z dziećmi na początku roku i to uczeń z ADHD najczęściej go łamie”. No cóż, kontrakt z początku roku z podpisami całej klasy nie wystarczy. Zasady są tu bazą wszelkich działań terapeutycznych i dydaktycznych. Musimy te zasady bardzo dokładnie sobie obmyślić, dobrze sformułować, napisać dużymi literami i powiesić w widocznym dla każdego dziecka miejscu w klasie. Nasz regulamin musi być żywy – używamy zasad wielokrotnie w czasie lekcji zamiast długiego zwracania uwagi, czy dodatkowych poleceń. Powtarzane „metodą zdartej płyty” wciąż te same formułki dotyczące właściwego zachowania same wejdą do głowy. Po niedługim czasie przekonamy się, że dzieci będą zwracać sobie nawzajem uwagę używając naszych zasad. Pamiętajmy, że zasady powinny być podpowiedzią jak trzeba się zachowywać, a nie zakazem. Zamiast „Nie biegaj” powiemy „W klasie chodzimy”. Za zasadami muszą pójść też konsekwencje te naturalnie wynikające ze złamania reguły. Na przykład, gdy ktoś wykrzykuje odpowiedź bez zgłoszenia się, to nie bierzemy jej pod uwagę nawet jeśli jest prawidłowa, tylko pytamy innego ucznia. Jak widać w załączonym do tekstu przykładowym spisie zasad jest to narzędzie przydatne nauczycielowi do pracy z całą klasą, a dla dziecka z ADHD jest nieodzowne . Struktura niweluje chaos, daje przewidywalność sytuacji, buduje poczucie bezpieczeństwa. Nauczycielowi pozwala na szybkie i skuteczne działanie.

Kolejne etapy pracy będą miały już bardziej wymiar osobistego treningu umiejętności wywierania wpływu na innych. Potrzebne jest bowiem skuteczne wydawanie poleceń. Mówienie krótkich, syntetycznych komunikatów, najlepiej za pomocą równoważników zdań oraz egzekwowanie ich wykonania do końca. Aby mieć gwarancję, że nasze polecenie dotrze do uszu i serca adresata musimy mówić do niego z bliskiej odległości, najlepiej nawiązując jeszcze kontakt wzrokowy. Ćwiczymy się też w częstym i konstruktywnym chwaleniu uczniów. Wiem, że ten element pracy wiele osób potraktuje jako banał, jednak uważam, że umiejętność doceniania i nagradzania swoją uwagą dzieci jest sztuką. Osoba z ADHD wciąż słyszy od otoczenia najróżniejsze negatywne uwagi na swój temat, bo objawy nadpobudliwości przeszkadzają innym. Za pomocą pochwały opisującej, np. moment skupienia uwagi, powstrzymania jakiejś impulsywnej reakcji, zapanowania nad emocjami możemy te właśnie zachowania wzmocnić, czyli zachęcić młodego człowieka do kolejnych takich momentów, a chodzi nam przecież o to, aby było ich coraz więcej.

oprac. Izabela Banaszczyk

Dla tych, którzy chcą wiedzieć więcej serdecznie polecam:

  • L.J. Pfiffner, Wszystko o ADHD. Komleksowy, praktyczny przewodnik dla nauczycieli, Poznań 2004
  • A. Kołakowski, Sposób na trudne dziecko.Przyjazna terapia behawioralna, Sopot 2013
  • S.S.Strichart, C.T. Mangrum II, Dziecko z ADHD w klasie. Planowanie pracy dzieci z zaburzeniami koncentracji uwagi, Gdańsk 2009
  • Mini poradnik dla rodzica i nauczyciela ze strony internetowej Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom z Nadpobudliwością Psychoruchową i Ich Rodzinom POMOST, http://www.pomost.pomorskie.pl

 

 

 

Świętujemy urodziny w klasie

Różnie możemy rozumieć pojęcie „indywidualnego podejścia” do każdego ucznia.  Jako wychowawcy możemy wykorzystać wiele momentów w ciągu roku szkolnego, aby lepiej poznać każde dziecko, czasem będą to wyszukane sposoby, a czasem bardzo proste rozwiązania. Jednym z tych, wydawałoby się banalnych pomysłów, jest obchodzenie urodzin w klasie.  Urodziny z perspektywy dziecka to ważne święto – indywidualne, jedyne w swoim rodzaju i osobiste. Pozwala jubilatowi poczuć, że ma w roku swój własny, wyjątkowy dzień, w którym to on jest najważniejszy i to na nim skupia się uwaga.

To nasza propozycja świętowania, która nie pozwoli Wam zapomnieć o żadnym dziecku.

  1. Przygotowujemy plakat na bardzo dużym arkuszu papieru ( polecamy blok flipchart) Rysujemy torty, dla każdego inny i jedyny w swoim rodzaju :

46510641_1069122213257622_7233795717645467648_n

2. Wycinamy kolorowe karteczki, piszemy na nich imiona i daty urodzin naszych    uczniów:

46513078_334792243973146_631649359775137792_n        3.  Zabieramy ze sobą do szkoły również kartkę do kserowania, na której są różnego rodzaju świeczki – do wycięcia:

świeczki   karta do pobrania: świeczki pdf

Jeżeli nie czujecie się pewni w rysowaniu tortów, to w naszym dawnym wpisie przygotowałyśmy kartę z tortami. Wydrukujcie sobie. Te, które się Wam podobają, powiększcie odpowiednio do swoich potrzeb.

Tu znajdziecie tę kartę:  https://kreatywnapedagogika.wordpress.com/2017/11/13/swietujemy-200000-odwiedzin/

4. W klasie prosimy uczniów, aby wybrali dla siebie tort i przykleili na nim swoje imię i datę. Taki plakat – kalendarz wieszamy w specjalnym miejscu:

46508456_264931897480380_6397704162234073088_n          5. Gdy nadchodzi dzień urodzin naszego ucznia, jego zadaniem jest dowolne pokolorowanie i ozdobienie własnego tortu oraz przyklejenie odpowiedniej liczby świeczek. Pamiętajmy o tym, że w przypadku, gdy dziecko ma urodziny w ferie lub w wakacje, to koloruje swój tort przed tym okresem lub zaraz po.

20181126_153734

Takie proste, nie wymagające wielkiego wysiłku i nakładów finansowych rozwiązanie, a pozwala każdemu poczuć się wyjątkowo. Tym sposobem poznajemy się nawzajem i integrujemy, a to przecież najważniejsze zadanie wychowawcze 🙂

O innym sposobie na klasowe urodziny przeczytacie też tutaj:

https://fraubuda.wordpress.com/2016/09/15/dzis-sa-twoje-urodziny/

oprac. Iza Banaszczyk i Magdalena Buda