Dmuchane koło ratunkowe dla szkoły

Covid 19 nie odpuszcza. Zdominował myślenie o każdej sferze naszego życia. Zorganizował nam wakacje inne niż zwykle, dba o to, abyśmy zakupy robili z rozwagą, ograniczył nasze funkcjonowanie społeczne, a teraz wpłynie na organizację edukacji. Co zrobić ,żeby nie zniszczył ducha zmian w naszych szkołach? Jak zadbać o potrzeby rozwojowe uczniów w płaszczu wszelkich obostrzeń?

Zebrałyśmy kilka pomysłów wypracowanych w gdańskich szkołach, a tym artykułem chcemy otworzyć forum wymiany dobrych praktyk – dobrych dla całej społeczności.

  1. Po pierwsze wietrzyć i nade wszystko wietrzyć.

W tym roku szkolnym wpuścimy o wiele więcej świeżego powietrza do budynków, otworzymy nigdy nie otwierane boczne drzwi, żeby nie robić niepotrzebnego tłoku, tylko umożliwić sprawną komunikację. Dzieci będą spędzały przerwy na dziedzińcu i boisku. Ten przeciąg potrwa pewnie do pierwszych totalnie deszczowych i błotnych dni.

2. Kiedyś „Szkoła na mieście” , dziś szkoła na łące

To projekt realizowany w jednej z gdańskich szkół. Pochodzi z czasów sprzed pandemii, ale może teraz sytuacja sprawi, że więcej placówek wdroży tę ideę.

Raz w miesiącu Zespół Szkół nr 8 zupełnie pustoszeje: wszyscy uczniowie i nauczyciele wychodzą poza mury szkolne,aby uczyć się na mieście. Podstawa programowa, realizowana jest tego dnia w różnych miejskich przestrzeniach – w parku, na plaży, w lesie, w muzeach, w centrach biznesowych, na uczelniach, w ośrodkach kultury – wszędzie tam, gdzie uczniowie mogą bezpośrednio doświadczyć i lepiej zapamiętać istotne treści z danego obszaru.  Szkoła na mieście odbywa się cyklicznie, a nauczyciele w 2-3 osobowych międzyprzedmiotowych zespołach tworzą wspólnie całodzienne projekty.

Dziś szkoła pewnie symbolicznie przeniesie się „na miasto”, a bardziej wykorzysta otwarte, wolne przestrzenie – łąki, parki, lasy, plaże. Może nauczyciele tak zorganizują swoje lekcje, że nie tylko raz miesiącu, ale wtedy gdy będzie to miało odzwierciedlenie w realizowanych treściach, zdecydują się na aktywne lekcje w plenerze.

3. Jak najmniej wędrowania po szkole

Plany lekcji pewnie już dopięte na ostatnią pinezkę. Jednak zawsze można coś zmienić, jeśli zmiana miałaby przynieść pożytek. Wszelkie wskazania i rekomendacje zakładają, że najlepszym rozwiązaniem dla szkół, jest przebywanie dzieci i dorosłych w niemieszających się ze sobą grupach. O ile w klasach I-III i edukacji przedszkolnej jest to w większości sytuacji możliwe, to w nauczaniu przedmiotowym staje się nierealne. Nawet jeśli dysponujemy taką przestrzenią w szkole, że klasa może przebywać w jednej sali, to i tak nauczyciele będą wędrować po całej szkole. Co możemy zatem zrobić? Żeby ograniczyć liczbę odwiedzanych danego dnia klas, możemy uczyć przedmiotów w systemie blokowym, czyli pogrupować lekcje po dwie, a w starszych klasach nawet trzy.

4. Dotykaj tylko to, co twoje

To będzie zapewne nadrzędna zasada w wielu klasach. O tyle słuszna w dobie pandemii, co mało możliwa do wyegzekwowania wśród młodszych dzieci. Jeśli zechcemy podejść dosłownie i restrykcyjnie do jej przestrzegania, to stworzymy bardzo stresującą atmosferę, wbrew potrzebom wspólnej zabawy i dziecięcej spontaniczności. Możemy uczyć dzieci korzystania tylko z własnych przyborów, ale co z czasem przeznaczonym na zabawę?

Pluszaki, przytulanki i wszelkie przedmioty wykonane z tkaniny zniknęły z placówek oświatowych już na wiosnę. Co zostało? Na przykład plastikowe klocki, które można łatwo zdezynfekować po zabawie albo jeszcze lepiej umyć w misce z wodą i mydłem, a potem zostawić do wyschnięcia na plażowym ręczniku. Zróbmy zatem akcję przynoszenia do szkoły ręczników i misek, a z mycia klocków urządźmy zabawę. Nie zabierajmy dzieciom wszystkich możliwości bawienia się przedmiotami.

5. Plastik wraca do szkół

Wszystkie eko akcje, w które chętnie się włączamy, eliminują plastik z naszego codziennego życia. Jednak dziś sytuacja zmusza nas do innego podejścia w tej kwestii. Ponownie laminarki rozpoczęły intensywną pracę. Co zrobić jeśli chcemy papierową pomoc dydaktyczną wykorzystać w pracy z całą klasą? Jeśli szczelnie otoczymy ją plastikiem, to możemy szybko ją wielokrotnie używać, bo dezynfekcja jest w tym przypadku skuteczna. Gdy jednak plastikowi mówimy stanowcze nie, to pozostają nam papierowe pomoce powielane w dziesiątkach egzemplarzy, żeby starczyło dla każdego, albo tekturowe plansze i inne gadżety, udające się po każdej lekcji na 3 dniową kwarantannę.

6. Dmuchane koło ratunkowe

W salach nie ma już dywanów, które pozwalały dosłownie na rozprostowanie nóg i zajęcie wygodnej pozycji podczas jakże integrujących zadań w kręgu. Czy przez całe 45 minut pozostaniemy zatem na swoich miejscach, siedząc na twardych krzesłach i doskonaląc jedynie słuszną wyprostowaną postawę? Tak bardzo chcieliśmy „odkrzesłowić” nasze szkoły, a tu w czasie pandemii wraca stare… Hmm…, gdyby tak przynieść do klasy dmuchany sprzęt pływający – materace, koła, flamingi i jednorożce? Byłoby jeszcze trochę wakacyjnie, na pewno wygodnie na podłodze i praktycznie w momencie dezynfekcji.

Czy te pomysły mają sens? Czy się sprawdzą? Jak przyjmą je uczniowie? To wszystko się okaże. Możemy próbować rozsądnie i nadal kreatywnie oswajać tę trudną rzeczywistość mając w głowie przekonanie, że wszelkie starania to jak dmuchane koło ratunkowe – może pomóc, ale nikt nie daje gwarancji na powodzenie akcji.

oprac. I. Banaszczyk, A. Tomasik i M. Buda

Pierwsze spotkanie z rodzicami (ZAMIAST WYWIADÓWKI)

Przedstawiamy pomysł na spotkanie z rodzicami, to pierwsze, najważniejsze w nowym roku. Na pewno nasz koncept nie jest uniwersalny, bo przede wszystkim w relacjach z rodzicami powinniśmy pozostać sobą i wykorzystać takie pomysły i metody jakie są bliskie naszej codziennej pracy, zgodne z naszą osobowością, ważnymi dla nas wartościami. Wszystko wedle zasady „nic na siłę”. Spotkanie z rodzicami to nie lekcja i nie przedstawienie, więc nie możemy tu napisać, że proponujemy taki lub inny scenariusz. Zaprezentujemy za to zbiór pomysłów i ważnych aspektów takiego spotkania ułożony w logiczną całość.

PRZYGOTOWANIE:

Oprócz przemyślenia całego spotkania, napisania na kartce najważniejszych punktów, o których nie można zapomnieć, niech najistotniejszym aspektem przygotowań będzie zadbanie o przestrzeń, czyli miejsce, w którym będzie przyjemnie rozmawiać. Najczęściej miejscem tym jest sala lekcyjna. Przyjdźmy wcześniej i zadajmy sobie trud ułożenia ławek w taki sposób, aby wszyscy mieli możliwość spojrzenia sobie nawzajem w oczy, a nie oglądania pleców osób siedzących z przodu. Może to być jeden stół, albo podkowa. Jeśli chcemy budować z rodzicami relacje oparte na dialogu, wzajemnym zrozumieniu i poznaniu, to są to warunki podstawowe dla zintegrowania ludzi jako grupy. Drugi argument, który przemawia za zmianą ułożenia ławek i odejściem od tradycyjnych rzędów to wspomnienia rodziców z ich szkolnych lat, często podszyte dawnym lękiem i niechęcią. Nie wkładajmy dorosłych ludzi ponownie w szkolną formę i pruski dryl. Niech nasze podejście i nasza klasowa przestrzeń będzie już inna, bardziej demokratyczna, otwarta i zachęcająca do budowania społeczności. To tylko ławki, a jednak mogą tyle znaczyć. Hmmmm …. a jeśli pracujemy z klasą przy jednym stole, albo w „podkowie” to w ogóle nie ma o czym mówić i nad czym się trudzić, bo sala jest już przygotowana.

  1. Oto JA wychowawca

Przedstawienie założeń swojej pracy wychowawczej i ważnych informacji formalnych ale w nieformalny sposób. Może w teatrzyku Kamishibai? Kilka prostych rysunków – symboli ( inspirację możecie zaczerpnąć z naszych lekcji myślenia wizualnego – zakładka: myślenie wizualne) i do tego krótka opowieść.

Gwarantujemy, że tak wyposażony wychowawca przyciągnie uwagę słuchaczy i mile ich zaskoczy. A jeśli nie macie teatrzyku to można rysunki sporządzić na planszach w formacie A 3, zrobić prezentację w programie Power Point albo bardzo spektakularnej aplikacji biteable.com .

2. Moje dziecko

Teraz czas na to, aby odezwali się rodzice. Czy zechcą się przedstawić, opowiedzieć coś o sobie? Niekoniecznie taka propozycja spotka się z pozytywnym przyjęciem przez wszystkich. Jest to uwarunkowane kulturowo, zwyczajowo, ale też niektórzy mogą po prostu nie chcieć mówić o swojej pracy, czy podawać jakiekolwiek dane, a sytuacja ekspozycji społecznej może być dla nich tak nieprzyjemna, że od razu popsuje się atmosfera tego spotkania.

Może niech pretekstem do zabrania głosu na forum będzie dziecko, bo ono jest powodem przyjścia na to spotkanie i podmiotem każdego kolejnego w tym roku szkolnym.

Proponujemy zatem rodzicom takie krótkie i bezpieczne zadanie. Spośród rozrzuconych na jednym stole kart każdy rodzic wybiera jeden symbol , który kojarzy mu się z jego dzieckiem, niech skojarzenie będzie pozytywne.

Następnie rodzic mówi imię swojego dziecka i cechy, które kryją się za wybranym symbolem. Tak dowiemy się, ze Franek ma fotograficzną pamięć, a Zosia uwielbia gorącą czekoladę.

Opowiadając o dzieciach przełamiemy pierwsze lody, zapamiętamy kilka imion i cech oraz damy dobry pretekst do dalszych rozmów i wzajemnego poznania się.

Karty z symbolami można pobrać tutaj: https://kreatywnapedagogika.wordpress.com/2016/11/01/karty-z-symbolami/

3. Zasady nie tylko klasowe

Warto też na pierwszym spotkaniu ustalić zasady. Z dziećmi ustalamy je zawsze na początku roku, ale nie robimy tego z rodzicami. A może warto by było zacząć również od tego. Dobry wychowawca, to nie ten, który jest dostępny dla rodziców 24h na dobę i to 7 dni w tygodniu, oczywiście kosztem swojej rodziny i czasu dla siebie. Dobry wychowawca to ten, który tworzy przestrzeń do wspólnego poszanowania. Warto z rodzicami na ten temat porozmawiać. Czego oni oczekują, jakie są ich potrzeby. Odnieść to do swoich oczekiwań i potrzeb. Najprościej zapisać te pomysły i postulaty anonimowo na przyklejanych kartkach i zamocować na tablicy oraz wspólnie omówcie. Na tej podstawie szybko można ustalić zasady. Dzięki temu pojawią się jasne i niezbędne w takich grupowych relacjach granice. Będzie wiadomo jak zareagować w sytuacjach kryzysowych, kiedy, jak i z kim skontaktować się. Z perspektywy czasu i obserwacji zauważam, że wiele frustracji w kontaktach na lini rodzic – wychowawca i odwrotnie wynika z braku ustalonych zasad. Rodzice kierują się swoim szkolnym doświadczeniem, lub doświadczeniem z innych szkół, a wychowawca oczekuje, że oni będą wiedzieć, jakie zasady są w szkole.

Warto na tym spotkaniu pokazać rodzicom jakie zasady zostały wypracowane z uczniami w klasie, może niektóre z nich będą na tyle uniwersalne, że znajdą się w obu zestawach.

I jeszcze, potraktujmy zasady jak drogowskaz i umowę społeczną, a nie niezmienny kodeks jedynie słusznych praw.

O zasadach pisałyśmy też tutaj:

https://kreatywnapedagogika.wordpress.com/2019/08/25/zasady-dobre-z-zasady/

https://kreatywnapedagogika.wordpress.com/2016/09/01/zasady-zasadami-a-w-naszej-klasie-liczy-sie/

https://kreatywnapedagogika.wordpress.com/2017/08/31/zasady-na-dobry-poczatek-po-raz-drugi/

oprac. Iza Banaszczyk i Magdalena Buda

Spotkanie z rodzicami zamiast wywiadówki

Współodpowiedzialność, zamiast przerzucania odpowiedzialności, w szkolnych relacjach to wyzwanie o tyle karkołomne, co wydawać by się mogło, często niemożliwe. A co, jeśli chcemy być edukacyjnymi innowatorami, trochę szaleńcami i porwiemy się z tą przysłowiową motyką na słońce, aby w naszej klasie budować społeczność przyjazną efektywnemu uczeniu się? Założymy sobie jako cel pracę nad samoświadomością naszych uczniów i uczenie ich koncentracji oraz lepszego wykorzystywania zasobów poznawczych?

Będziemy potrzebowali wtedy, w tym całym procesie sprzymierzeńców w postaci rodziców. Współpraca z nimi może w naszej klasie nie należeć do łatwych. Dlatego pomysł ten, o charakterze włączającym, nie jest możliwy do wykorzystania w każdej grupie i w dowolnym momencie. Dopiero, gdy zbudujemy z rodzicami naszych uczniów relacje, zintegrujemy ich i będziemy pracować na partnerskich zasadach, to takie innowacyjne podejście zaczyna mieć sens.

Zachęcamy do przeprowadzenia aktywnego spotkania z rodzicami zamiast „klasycznej wywiadówki”, która tradycyjnie już polega na przekazaniu informacji, zebraniu pieniędzy, omówieniu problemów w klasie. Uważamy, że warto do takiego spotkania podejść całkiem inaczej, szczególnie dziś, gdy nowe technologie pozwalają nam na szybkie przekazywanie informacji, mamy tu na myśli dziennik elektroniczny, maile i wszelkiego rodzaju grupy w mediach społecznościowych zakładane przez rodziców. Tą drogą najczęściej komunikujemy się z rodzicami, dlatego spotkania w szkole powinny mieć zgoła innych charakter i cel. Niech to będzie czas prawdziwie poświęcony dziecku i jego sprawom. Wprowadzając inny niż tradycyjnie sposób prowadzenia takiego zebrania możemy początkowo spotkać się z zaskoczeniem, a może i niechęcią ze strony rodziców przyzwyczajonych do innego schematu, dlatego warto w ten sposób zacząć już we wrześniu, od pierwszego spotkania. Pamiętajmy, że to my jako wychowawcy jesteśmy gospodarzami i wprowadzamy pewne zasady i zwyczaje oraz wspólnie ustalamy warunki współpracy. Proponujemy na początek zacząć od ustawienia ławek w jeden duży stół ( albo ewentualnie podkowę, zależnie od przestrzeni jaką dysponujemy).

Uwierzcie na słowo, że ten zabieg wielokrotnie pomógł nam w pracy z grupą, w której były konflikty, nieporozumienia, panowała nieprzyjazna atmosfera. Działa to tak, że gdy ludzie mają szansę patrzeć na siebie nawzajem, widzieć reakcje emocjonalne, nawiązywać kontakt wzrokowy, są bardziej chętni do rozmowy i szukania rozwiązań, niż gdy patrzą sobie na plecy siedząc w ławkach ustawionych w rzędy i czując się ponownie jak uczniowie mający przecież różne wspomnienia ze szkolnych lat.

Gdy rodzice będą zachęcani do dialogu, to będą podejmowali też różne inicjatywy na rzecz klasy. Wspólny stół i rozmowa zamiast przekazywania sprawozdania przez wychowawcę to początek. Sednem tego pomysłu dotyczącego realnego włączania rodziców w naukę ich dzieci są tematy , które warto podjąć podczas takich spotkań przygotowując grunt pod nowoczesne podejście do uczenia się. Nie trzeba w tej kwestii bardzo się przygotowywać i realizować „wywiadówki” jak lekcji. Pomocny będzie krótki – 20 minutowy film,  może on stać się wykładnią działań, które chcemy podjąć w klasie w bieżącym roku szkolnym. Zaproponujmy rodzicom wspólne obejrzenie wystąpienia Radosława Kotarskiego na TEDxKatowice, pt. Dlaczego tak mało pamiętasz ze szkoły?

Autor mówi o doświadczeniach, które mają zapewne obecni na spotkaniu rodzice, przywoła to ich osobiste wspomnienia ze szkolnych lat oraz przemyca wiedzę wynikającą z badań naukowych, o tym jak uczyć się skutecznie. Niech ten film będzie pretekstem do rozmowy, możemy wtedy opowiedzieć o stosowanych przez siebie metodach pracy i zachęcić do tego, aby również w domu pracować w aktywny sposób z dzieckiem. Warto podczas tej rozmowy odwołać się do tych 3 myśli pojawiających się podczas wykładu, można przygotować je jako hasła na dużych kartkach papieru i powiesić na tablicy. „Dlaczego dzieje się tak, że wiedza uchodzi z głowy, jak powietrze z balonika?”, „Szukajmy rozwiązań, nie problemów”, „Jak się nauczyć? – to zadanie ucznia i nikt tego za niego nie dokona”. Rozmowa taka zajmie nam kolejne 20 minut. Gdy przez ostatnie 10 minut przekażemy, a raczej przypomnimy bieżące informacje z dziennika elektronicznego, to czas spotkania zamknie się w 60 minutach. Podczas kolejnych zebrań możemy wykorzystywać następne krótkie filmiki w celu wprowadzenia tematu i budowania wspólnego doświadczenia i wymiany pomysłów.

To materiał poświęcony koncentracji uwagi i warunków w jakich powinna przebiegać skuteczna nauka.

Koniecznie po spotkaniu z rodzicami obejrzyjmy te materiały również wspólnie z uczniami, dyskutując i kierując rozmową tak, aby każdy wyciągnął z niej wnioski dla siebie.

oprac. Iza Banaszczyk i Magdalena Buda

Mój uczeń ma ADHD, a ja mam plan

Co 4 lata we wrześniu rodzę się na nowo. Otrzymuję kolejną, nową klasę i nowe dzieci. Totalnie różne, o innym poziomie wiedzy i umiejętnościach. Wiele charakterów, osobowości, czasami zaburzeń, mniejszych czy większych deficytów. W tym wszystkim ja- nauczyciel, który wszystkie te istoty przyjmuje pod swoje skrzydła akceptując ich indywidualności, buduje nową klasę. I rodzi się na nowo. Nie da się pracować tak samo, tymi samymi materiałami i metodami, mając co 4 lata[1] kompletnie różne osoby.

20180413_094018

Cieszę się ogromnie, że swoją przygodę w roli nauczyciela rozpoczęłam w latach, gdy już tak wiele odkryto i wiele wiemy o tym, jak uczy się mózg, czym jest nadpobudliwość psychoruchowa, jak pracować z uczniami, którzy mają dużą potrzebę ruchu i jak szybko rozpoczyna się proces stygmatyzacji. No właśnie… Niby tak dużo wiemy, a jednak trudno jest stosować posiadaną wiedzę w chwili, gdy w klasie połowa przerywa co chwilę moją wypowiedź tak, że nie da się skończyć zdania, gdy w trakcie zadań Tomek[2] buja się na krześle stukając monotonnie o podłogę, gdy Franek nie przestaje nucić pod nosem, Maciek wstaje i przechadza się po klasie, albo macha rękoma, a Iza… ach, ta Iza!- nigdy nie wie, które zadanie właśnie rozwiązujemy. Znacie to? Ja znam doskonale. I wielu nauczycieli również. Nie musisz mieć w klasie dziecka z ADHD, by przeżyć to, o czym napisałam wyżej. Coraz częściej spotykamy dzieci z cechami nadpobudliwości, dzieci dla których siedzenie na krześle przez 45 min., gdzie tam!, 25 minut jest celem nie do osiągnięcia. Słyszę od koleżanek pracujących dłużej ode mnie, że nigdy wcześniej tylu „trudnych” uczniów w jednej klasie nie miały.

temat ADHD

Tak też było ze mną. Po pierwszym tygodniu wiedziałam, że lekko nie będzie. Po miesiącu było jeszcze gorzej, a po dwóch pomyślałam, że albo wykończę się nerwowo, albo moi uczniowie znienawidzą szkołę… Pomysły na „wiercipięty” powoli się kończyły. Ileż można było czynić z nich pomocników, którzy biegają do woźnej po kredę? Zapasy kredy miałam na lata! Przy wszystkich mych staraniach, aby jak najwięcej lekcji było w ruchu ( da się i powinno to robić nie tylko na w-fie), problem pojawiał się w chwili pracy „stolikowej”. Pojawiał się głównie we mnie (towarzyszyły mi myśli i hasła typu: „Ile można się bujać i stukać?!!”, „Zaraz zwariuję”, „Tomku, siadaj kiedy rozwiązujemy zadanie”, „Ile razy można mu zwracać uwagę?!” itd.), ale także w pozostałych uczniach, których denerwowały te aktywne zachowania. Zdałam sobie w końcu sprawę, że jeśli czegoś nie zmienię, to uwypuklać się będą zachowania odbiegające od normy ( jeśli normą można nazwać siedzenie w ławce bez ruchu dziecka 6-7-8-9-letniego…), a klasa od razu przypnie łatkę dzieciom nadpobudliwym. Najbardziej obawiałam się tego, że ciągłe zwracanie uwagi konkretnym uczniom przeze mnie i przez dzieci sprawi, że przestaną lubić szkołę, zmniejszy się chęć do nauki, spadnie motywacja. Podczas wykonywania zadań- ćwiczeń pojawiały się głosy niezadowolonych uczniów, „Znowu musimy na ciebie czekać”- słychać było hasła w klasie, a ja widziałam jak Maciek coraz bardziej chowa się i opuszcza głowę. Nie chciałam, aby dzieci takie jak Maciek, potrzebujące nieco więcej czasu na wykonanie zadania, lub zwyczajnie krótkiej przerwy, odczuwały, że odstają, że przez nich ktoś musi czekać, że ktoś jest z nich niezadowolony.

Poszukiwałam nowego rozwiązania dla mojej klasy i zaczęłam wprowadzać planowanie pracy. W wieeelkim skrócie polega ono na tym, że uczeń planuje swoją indywidualną, tygodniową pracę i realizuje zaplanowane przez siebie zadania.

27016715_1266496256785676_380511078_o (1)              W piątek, podczas narady klasowej uczniowie prezentują prace nad którymi pracowali cały tydzień. W czasie jednej lekcji uczniowie wykonują różne rodzaje prac. Część robi pracę plastyczną, ktoś pisze swobodny test, część rozwiązuje fiszkę, zadania, karty pracy, a ktoś czyta itd. W danym momencie każdy wykonuje zadanie, które sobie zaplanował, realizując przy tym podstawę programową i program, ale ze względu na to, że jeden siedzi i pisze w ławce, drugi siedzi na dywanie i czyta, ktoś inny wstaje i zbiera materiały do pracy plastycznej, nie „rzuca się w oczy” to, że ktoś ma większą potrzebę ruchu i buja się, gdy czyta, czy wstaje podczas obliczeń matematycznych.

20181210_102541W tej chwili, to jest dla dzieci naturalne, i nie zwracają uwagi na moje „Wiercipięty”. Absolutnie nie chodzi mi o przekraczanie granic, jeśli ktoś jest za głośno, wyraźnie to uczniowie i ja zaznaczamy. To, że rówieśnik powie „ Ciszej, przeszkadzasz mi w liczeniu” działa bardziej, niż moje ciągłe upominanie. Uczniowie w każdej chwili mogą zmienić miejsce pracy. Sprawę dodatkowo ułatwiają słuchawki wyciszające, których mam 4 pary w klasie i każdy może z nich korzystać, w miarę potrzeb. Jeśli ktoś skupia się nad tekstem, a sąsiad pracuje z kolegą nad pracą plastyczną omawiając koncepcję jej powstania, zawsze może założyć słuchawki.

20181210_234310W klasie nie ma absolutnej ciszy, ale nigdy nie ma też hałasu. Ciężko jest to odzwierciedlić zdjęciami, ale musicie mi wierzyć na słowo, choć mi samej trudno było początkowo uwierzyć w powodzenie tej metody. Nie wyobrażałam sobie, że uczniowie mogą pracować w ciszy bez mojej ingerencji, kontroli. Stało się odwrotnie. Pracują z ogromnym zaangażowaniem, każdy w swoim tempie, we współpracy, a ja w końcu mam czas dla tych, którzy potrzebują mojego wsparcia (bez czekania pozostałych i haseł „Znowu czekamy na Izę”, „Czy mogę robić kolejne zadanie?”, „Ona zawsze mi przeszkadza”, „Pierwszy!”->pierwszy skończyłem zadanie 😕) . Dzięki takiej organizacji pracy w klasie mogę dłuższą chwilę poświęcić uczniom, którzy szybko się dekoncentrują, kontrolować przerwy dzieci z większą potrzebą ruchu, a ruch ten nie przeszkadza pozostałym. Finalnie każdy uczeń zrealizował tą samą partię materiału, decydując o czasie w którym go wykona i sposobie działania.

20181213_114420Do zastosowania takiego rozwiązania zachęciły mnie relacje nauczycieli- poprzedników (technikę planowania pracy stosował Celestyn Freinet w latach 30-stych). Polecam zatem i ja!

Ostatnio oglądaliśmy w klasie animację o jeżu, który kłuł swoimi kolcami przyjaciół, działo się to przecież niezależnie od jego woli- taki się urodził.

W pewnym momencie wstał Maciek i krzyknął „To ja jestem tym jeżem! Ja bardzo chcę być inny, ale nie potrafię”. Dodał, że gdy siedzimy w kręgu stara się nikogo nie dotknąć, ale jego ręce go nie słuchają. Ta sytuacja uświadomiła mi po raz kolejny, że nieustannie muszę o tym pamiętać. Moi uczniowie wstają, czasami przerywają nie dlatego, że lekcja jest nieciekawa, albo dlatego, że są ignorantami, że robią mi na złość. Zachowują się tak, a nie inaczej, niezależnie od swojej woli. Kto z nich nie chciałby być „grzecznym i spokojnym uczniem?”

Tak, są inni. Są wyjątkowi. I nie ukrywam, że praca z nimi nie jest łatwa. Wymaga ode mnie ciągłej pracy nad sobą, nad akceptacją i wsparciem przy jednoczesnym egzekwowaniu zasad oraz stawianiu granic.

Rodzice oddają nam swoje pociechy w opiekę licząc, że ich dziecko będzie czuło się w klasie dobrze. Uczniowie przekraczając pierwszy raz próg szkoły wierzą, że czeka ich wielka przygoda. Nie zawiedźmy ich: rodziców, uczniów i siebie. Niech ta przygoda nie stanie się wyboistym traktem, przez który chce się jak najszybciej przejechać, niech droga stanie się wspaniałym odkrywaniem świata.

Martyna Tarnowska

 

[1] W szkole, w której pracuję nauczyciel prowadzi klasę od zerówki do klasy 3.

[2] Imiona uczniów zostały zmienione.

O ADHD pisałyśmy jeszcze tutaj: https://kreatywnapedagogika.wordpress.com/2018/11/30/w-mojej-klasie-jest-uczen-z-adhd-i/

 

 

Technika MOODBOARD w edukacji

MOODBOARD to w dosłownym tłumaczeniu tablica nastroju, jednak w Polsce używa się raczej nazwy tablica inspiracji, bo szerzej oddaje znaczenie i sens stosowania tej techniki. Tablice takie używane są przede wszystkim przez  architektów, projektantów wnętrz, projektantów stron internetowych, speców od reklamy.

Co to właściwie jest MOODBOARD?

To po prostu kolaż stworzony ze zdjęć, wycinków z gazet, słów, kolorów oddający nasze wyobrażenie o tworzonym właśnie projekcie. Nie jest to gotowy rysunek techniczny, czy wizualizacja wykonana w programie graficznym. Tu ważne są skojarzenia autora z danym tematem i to te wizualne jak i dotykowe, węchowe, słuchowe, czyli płynące ze wszystkich zmysłów ale także słowa, hasła, metafory. Tablica inspiracji ma za zadanie przekazać innym osobom dosłownie to co „siedzi w głowie” autora. Zamiast snuć opowieść i opierać się jedynie na przekazie werbalnym możemy posłużyć się konkretnym materiałem aby oddać swoje myśli, odczucia, nastroje i wyobrażenia. Projektanci używają ich aby lepiej komunikować się z osobą zamawiającą projekt. Przygotowują różnorodne materiały, a klient wybiera spośród nich to co lubi, to co mu się podoba, z czym dobrze się czuje i tworzy kolaż – bazę pomysłów i inspiracji. Może to zrobić na papierze, czyli manualnie, ale też wirtualnie bo dostępnych jest wiele programów do tworzenia takich tablic, na przykład https://olioboard.com/flash/editor

Posługując się jednym z nich wykonałam MOODBOARD, który pokazuje jak wyglądałaby moja wymarzona sala przeznaczona do prowadzenia różnego rodzaju warsztatów:

warsztatownia

Jak technikę MOODBOARD możemy wykorzystać w edukacji?

  1. Najprostszym pomysłem jest pokazanie uczniom gotowego programu i zabawa w projektanta wnętrz. Mogą przecież stworzyć swój wymarzony pokój, projekt szkolnej stołówki, sali lekcyjnej, łazienki, itd. Zbierając prace całej klasy dowiemy się czego potrzebują uczniowie w przestrzeni szkolnej, jakie są ich upodobania, preferencje. Dla dyrektora szkoły byłby to konkretne informacje przed planowanym remontem. Warto taki pomysł wdrożyć w życie, aby szkoła była przyjazna właśnie dla uczniów i „skrojona na ich miarę”.
  2. Pomysł , który od dawna krąży wśród naszych kreatywnych nauczycieli i wykorzystywany jest na lekcjach z poszczególnych przedmiotów to stosowanie techniki MOODBOARD do pracy w grupach nad konkretnym zagadnieniem. W ten sposób można przeprowadzić np. sprawdzian ze znajomości lektury. Na zdjęciach przykładowe prace z „Ani z Zielonego Wzgórza”:

Ania z Zielonego Wzgórza

Ania 2

Jest to sprawdzian inny niż wszystkie bo polega na współpracy i wymianie informacji. Nie jest zwykłym odpytywaniem i szukaniem ewentualnych braków w wiedzy, czy luk pamięciowych u ucznia. Prawda jest taka, że jeśli ktoś czegoś nie doczytał, nie utrwalił, nie zapamiętał, w ciągu tych dwóch godzin pracy ma na to szansę, ucząc się od swoich rówieśników, dyskutując z nimi i wspólnie planując plakat. Dlatego najlepiej sprawdzają się 3 – osobowe zespoły, w niektórych klasach warto również przydzielić role i zadania poszczególnym członkom grupy.

Potrzebne będą duże arkusze papieru, najlepiej z bloku flip chart, wcześniej przygotowane wycinki z gazet, oczywiście nożyczki, klej, pastele i mazaki.

Każda grupa za pomocą techniki MOODBOARD przedstawia treść lektury wybierając najważniejsze wątki, fakty, przesłanie, cytaty, motywy, itd. Pracują wspólnie w czasie pierwszej godziny.

Na drugiej lekcji grupa przedstawia swoją pracę, a każdy z uczniów zabiera głos. Nauczyciel i reszta klasy zadaje pytania.

3.  Za pomocą tej techniki można również podsumować szereg lekcji  przeprowadzonych na temat danej książki. Poniżej przykład prac klasy II gimnazjum  – „Czarnoksiężnik z Archipelagu” Ursuli K. Le Guin

Czarniksiężnik z Archipelagu

czaroksiężnik 2

4. Na lekcji etyki, na godzinie wychowawczej można za pomocą tablic MOODBOARD porozmawiać o wartościach. Tu lepiej sprawdzą się prace indywidualne.

20170313_152253

20170313_152310

20170313_150913

20170313_150901

oprac. Iza Banaszczyk