Psychologia na wychowawczej. Ja

Wielokrotnie na naszym blogu pojawiały się pomysły na godziny wychowawcze. W tym roku szkolnym chcemy, żeby tworzyły one cykl pod hasłem: PSYCHOLOGIA NA WYCHOWAWCZEJ. Lekcje te będzie można realizować w szkołach średnich i ostatnich klasach szkoły podstawowej. Pojęcia z dziedziny psychologi przerobimy w formie ćwiczeń, zadań i eksperymentów, znajdzie się też czas na dyskusję.
Zawsze trzeba od czegoś zacząć, w tym wypadku najlepiej zacząć od samego siebie, dlatego pierwszy temat to JA.

1. Konstrukcja i dekonstrukcja – bądź jak Picasso. Rozdajemy uczniom zwykłe białe kartki i czarne mazaki. Każdy rysuje swój portret. Zachęćmy uczniów do tego, aby rozplanowali rysunek twarzy na całą kartkę i uwzględnili szczegóły, które ich charakteryzują. Jednak nie o wierne odtworzenie tutaj chodzi, tylko o szkic, prosty schemat.

Następnie rozdajemy uczniom nożyczki i prosimy o wycięcie samej twarzy i przecięcie rysunku na 5 części, czyli dokonują dekonstrukcji. W tym momencie uczniowie dostają też kolejne kartki, tym razem kolorowe oraz kleje. Z fragmentów budują twarz od nowa, tworzą kompozycję nowej całości, przez chwilę mogą poczuć się jak Pablo Picasso 🙂

Gotową pracę każdy uczeń umieszcza w zaaranżowanej specjalnie na tę chwilę klasowej galerii, czyli za pomocą masy mocującej przyczepia portret do ściany.

2. Komentarz. Jak widać na załączonym zdjęciu, wspólnymi siłami powstaje ciekawa w formie kompozycja. Jednak nie tylko o doznanie estetyczne, w tym zadaniu chodzi. Możemy wpleść wątek Picassa i przemycić przy okazji małą pigułkę wiedzy o sztuce. Pokazując, że każdy z nich stworzył jedno dzieło, a następnie przerobił je na kolejne. Możemy zapytać, która wersja autoportretu, każdemu z nich bardziej przypadła do gustu. Na pewno w klasie na początku pojawią się komentarze i westchnienia takie jak: ” ja nie umiem rysować”. Dlatego właśnie ostateczne dzieła tak bardzo zmieniają formę, że początkowe niechęci i autokrytyka ginie w ostatecznej wersji dzieła. Każdy zdekonstruowany portret staje się ciekawy i przyciąga uwagę.

3. Wprowadzamy pojęcie JA

Zastanawiamy się wspólnie w jakim momencie rozwoju człowiek zyskuje samoświadomość? Następnie obejrzymy wspólnie jeden z filmików. Niech uczniowie spróbują określić orientacyjnie wiek tych dzieci i opowiedzieć jakie zjawisko można tu zaobserwować.

Teraz potrzebny będzie już nasz komentarz: Co robi ten mały, kilkumiesięczny ( pierwszy filmik), kilkunastomiesięczny człowiek? Szuka drugiego małego człowieka. Szuka go za lustrem. Już lada moment, może za tydzień, może za dwa miesiące odkryje, że ten człowiek w lustrze to on sam. Zrodzi się wtedy samoświadomość, „do głosu” zacznie dochodzić pojęcie Ja. To kamień milowy w procesie kształtowania się tożsamości i osobowości. Kiedy dokładnie to się dzieje? Między 18 a 24 miesiącem życia, czasem trochę wcześniej. Dlaczego to takie ważne? Do tego momentu psychika dziecka jest silnie złączona, wręcz zespolona z psychiką  jego najważniejszego opiekuna ( najczęściej rodzica, bo bywają też różne sytuacje losowe). W wieku około 2 lat dziecko odkrywa, że jest odrębnym bytem. Z tego właśnie powodu teraz, a nie wcześniej mamy do czynienia ze słynnym buntem dwulatka. Do manifestowania sprzeciwu potrzebna jest wola. Wcześniej dziecko też sprawdza jak działa słowo nie. Jednak buntując się jest już zdecydowanie bardziej uparte w trwaniu przy swojej woli w kontrze do woli drugiego człowieka


4. Z czego składa się JA?

burza mózgów – zapisujemy wszystkie pomysły, które pojawią się na forum

(powinny się tu znaleźć cechy wyglądu, cechy charakteru, umiejętności, cechy intelektu, aspiracje, marzenia, imię, dane biograficzne, wspomnienia)

5. JA i moje imię

Na obraz JA składa się nasze własne imię, które nas określa i buduje tożsamość. Wyobraźmy sobie, że ktoś daje nam 10 tysięcy złotych możemy za nie kupić wszystko, co chcemy pod warunkiem, że nazwy tych rzeczy będą się zaczynały na pierwszą literę naszego imienia. Możemy kupić jedną rzecz, jeśli jej wartość mieści się w tej kwocie, albo wiele drobnych rzeczy. Każdy uczeń zapisuje na kartce wszystkie swoje zakupy. Następnie uczniowie czytają na głos swoje notatki, a my pytamy w trakcie czy są zadowoleni ze swoich zakupów?

Komentarz: Imię nadali nam rodzice, jest ono tak silnie związane z naszym jestestwem, że reagujemy zawsze gdy ktoś je wypowie, nawet w tłumie ludzi zawsze usłyszymy swoje własne imię – nazywa się to w psychologii efektem cocktail party.

Zdarza się też tak, że nasze imię nam się nie podoba i używamy wtedy zdrobnień, drugiego imienia, ksywki.

6. JA. Jaki jestem? Jaka jestem?

Komentarz: Na to, co sądzimy o sobie samych mają wpływ nasze doświadczenia, ale też opinie i komentarze innych osób wśród których przebywamy (rodzina, przyjaciele, znajomi, szkoła). W wieku nastu lat pojecie JA bardzo intensywnie się rozwija i bywa najbardziej zmienne i niestabilne – to naturalny proces.

Wypisujemy na tablicy, lub wyświetlamy za pomocą projektora listę różnych cech charakteru i intelektu

Zachęćmy uczniów do indywidualnego wykonania ćwiczenia i zastanowienia się nad samym sobą. Każdy wypełnia kartę wypisując pozytywne cechy swego charakteru i intelektu. Podkreślmy w instrukcji, żeby uczniowie skupili się na pozytywnych cechach.

Karty są osobistą refleksją, ale możemy omówić ćwiczenie na forum zadając ogólne pytania. Czy dowiedzieliście się czegoś na swój temat z tego ćwiczenia? Czy trudno było wybrać cechy opisujące samego siebie? Czy jesteście bardzo krytyczni w ocenie samego siebie? Czy ważniejsza jest dla was własna opinia o samym sobie, czy może opinia innych osób staje się najważniejsza?

6. Podsumowanie

Spójrzmy jeszcze raz na klasową galerię zdekonstruowanych portretów i pomyślmy o tym jaki wpływ mamy na cechy naszego charakteru, nasze umiejętności, co możemy zmienić do czego możemy dążyć, które cechy warto rozwijać.

oprac. Iza Banaszczyk i Magdalena Buda

Kamyk do kamyka – sposób na opis postaci

Zawsze, gdy myślę o lekcjach podczas których pracuje się z podręcznikiem, a nie z uczniem 🙂 (celowo użyłam tego sformułowania, bo tak się mówi, a słowa mają znaczenie dosłowne i ukryte) to widzę wszystkie te znajome dzieci mające ADHD, ruchliwych młodych sportowców, wrażliwców i tych, co szybko się dekoncentrują, właśnie wtedy wpadają mi do głowy pomysły na zadania, które mają charakter aktywizujący, a wszystko po to żeby nie wiało nudą.

Dziś będzie to sposób na opis postaci.

Dlatego potrzebne nam będą postacie.

Mogą być wykonane z kamieni ( bardzo polecamy ten pomysł, bo zawsze dodatkowe doznania sensoryczne są atrakcyjne dla dzieci) albo możecie skorzystać z tych gotowych rysunków, wycinając poszczególne części.

Drugi ważny element tej aktywności to przygotowane wcześniej zagadki, czyli bardzo krótkie opisy postaci, ułatwiające znalezienie poszczególnych bohaterów.

Przebieg lekcji:

  1. Dzielimy klasę na 4 lub 8 grup.
  2. Zagadki tniemy na paski tworząc w ten sposób losy
  3. Postacie z kamienia lub papieru „mieszamy „

4. Przedstawiciel grupy losuje zagadkę i szuka opisanej postaci. Musi skompletować wszystkie potrzebne mu kamienie. ( W roli posłańca świetnie sprawdzi się właśnie bardziej ruchliwe dziecko)

5. Kompletną postać przynosi do swojej grupy, która jeszcze na wszelki wypadek sprawdza czy opis jest zgodny z rzeczywistością.

6. Teraz następuje zasadnicza część zadania. Dzieci w grupie tworzą dokładny opis postaci. Skupiają się na cechach wyglądu i wszystkich detalach. Żeby opis był zgodny „ze sztuką” grupa otrzymuje tę kartę:

7. Każda grupa prezentuje swoją postać i czyta stworzony przez siebie opis.

Pewnie znajdziecie jeszcze wiele innych kreatywnych zastosowań dla tego pomysłu. Czekamy na Wasze komentarze i nowe inspiracje. Zachęcamy do dzielenia się nimi w komentarzach.

oprac. Iza Banaszczyk i Magdalena Buda

Drogi czytelniku, 

jeśli podobają Ci się nasze pomysły, wykorzystaj je śmiało w pracy z uczniami. Natomiast jeśli chcesz dalej podzielić się tymi materiałami, to wspomnij o naszym blogu i jego autorkach, jako źródle inspiracji. 

Karty obrazkowe

Obraz jest bardzo ważnym sposobem przekazywania informacji. Obraz „mówi” wieloma językami. Nie jest jednoznaczny, pobudza wyobraźnię, uczy interpretacji, jest niezastąpionym narzędziem do nauki. I wszystkie te zalety obrazu chciałybyśmy wykorzystać dzisiaj prezentując Wam karty obrazkowe, które przydadzą się podczas lekcji języka polskiego, obcego i na godzinie wychowawczej.

Karty takie rozwijają  kreatywność, stymulują różne funkcje poznawcze, włączają pozytywne myślenie, mogą służyć jako narzędzie coachingowe.

Pomysł samodzielnego wykonania takich kart zrodził się podczas warsztatów dla nauczycieli prowadzonych przez Martę Jankowską, a że Marcie zawsze przyświeca hasło:

to od razu zabrała się do pracy i tym samym zainspirowała kolejne osoby do działania. Testowałyśmy te karty w różnych grupach w zeszłym roku szkolnym, teraz nadszedł czas, aby podzielić się tym pomysłem.

Zatem zdradzamy Wam dziś przepis na wykonanie kart obrazkowych wraz z uczniami:

Co jest nam potrzebne?

Stare czasopisma, gazetki reklamowe

Kartki z bloku technicznego

Klej i nożyczki

Z różnych gazet wycinamy obrazki i naklejamy na kartki tworząc kolaże. Potem możemy wykorzystać je do rozpoczęcia rozmowy, interpretacji, budowy zdań i skojarzeń jak w przypadku popularnej gry Dixit, czy Karty Milowe. Różnica polega na tym, że ich koszt jest minimalny, a każdy komplet unikatowy. Zresztą sami zobaczcie!

O sile obrazu, czyli kartach z symbolami i sposobach ich użycia pisałyśmy już. Dla przypomnienia zapraszamy tu:

<a href="http://<p>https://kreatywnapedagogika.wordpress.com/2016/11/01/karty-z-symbolami/

http://<p>https://kreatywnapedagogika.wordpress.com/2016/11/01/karty-z-symbolami/</p&gt;

oprac. Magda Buda, Marta Jankowska, Iza Banaszczyk

Wyniki konkursu KSIĄŻKA DOTYKOWA DLA KAŻDEGO 2019

Czas na ogłoszenie wyników w konkursie „KSIĄŻKA DOTYKOWA DLA KAŻDEGO”. Oto zwycięskie książki wybrane przez zacne JURY w składzie: Joanna Wcześny – nauczyciel akademicki, tyflopedagog i oligofrenopedagog, Magdalena Chacko – tyflopedagog z Przedszkola dla Dzieci Niewidomych w Sobieszewie, Dorota Domeracka – kierownik Biblioteki bez Barier, Paweł Król (Pawel Krol) – artysta plastyk. Wszystkim uczestnikom dziękujemy za zaangażowanie i wysoki poziom nadesłanych prac. W naszym konkursie każdy zostaje autorem i zarazem wydawcą swojej książki, następnie wędruje ona do ogólnodostępnego księgozbioru BIBLIOTEKI BEZ BARIER (filia Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna w Gdańsku ) . Dlatego serdecznie gratulujemy wszystkim! 

Wszystkich laureatów oraz sympatyków konkursu zapraszamy na uroczystość wręczenia nagród, która odbędzie się 12 czerwca o godzinie 16.30 w Ratuszu Głównego Miasta Gdańska, w Wielkiej Sali Wety.  Tuż po uroczystym uhonorowaniu autorów zwycięskich książek zapraszamy wszystkich na koncert talentów – wystąpią dzieci i młodzież z gdańskich szkół. Serdecznie zapraszamy!

Konkurs nie odbyłby się gdyby nie starania  Marta Jankowska z KreatywnaPedagogika i Agnieszka Langmesser z Publiczne Przedszkole „Trzynastka”

Książka dotykowa dla każdego (6)

Książki dotykowe mają to do siebie, że trzeba je dotknąć, aby zrozumieć, dobrze poznać, przeczytać  Książki te mają jedyne w swoim rodzaju ilustracje – ilustracje sensoryczne. Dlatego zapraszamy Was na niezwykłą wystawę książek do dotykania, 12 czerwca począwszy od godziny 16.30, do zakończenia KONCERTU TALENTÓW z okazji uczczenia V już sezonu Kreatywnej Pedagogiki w Miasto Gdańsk. Ta jednodniowa wystawa odbędzie się w Ratuszu Głównego Miasta Gdańska.

Książka dotykowa dla każdego (17)

Emocje moje i twoje

Nauka rozpoznawania i nazywania emocji własnych i tych, które obserwujemy u innych osób jest podstawą radzenia sobie z trudnymi uczuciami. Nie z negatywnymi, nie ze złymi ale tymi trudnymi do zniesienia. Aby dojrzale je rozumieć i przeżywać bez szkody dla samego siebie oraz naszego otoczenia, potrzebujemy mądrych przewodników i po prostu wiedzy na temat tego, co dzieje się w naszym ciele i jak działają emocje. Dlatego ideą nadrzędną jest tu stwierdzenie: każdy ma prawo czuć złość, smutek, frustracje, rozgoryczenie, żal, strach, dumę, radość, wstyd itd….  Dzieci także mają prawo do przeżywania tych stanów emocjonalnych. Tylko mając mniej dojrzały układ nerwowy, mniejsze są ich możliwości kontrolowania swego zachowania, które pojawia się pod wpływem uczuć. Zadaniem dorosłych jest pokazanie, już od najmłodszych lat, jak radzić sobie trudnymi emocjami, jak je rozładowywać, jak je rozumieć. Pierwszym sposobem na to jest modelowanie, które odbywa się często nieświadomie. Dzieci naśladują reakcje dorosłych, gdy same przeżywają podobny stan. Dlatego kopiują zachowania swoich rodziców. Gdy trafiają do szkoły uczą się tych reakcji już w szerszym środowisku. Obiektem do naśladowania staje się nauczyciel. Nie dziwmy się zatem, że gdy sami jesteśmy impulsywni, szybko narasta w nas złość czy frustracja i  wtedy wybuchamy np. krzykiem nasza klasa również będzie bardziej pobudzona i skłonna do takich reakcji. Zatem w pracy nad rozwojem emocjonalnym zaczynamy od siebie.

Jaki jeszcze wpływ na emocjonalność dziecka mają dorośli?

Modelują swoim własnym zachowaniem zachowania dziecka.

Nie zapominajmy o tym . Dzieci wciąż nas obserwują i naśladują, bo jesteśmy dla nich ważni. Jesteśmy pierwszymi modelami, wzorami prawidłowych, adaptacyjnych i aprobowanych społecznie zachowań. Odnosi się to nie tylko do rodziców. Wychowawca, nauczyciel dla dziecka w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym jest równie ważnym dorosłym. Gdy przeżywamy jakieś uczucie i mówimy o tym dzieciom wprost oraz pokazujemy jak sobie z nim konstruktywnie radzimy stajemy się wręcz „modelem idealnym”. Oczywiście czasem się nam taka sztuka udaje, kiedy indziej nie. Świat emocji wydaje się być bardziej skomplikowany niż wszystkie funkcje poznawcze razem wzięte. Jednak i w tej sferze możemy wciąż się uczyć i nabywać nowe kompetencje. Pomoże nam w tym samoświadomość, obserwacja swoich własnych reakcji, analiza naszych stanów wewnętrznych. Na przykład, gdy czujemy poirytowanie i narasta w nas złość pomyślmy czy przyczyna tego stanu jest tu i teraz obok nas, w najbliższej okolicy, czy może nasz aktualny stan jest wypadkową wcześniejszej, bądź narastającej frustracji (czyli niezaspokojenia jakiejś ważnej potrzeby). Ilustracją niech będzie taka sytuacja: Mamy umówioną wizytę u lekarza, sprawa jest niecierpiąca zwłoki. Gdy wyjdziemy z pracy punktualnie spokojnie zdążymy. Tymczasem w grupie przedszkolnej został tylko jeden chłopiec. Bawi się on samolotem głośno naśladując ryk silników. Kilka razy zwracaliśmy mu już uwagę, że silnik ma pracować ciszej. Jest już godzina 17, moment naszego wyjścia z pracy. Samolot wzbija się w powietrze z przejmującym świstem i skowytem, a rodzice nie przychodzą. Co jest w tym momencie powodem naszej złości? Komu tę złość okażemy? W jaki sposób to zrobimy?

Używają różnego rodzaju komunikatów werbalnych w celu podjęcia działań wychowawczych.

Mówią np. „No nie wstydź się” „ No czego tu się wstydzić?” „Przestań płakać. Nic się nie stało” „Nie złość się”, „Nie martw się” „ Nie bądź taki smutny. To przecież nic takiego” itd. Dobrze to znamy. Często słyszymy. Czasem mówimy?

W procesie socjalizacji dzieci uczą się, że pewne emocje są pożądane przez otoczenie, a inne nie. Te nieprzyjemne emocje stają się „główną ofiarą” tego procesu. Rodzice i wychowawcy nie chcą sami odczuwać dyskomfortu czy konsekwencji przeżywania przez dziecko takich emocji jak: złość, strach czy smutek. Łatwiej jest użyć różnych narzędzi wywierania wpływu, chociażby swej przewagi wynikającej z siły i dominacji dorosłego nad dzieckiem, niż zmierzyć się z tymi trudnymi emocjami twarzą w twarz. Czasem robimy to nieświadomie, albo automatycznie powielając wzorce z własnych dawnych doświadczeń, bądź używamy przytoczonych wyżej komunikatów dlatego, że osoby w naszym otoczeniu też ich używają.

Niech za taki konkretny przykład posłuży jeszcze tekst powszechnie znanej i nadal obecnej ( o zgrozo) w edukacji przedszkolnej piosenki:

„Jestem sobie przedszkolaczek,
nie grymaszę i nie płaczę,
na bębenku marsza gram,
ram tam tam, ram tam tam.

Kto jest beksą i mazgajem,
ten się do nas nie nadaje,
niechaj w domu siedzi sam,
ram tam tam, ram tam tam.”

Jaki widzimy  w tych kilku wersach edukacyjną wartość? Jaki to przekaz  dla trzylatka, który staje się właśnie owym przedszkolakiem?

Nie wolno płakać! To znaczy, że ten sposób okazywania emocji jest niepożądany. To co ma robić mały człowiek, któremu się chce płakać z jakiegoś ważnego dla niego powodu? Ma stłumić te emocje. Bo jak dalej będzie płakał, to jest beksą i mazgajem, a wtedy nikt go tu nie chce. On się tu nie nadaje. Przecież to przedszkole dla dzieci, które emocje chowają gdzieś głęboko, albo nie mają żadnych powodów aby emocje przeżywać. A może są wciąż wesołe i radosne, byle nie za bardzo bo dorośli uznają, że „szaleją” i nie da się nad nimi zapanować.  W przedszkolu powinny zatem przebywać tylko i wyłącznie zadowolone z życia i w umiarkowanym stopniu radosne dzieci, z którymi tak miło jest wychowawcom pracować, że wszyscy są naprawdę szczęśliwi. Czujecie tę ironię, której nie mogłam sobie darować?

Wpływ słów kierowanych do dziecka może być oczywiście też budujący. Słowa zachęty mogą odnosić się do emocji  i wzbudzać przyjemne odczucia. Mówimy czasem: „Jak miło jest popatrzeć na dzieci, które dzielą się zabawkami i zgodnie bawią. Od razu robi się weselej” albo „Cieszę się bardzo widząc wasze zadowolone miny na wieść o przyjściu naszego gościa” i jeszcze jeden przykład ” To było takie skomplikowane zadanie, więc jestem pełna podziwu dla twojej wytrwałości. W takiej sytuacji czuje się dumę”. W przypadku smutku odczuwanego przez dziecko możemy powiedzieć: ” Widzę, że twoje oczy robią się coraz bardziej smutne. Wiesz czasem dobrze jest sobie chwilę popłakać, żeby poczuć ulgę”  

Czasem wplatamy wiedzę o emocjach w treść naszych lekcji i potrzebujemy krótkich zadań, które skierują uwagę naszych uczniów na tę sferę życia. Omawiamy na przykład czytany tekst i przeżycia bohatera i wtedy pojawia się okazja żeby porozmawiać o emocjach. Moje propozycje to konkretne zadania, które możemy dowolnie wykorzystać. Specjalnie nie tworzyłam z nich gotowego scenariusza. Jest to zbiór narzędzi i sposobów ich zastosowania zgodnie z potrzebą chwili i realizowanym aktualnie materiałem.  Wszystkie te ćwiczenia oraz proste w wykonaniu pomoce dydaktyczne pozwolą nam pracować z grupą lub klasą nad rozpoznawaniem i nazywaniem uczuć. Takie interdyscyplinarne podejście sprawdza się najlepiej. Dzięki temu kwestie emocji poruszamy wielokrotnie i przy różnych okazjach i nie jest to wiedza oderwana od codziennej szkolnej rzeczywistości. Ma wtedy miejsce uczenie równoległe – treści programowe wzbogacamy o zadania stymulujące rozwój emocjonalny naszych podopiecznych. Jeśli mamy w klasie, albo w grupie przedszkolnej dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych, dzięki tego typu pomysłom dotykającym sfery emocjonalnej możemy realizować zalecenia zawarte w orzeczeniach oraz działania zaplanowane w Indywidualny Programie Edukacyjno – Terapeutycznym. Oczywiście skorzysta na tym też cała klasa.

Barometr uczuć

17036046_1397686833606413_1228338123_o

To ”przyrząd”, który możemy wykorzystać do określania aktualnego samopoczucia emocjonalnego. Nasi uczniowie mogą to zrobić na kilka sposobów:

a)Wybierają np. liczbę od 1 do 10 która mierzy adekwatnie ich samopoczucie i uzasadniają, dlaczego czują się na 9, co tak trochę psuje ich humor, że nie mogą dać dziesiątki.

b) Wybierają minę (emotkę, buźkę), która najlepiej oddaje ich aktualny nastrój, nazywają go i opowiadają co wpływa na ich stan.

c) możemy tym przyrządem zmierzyć też stan emocjonalny całej klasy przed zajęciami i po ich zakończeniu sprawdzając czy coś się w grupie zmieniło. Wtedy barometr wędruje z rąk do rąk a uczniowie podają swoje liczby. Zapisujemy je na tablicy, sumujemy i wyciągamy średnią. Taką samą rundę powtarzamy na koniec.

Zastosowań barometru może być jeszcze wiele, wszystko zależy od potrzeby chwili i naszej wyobraźni. Warto przygotować tę pomoc dydaktyczną na sztywnej tekturze – kawałku kartonu, a buźki ponaklejać z kolorowego papieru używając do tego jednego koloru ( tak aby różnorodnością barw nie dodawać emocjom dodatkowych znaczeń)

Emocje rysują się na twarzy 

Przygotujmy zdjęcia twarzy przedstawiających różne emocje. Możemy skorzystać z wycinków z gazet, przygotować prezentację w programie Power Point. Ważne żeby były to realistyczne zdjęcia.

Obejrzyjmy je dokładnie razem z uczniami zwracając uwagę na to, jak wyglądają oczy, brwi, usta w poszczególnych stanach emocjonalnych i nazwijmy te uczucia.

Następnie nauczyciel rysuje na tablicy owal twarzy i korzystając z podpowiedzi dzieci tworzy schematyczną twarz przedstawiającą smutek i złość.

Kolejną częścią zadania jest samodzielna praca uczniów. Dzieci otrzymują poniższą kartę w formacie A4 i uzupełniają brakujące elementy twarzy tak, aby każda z nich przedstawiała inną emocję. Uczniowie piszą nazwy tych emocji na swoich kartach. Z gotowych prac warto zrobić w klasie wystawę i „zwiedzając” ją wspólnie omówić prace, zachęcając dzieci do dzielenia się refleksjami.

  emocje twarze do rysowania

do pobrania: emocje twarze do rysowania

Jak wydobywa się emocje?

To propozycja multimedialna. Krótki wykład dr Miry Marcinów, psycholog z Uniwersytetu Jagiellońskiego o podstawowych emocjach. Obejrzenie i wysłuchanie go razem z klasą zajmie jedynie 5 minut, więc to taka wiedza w pigułce i dobry wstęp do dalszych rozważań o emocjach na godzinie wychowawczej.

Psycholog konkretnie i językiem zrozumiałym dla dzieci tłumaczy jak możemy rozpoznać podstawowe emocje i dlaczego są one nam potrzebne. Wspomina także o tym, że uczucia możemy wyrażać za pomocą sztuki – w malarstwie, muzyce, filmie, tańcu. To właśnie taneczne zagadki kończą ten wykład. Możemy zatem poprosić uczniów o zgadywanie i zachęcić ich do przygotowania własnych  zagadek o emocjach. Niech klasa stanie się widownią, a na scenę zaprośmy chętnych, którzy za pomocą ruchu, dramy, a może i tańca przedstawią wybrane uczucie. Tego typu zadanie będzie świetną okazją do wyładowania energii dla uczniów nadpobudliwych , ruchliwych, a także dla tych, którzy szczególnie upodobali sobie ruch  i aktywność.

Literatura:

  • D.R. Schaffer, K. Kipp „Psychologia rozwoju. Od dziecka do dorosłości.”, wydawnictwo Harmonia Universalis, Gdańsk 2012
  • Goleman, Inteligencja emocjonalna, Media Rodzina, Poznań 1997
  • M.H. Davis, Empatia, GWP, Gdańsk 1999
  • Birch, T. Malim Psychologia rozwojowa w zarysie. Od niemowlęctwa do dorosłości, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1998
  • Kasdepke, Wielka księga uczuć. Nasza Księgarnia, Warszawa 2012 .
  • EMOCJE – Rozpoznawanie stanów emocjonalnych na podstawie wyrazu twarzy, Wydawnictwo Harmonia

oprac. Iza Banaszczyk

 

 

Dziś mamy okazję do świętowania

Wczoraj byłam na Gdańskich Targach Książki. Oczy nacieszyłam i pare tytułów do domu przygarnęłam. W jednym miejscu spotkało się tylu miłośników literatury, a wszyscy nadawali na tych samych falach. Mimo różnych gustów, odmiennych oczekiwań odnajdywaliśmy wspólny język. Miło brzmiący. Cicho szeleszczący. To był dobry dzień.

Zuzia 3A dzisiaj? Jest Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci. Jako oddany i wierny miłośnik Muminków, mogę śmiało powiedzieć, że książki dla dzieci są cudowne. Są mostem łączącym rodziców z dziećmi, bo przecież, to rodzice czytają swoim jeszcze nie znającym liter dzieciom przygody małych bohaterów. To dzięki książkom, tworzą się bliskie relacje. Stają się dobrym sposobem na wspólną rozmowę, na wspólnie spędzony czas. Na naukę, na dyskusję, za zabawę. Książki dla dzieci są niedocenionymi terapeutami całych rodzin. Wyciszają, a często do snu utulają. Niektóre rosną razem z dziećmi. Czas jednych mija, drugich nadchodzi.

Franek 5

Książki dla dzieci nie mogłyby jednak istnieć bez ilustracji. W nich tekst z obrazem idzie razem pod rękę. Jedno drugie wspiera. Czasami nawet ilustracja prowadzi w ich drodze, lecz jedno i drugie są ważne. Pochylając się nad książką, to my czytamy na ogół tekst, a dziecko „czyta” ilustracje. To trochę tak jak gra na pianinie na cztery ręce. I tak jak mamy swoich ulubionych autorów, mamy też cenionych ilustratorów.

Franek 1Chciałabym z okazji święta „małej” książki przedstawić Wam dwie, które idealnie nadają się do wspólnego czytania. Szczególnie, jeżeli chcemy poćwiczyć wymowę naszych pociech. Książki te, to nie tylko historyjki Zuzi i Franka, ale łamańce językowe, wyrazy, które niejednemu nawet dorosłemu czytelnikowi potrafią poplątać język. A na niektórych ilustracjach ukryto  ich jeszcze więcej. To książeczki, które logopeda naszych dzieci poleciłby jako lekturę w domu. Nie ukrywam, ze w tych pozycjach, ilustracje są mi szczególnie bliskie. Zresztą, zobaczcie sami:

oprac. Magdalena Buda

 

 

 

Mój uczeń ma ADHD, a ja mam plan

Co 4 lata we wrześniu rodzę się na nowo. Otrzymuję kolejną, nową klasę i nowe dzieci. Totalnie różne, o innym poziomie wiedzy i umiejętnościach. Wiele charakterów, osobowości, czasami zaburzeń, mniejszych czy większych deficytów. W tym wszystkim ja- nauczyciel, który wszystkie te istoty przyjmuje pod swoje skrzydła akceptując ich indywidualności, buduje nową klasę. I rodzi się na nowo. Nie da się pracować tak samo, tymi samymi materiałami i metodami, mając co 4 lata[1] kompletnie różne osoby.

20180413_094018

Cieszę się ogromnie, że swoją przygodę w roli nauczyciela rozpoczęłam w latach, gdy już tak wiele odkryto i wiele wiemy o tym, jak uczy się mózg, czym jest nadpobudliwość psychoruchowa, jak pracować z uczniami, którzy mają dużą potrzebę ruchu i jak szybko rozpoczyna się proces stygmatyzacji. No właśnie… Niby tak dużo wiemy, a jednak trudno jest stosować posiadaną wiedzę w chwili, gdy w klasie połowa przerywa co chwilę moją wypowiedź tak, że nie da się skończyć zdania, gdy w trakcie zadań Tomek[2] buja się na krześle stukając monotonnie o podłogę, gdy Franek nie przestaje nucić pod nosem, Maciek wstaje i przechadza się po klasie, albo macha rękoma, a Iza… ach, ta Iza!- nigdy nie wie, które zadanie właśnie rozwiązujemy. Znacie to? Ja znam doskonale. I wielu nauczycieli również. Nie musisz mieć w klasie dziecka z ADHD, by przeżyć to, o czym napisałam wyżej. Coraz częściej spotykamy dzieci z cechami nadpobudliwości, dzieci dla których siedzenie na krześle przez 45 min., gdzie tam!, 25 minut jest celem nie do osiągnięcia. Słyszę od koleżanek pracujących dłużej ode mnie, że nigdy wcześniej tylu „trudnych” uczniów w jednej klasie nie miały.

temat ADHD

Tak też było ze mną. Po pierwszym tygodniu wiedziałam, że lekko nie będzie. Po miesiącu było jeszcze gorzej, a po dwóch pomyślałam, że albo wykończę się nerwowo, albo moi uczniowie znienawidzą szkołę… Pomysły na „wiercipięty” powoli się kończyły. Ileż można było czynić z nich pomocników, którzy biegają do woźnej po kredę? Zapasy kredy miałam na lata! Przy wszystkich mych staraniach, aby jak najwięcej lekcji było w ruchu ( da się i powinno to robić nie tylko na w-fie), problem pojawiał się w chwili pracy „stolikowej”. Pojawiał się głównie we mnie (towarzyszyły mi myśli i hasła typu: „Ile można się bujać i stukać?!!”, „Zaraz zwariuję”, „Tomku, siadaj kiedy rozwiązujemy zadanie”, „Ile razy można mu zwracać uwagę?!” itd.), ale także w pozostałych uczniach, których denerwowały te aktywne zachowania. Zdałam sobie w końcu sprawę, że jeśli czegoś nie zmienię, to uwypuklać się będą zachowania odbiegające od normy ( jeśli normą można nazwać siedzenie w ławce bez ruchu dziecka 6-7-8-9-letniego…), a klasa od razu przypnie łatkę dzieciom nadpobudliwym. Najbardziej obawiałam się tego, że ciągłe zwracanie uwagi konkretnym uczniom przeze mnie i przez dzieci sprawi, że przestaną lubić szkołę, zmniejszy się chęć do nauki, spadnie motywacja. Podczas wykonywania zadań- ćwiczeń pojawiały się głosy niezadowolonych uczniów, „Znowu musimy na ciebie czekać”- słychać było hasła w klasie, a ja widziałam jak Maciek coraz bardziej chowa się i opuszcza głowę. Nie chciałam, aby dzieci takie jak Maciek, potrzebujące nieco więcej czasu na wykonanie zadania, lub zwyczajnie krótkiej przerwy, odczuwały, że odstają, że przez nich ktoś musi czekać, że ktoś jest z nich niezadowolony.

Poszukiwałam nowego rozwiązania dla mojej klasy i zaczęłam wprowadzać planowanie pracy. W wieeelkim skrócie polega ono na tym, że uczeń planuje swoją indywidualną, tygodniową pracę i realizuje zaplanowane przez siebie zadania.

27016715_1266496256785676_380511078_o (1)              W piątek, podczas narady klasowej uczniowie prezentują prace nad którymi pracowali cały tydzień. W czasie jednej lekcji uczniowie wykonują różne rodzaje prac. Część robi pracę plastyczną, ktoś pisze swobodny test, część rozwiązuje fiszkę, zadania, karty pracy, a ktoś czyta itd. W danym momencie każdy wykonuje zadanie, które sobie zaplanował, realizując przy tym podstawę programową i program, ale ze względu na to, że jeden siedzi i pisze w ławce, drugi siedzi na dywanie i czyta, ktoś inny wstaje i zbiera materiały do pracy plastycznej, nie „rzuca się w oczy” to, że ktoś ma większą potrzebę ruchu i buja się, gdy czyta, czy wstaje podczas obliczeń matematycznych.

20181210_102541W tej chwili, to jest dla dzieci naturalne, i nie zwracają uwagi na moje „Wiercipięty”. Absolutnie nie chodzi mi o przekraczanie granic, jeśli ktoś jest za głośno, wyraźnie to uczniowie i ja zaznaczamy. To, że rówieśnik powie „ Ciszej, przeszkadzasz mi w liczeniu” działa bardziej, niż moje ciągłe upominanie. Uczniowie w każdej chwili mogą zmienić miejsce pracy. Sprawę dodatkowo ułatwiają słuchawki wyciszające, których mam 4 pary w klasie i każdy może z nich korzystać, w miarę potrzeb. Jeśli ktoś skupia się nad tekstem, a sąsiad pracuje z kolegą nad pracą plastyczną omawiając koncepcję jej powstania, zawsze może założyć słuchawki.

20181210_234310W klasie nie ma absolutnej ciszy, ale nigdy nie ma też hałasu. Ciężko jest to odzwierciedlić zdjęciami, ale musicie mi wierzyć na słowo, choć mi samej trudno było początkowo uwierzyć w powodzenie tej metody. Nie wyobrażałam sobie, że uczniowie mogą pracować w ciszy bez mojej ingerencji, kontroli. Stało się odwrotnie. Pracują z ogromnym zaangażowaniem, każdy w swoim tempie, we współpracy, a ja w końcu mam czas dla tych, którzy potrzebują mojego wsparcia (bez czekania pozostałych i haseł „Znowu czekamy na Izę”, „Czy mogę robić kolejne zadanie?”, „Ona zawsze mi przeszkadza”, „Pierwszy!”->pierwszy skończyłem zadanie 😕) . Dzięki takiej organizacji pracy w klasie mogę dłuższą chwilę poświęcić uczniom, którzy szybko się dekoncentrują, kontrolować przerwy dzieci z większą potrzebą ruchu, a ruch ten nie przeszkadza pozostałym. Finalnie każdy uczeń zrealizował tą samą partię materiału, decydując o czasie w którym go wykona i sposobie działania.

20181213_114420Do zastosowania takiego rozwiązania zachęciły mnie relacje nauczycieli- poprzedników (technikę planowania pracy stosował Celestyn Freinet w latach 30-stych). Polecam zatem i ja!

Ostatnio oglądaliśmy w klasie animację o jeżu, który kłuł swoimi kolcami przyjaciół, działo się to przecież niezależnie od jego woli- taki się urodził.

W pewnym momencie wstał Maciek i krzyknął „To ja jestem tym jeżem! Ja bardzo chcę być inny, ale nie potrafię”. Dodał, że gdy siedzimy w kręgu stara się nikogo nie dotknąć, ale jego ręce go nie słuchają. Ta sytuacja uświadomiła mi po raz kolejny, że nieustannie muszę o tym pamiętać. Moi uczniowie wstają, czasami przerywają nie dlatego, że lekcja jest nieciekawa, albo dlatego, że są ignorantami, że robią mi na złość. Zachowują się tak, a nie inaczej, niezależnie od swojej woli. Kto z nich nie chciałby być „grzecznym i spokojnym uczniem?”

Tak, są inni. Są wyjątkowi. I nie ukrywam, że praca z nimi nie jest łatwa. Wymaga ode mnie ciągłej pracy nad sobą, nad akceptacją i wsparciem przy jednoczesnym egzekwowaniu zasad oraz stawianiu granic.

Rodzice oddają nam swoje pociechy w opiekę licząc, że ich dziecko będzie czuło się w klasie dobrze. Uczniowie przekraczając pierwszy raz próg szkoły wierzą, że czeka ich wielka przygoda. Nie zawiedźmy ich: rodziców, uczniów i siebie. Niech ta przygoda nie stanie się wyboistym traktem, przez który chce się jak najszybciej przejechać, niech droga stanie się wspaniałym odkrywaniem świata.

Martyna Tarnowska

 

[1] W szkole, w której pracuję nauczyciel prowadzi klasę od zerówki do klasy 3.

[2] Imiona uczniów zostały zmienione.

O ADHD pisałyśmy jeszcze tutaj: https://kreatywnapedagogika.wordpress.com/2018/11/30/w-mojej-klasie-jest-uczen-z-adhd-i/